Rubens Cobrinha Charles: „2009 będzie rokiem wojny!”

02 Luty 2010
Rubens Cobrinha Charles: „2009 będzie rokiem wojny!”

Rubens „Cobrinha” Charles zakończył poprzedni rok z tytułem mistrza świata BJJ (po raz trzeci), Pan-American (po raz drugi) i No-Gi worlds. Prestiżowy GRACIEMAG wybrał go najbardziej konsekwentnym zawodnikiem ubiegłego roku. To kolejny as z Alliance Team.

Po wygraniu wszystkiego co możliwe, co uważasz na najtrudniejsze osiągnięcie poprzedniego roku?
Najgorsze była walka z moim własnym ciałem. Powinienem odpuścić sobie Pan-Am i No-Gi Worlds, ale na szczęście dla mnie otaczali mnie ludzie, którzy wierzyli we mnie. Na początku był Romero Jacaré, który udzielił mi wsparcia. Później – czego nigdy nie zapomnę – Fabio Gurgel, który przybył do Stanów i zaczęliśmy wspólną sesję treningową. Wkrótce potem zadzwonił do mnie i powiedział: „Cobrinha, droga po której zmierzasz, będziesz walczył i wygrasz!” Wtedy tylko się śmiałem, ponieważ wiedziałem że byłem w najgorszej kondycji. Ale kiedy dostajesz tego rodzaju wsparcie od ludzi z tak ogromnym doświadczeniem, to to się bardzo liczy. Postanowiłem więc podjąć wyzwanie. Teraz mogę im jedynie dziękować.

W 2007 roku byłeś dwukrotnym mistrzem świata bez utraty nawet jednego punktu przewagi. Czy 2008 był dla ciebie jeszcze lepszy?
Dla mnie 2008 to był niesamowity rok, który postrzegam jako najlepszy okres mojego życia. Robię to co lubię, czyli walczę. Udało mi się zawalczyć wszędzie tam gdzie tylko miałem szansę. Najpierw zwyciężyłem Pan-American (przeciwko Bruno Frazatto) a później Worlds (ponownie przeciwko Bruno) po niesamowitym finale którego nigdy nie zapomnę. Zawsze przyjemnie jest zwyciężyć w walce o tytuł… a poddanie przeciwnika przez submission jest nawet lepsze…wciąż! Niestety nie liczyłem nawet ile walk wtedy stoczyłem, ani ile z nich zakończyłem przez poddanie. Ale jednej rzeczy jestem pewny – zawsze walczę żeby poddać przeciwnika.

Czego oczekujesz od 2009?
jeszcze nie jestem pewny, ale jeżeli wszystko pójdzie dobrze, to będę na Mistrzostwach Europy. Tak czy owak będę na Pan-American. Oczekuję więc że rok 2009 będzie rokiem wojny, oczywiście w pozytywnym tego słowa znaczeniu!
Moja kategoria wagowa jest strasznie trudna i nie ma faworytów. Co gorsze, każdego roku pojawia się jakiś nowy talent Jiu-Jitsu. Jest na przykład pewien dzieciak i imieniu Isaque Paiva, którego nie znam za dobrze, ale widziałem ile trudu włożył w zdobycie swojego czarnego pasa. Pokazał że jest tutaj na dobre i na złe. Jest również Rafael Mendes, który właśnie wybił się spośród brązowych pasów i pokazał swą dojrzałość.
Chciałbym skorzystać z okazji i zaoferować trochę konstruktywnej krytyki względem innych zawodników którzy są wysoko w rankingach i pokazują swoje Jiu-Jitsu na mistrzostwach. Nie dawajcie obietnic w stylu: „zamierzam to zrobić, to się stanie”, ponieważ czasami to wydaje się proste ale w rzeczywistości takie nie jest.
Wiem że wszyscy chcą zagrzać swoje miejsce w tym sporcie, ale żeby to zrobić musisz szanować wszystkich przeciwników – nie wolno lekceważyć nikogo. Rzecz w tym żeby robić swoje, czyli trenować i wcielić to w praktyce.