MMAnews Exclusive: Wywiad z Maciejem Jewtuszko po gali WEC 50

21 Sierpień 2010
MMAnews Exclusive: Wywiad z Maciejem Jewtuszko po gali WEC 50

„Maciej Jewtuszko w WEC, czyli historia opowiedziana w dwie i pół minuty”.

SMS o 7.36 od Macieja wyrywa mnie z sobotniego snu: „Jestem dostępny.” Ledwo żyję, ale zwlekam się z łóżka. Próbowałem wcześniej pogratulować Irokezowi chyba z 15 razy, niestety były problemy techniczne z połączeniem telefonicznym. Oto nadarzyła się kolejna szansa a efektem tego jest długi wywiad, który wyczerpuje większość pytań, które kibice chcieliby mu zadać.
Jest dobrze, po powrocie ze Stanów Maciej to wciąż ta sama osoba, która po godzinach ratuje ludzi z pożaru i jednocześnie świetnie pozuje do kamery.

Znowu jesteś na nogach o wczesnej porze.
Taki tryb życia prowadzę. Czy tam czy tu i tak wstanę wcześnie rano.

Wreszcie mam okazję osobiście ci pogratulować. Próbowałem wielokrotnie w Stanach ale nie było łatwo. Jak wrażenia już po powrocie?
Wrażenia takie, że czułem się tam jak mały człowieczek. Zawodnik jeden z wielu, zaczyna się zupełnie od zera. Nie jest się w ogóle znanym, nie ma się swoich kibiców.

Powiedz mi, dlaczego po walce nie mówiłeś po angielsku? Przecież wiem, że potrafisz.
Nie czułem się na siłach, oni dosyć szybko mówią. Zmęczenia akurat raczej nie było ale były emocje. Jak tylko będę czuł że potrafię, to przemówię po angielsku. Widziałem, że kibice już się na temat mojego języka wypowiedzieli. (śmiech)

Czyż nie był to wymarzony debiut? Dwie i pół minuty, bonus za nokaut wieczoru…
No tak, bonus bonusem ale te ich podatki, które zabierają sporą część wynagrodzenia.

Powinieneś skupić się na tym jak zarobić a nie na tym ile podatku ci zabiorą.
No tak, ale mimo wszystko tam jest takie złudzenie zarobków. Na przykład idziesz do sklepu i podane ceny są niskie ale to dlatego, że nie zawierają podatku który naliczają dopiero przy kasie.
Poza tym to inny świat. Fajna temperatura, mała wilgotność powietrza. Było 42 stopnie ale powietrze było tak suche, że w ogóle nie odczuwałem gorąca.
Hotel świetny, mnóstwo gwiazd było na miejscu. Kilku zawodników z czołówki, Dana White również przyszedł. Naprawdę miło wszystko wspominam. Myślałem jednak, że będę miał dla siebie więcej czasu a tam co chwilę coś się działo, musiałem pojawiać się w różnych miejscach. Tu zdjęcia, tam jakiś wywiad, próbujesz coś zaplanować ale w zasadzie cały dzień masz rozbity. Dostajesz rozpiskę i nie ma innej opcji, o tej godzinie masz być i koniec.

Jakie to uczucie kiedy Bruce Buffer wykrzykuje Twoje nazwisko?
Bardzo sympatyczne, ktoś głośno wymawia twoje imię i nazwisko, z trudem wymawia ksywkę ‚Irokez’. Pozytywne uczucie.

Njokuani kilka razy przechwycił twoje kopnięcia, frustrowało cię to że nie możesz go dosięgnąć?
Wiedziałem, że jest dobry w stójce i strasznie mnie rozpraszało to, że tak przechwytywał moje nogi w trakcie kopnięć. Nie spodziewałem się tego. Oczekiwałem raczej, że w stójce będzie spora jatka z wymianą bokserską i kopnięciami, do pierwszego trafienia i ewentualnego sprowadzenia, po czym akcja będzie kontynuowana. Tu natomiast na samym początku wychwycił mi nogę podczas mojego flagowego kopnięcia ‚low kick i mawacha z drugiej’. Dlatego właśnie zaliczyłem solidną glebę i całość wyglądała jakby to było po ciosie.

Później były jeszcze trzy, wydawać by się mogło, solidne uderzenia z góry na szczękę.
Po tych trzech uderzeniach, które powchodziły gdzieś koło czoła i twarzy, widać było że potrafi mocno bić. Później zauważyłem że jak schodzę to on opuszcza rękę, dlatego postanowiłem zrobić to co lubię, czyli przejście i backfist. Zamierzałem trafić czysto ręką ale wyszło na to, że dostał przedramieniem/łokciem, bo on trochę zszedł na bok, chciał skontrować przez co nadział się na cios jeszcze mocniej. Później już mnie poniosła fantazja, bo próbowałem zrobić duszenie gilotynowe, ale zupełnie niepotrzebnie. Powinienem od razu kończyć to np. kolanami. Później docisnąłem go do klatki, skontrolowałem, ustawiłem tak aby kontynuować akcję i wyszło tak jak wyszło.

Właśnie zaskoczyło mnie pozytywnie, że byłeś niezwykle opanowany w trakcie walki. Chodzi mi przede wszystkim teraz o tą próbę poddania gilotyną, którą przerwałeś żeby niepotrzebnie nie męczyć rąk.
On po prostu włożył rękę i od razu zerwał to duszenie. Po tym jak otrzymał uderzenie nie opadł z sił, zachował rozsądek, włożył rękę i zerwał uchwyt. Dlatego postanowiłem docisnąć go do klatki robić dalej to co trzeba było zrobić, czyli kontynuować ciosy na głowę bo wiedziałem, że jest trochę zamroczony. Spodziewałem się, że sędzia przerwie to trochę wcześniej, tak wchodził niezdecydowanie i nie wiedziałem jak się zachować. Tu trzeba po prostu do końca bić aż sędzia się na ciebie nie rzuci, bo kiedyś można przez to przegrać.

Cały czas miałem wrażenie jakbyś był u siebie. Nawet wszedłeś do oktagonu i poruszałeś się wewnątrz jakby to był po prostu kolejny raz. Zazdroszczę opanowania.
Wg mnie byłem aż za bardzo opanowany. Wydaje mi się, że trochę mnie to wszystko przerosło. Z reguły mam w sobie więcej agresji a tutaj czułem całkowity spokój. Myślałem dokładnie nad wszystkim co robię a w Polsce nieco bardziej ponosi mnie fantazja w trakcie walki. Choć w WEC nie było widać żebym nie był agresywny bo robiłem swoje, ale takie mam osobiste odczucia.

Czy coś ci powiedzieli z WEC na temat tego co dalej?
Chcą żebym bił się ponownie jak najszybciej, ale nie mogę powiedzieć dokładnie co i jak.

Bo nie wiesz czy nie możesz powiedzieć?
Jeszcze po prostu tego nie wiem. Szczerze wolałbym walczyć dopiero w przyszłym roku ale z tego co wiem, będzie to jeszcze w tym roku.

Dlaczego chciałbyś walczyć dopiero w przyszłym roku?
Chciałbym trochę odpocząć, miałem trzy walki w krótkim okresie i jestem trochę przemęczony intensywnymi treningami. Teraz okaże się kiedy kolejny pojedynek. Może być, że będzie bardzo szybko a to nie do końca jest mi na rękę, ponieważ potrzebuję trochę regeneracji i muszę zmienić trening. Potrzebuję zrobić siłę, bo po tym co zobaczyłem jak oni wyglądają przy 70 kg, to tego nie da się opisać. Rozmawiałem z Bartkiem Pałaszewskim na temat tego z jakiej wagi zaczyna zbijać do tej potrzebnej w walce, to wychodzi na to że zbija ze 192 funtów (87 kg). Jeżeli ja w takim razie w szczycie swojej wagi – czyli 82 kg – zaczynam zrzucać, to fizycznie od nich odstaję bardzo dużo. Dlatego jest mi potrzebne, żeby to wszystko wydłużyło się możliwie jak najbardziej, na tyle żebym miał czas nabrać masy mięśniowej i zrobić siłę.

Miałeś już huczne przyjęcie w domu i w klubie?
Pierwsze co to huczne przyjęcie z dziewczyną i psem, który wskakiwał mi do łóżka. Dzisiaj pójdę na trening zobaczyć chłopaków. Przywiozłem kilka prezentów dla niektórych kolegów.

Mam dla ciebie nowy utwór wyjściowy („Here comes the champ”).
O właśnie, z tym też była historia bo miałem wychodzić do „House of Pain – Jump Around” ale już ktoś go miał i nie chcieli mi tego dać.

Kilka wygranych i zaczniesz dyktować warunki (śmiech).
Dobrze, że zrobiłem wrażenie bo z tego co słyszałem, wszyscy stawiali na niego 4:1, zakładając z góry że przegram. Byli tak mocno pewni jego wygranej, bo nigdy nie widzieli mnie w akcji.

Przed samym pojedynkiem wpadłem na wywiad w którym Njokuani zdradził, że do tego pojedynku nadrobił sporo jiu-jitsu. Wiedziałem jednak, że w kilka tygodni nie nadrobi kilku lat które ty spędziłeś na macie.
Ja po prostu miałem wyjść i wygrać walkę. U mnie taktyka jest prosta. Mam robić swoje finezyjne rzeczy, które przyjdą mi na myśl. Dokładnie na to stawiamy z Piotrem (Bagińskim). Lubię się bić w stójce i robię to co umiem najlepiej. Uderzam w stójce a jak widzę okazje w parterze, to będę starał się poddać. Jeżeli nie będzie takiej okazji, to wstaję do góry i walczę dalej.

Z chęcią zobaczyłbym również scenariusz, jak skończyłoby się to w parterze.
Nie chciał, nie chciał wejść do gardy. Już czekałem na niego (śmiech). Naprawdę myślałem że pokusi się o to, ale wybrał mądrze.

A jak podobało ci się w Vegas?
Co do samego pobytu w USA – Hotel ‚Palms’ niesamowity. Tak jak kiedyś byłem w Reno (USA) to ludzie byli otyli a tutaj w Vegas, mnóstwo ludzi, ładne kobiety, zadbani i przystojni ludzie. Większość wolnego czasu spędziłem jednak w pokoju na całkowitym wyciszeniu. Ale ceny wszędzie w Vegas astronomiczne, wyjście do klubu czy zwykłe piwo to koszt 20/30 dolarów.
Na koniec, podczas imprezy organizowanej przez sponsora od Urijah Faber’a , było bardzo sympatycznie. Urijah zapytał mnie czy mógłbym przylecieć trenować do nich w ‚Alpha Gym’. Pytał również o moje zapasy i jiu-jitsu. Sama impreza miała miejsce w ogromnym apartamencie z boiskiem do kosza!
W ogóle szatnię dzieliłem z Dominick’iem Cruz (mistrz wagi koguciej WEC). Dokładnie było tak, że musiałem być w swojej szatni o 13.30, walkę miałem około 17.00 a Cruz przyszedł dopiero po mojej walce.
W ogóle jak on wchodzi do szatni to tam się odbywa mała impreza. On cały czas skacze, rusza się, niemalże nieprzerwanie tańczy. Odkąd przyszedł około 18.00, podłączył Ipoda pod głośniki i przez cały czas skakał do rytmu. Cały czas się ruszał. Ogólnie atmosfera w szatni była pozytywna, ktoś cały czas rapował, podkręcał atmosferę.
Przy okazji przypomniała mi się sytuacja dotycząca testów antydopingowych. Musiałem iść do ubikacji i oddać mocz przy gościu z komisji. Wcześniej wypiłem chyba z 3 litry wody żeby móc to zrobić bo cały zestresowany byłem tą sytuacją w której gość dosłownie patrzy ci na ręce. Po jakimś czasie już zostawił mnie samego, odkręcił wodę i dał mi pół godziny czasu żebym mógł się skupić i żebym nie musiał się stresować. Uwierz mi, spędziłem w toalecie przynajmniej godzinę żeby móc oddać mocz. Udało się w małej ilości a później już co 15 minut musiałem gnać do toalety. (śmiech)

Jak amerykańskie jedzenie?
Niektóre rzeczy smaczne ale bardzo specyficzne. Musiałbym się bardzo pilnować z kaloriami, jeżeli mieszkałbym tam na dłużej. Najwięcej mogłem ważyć 156 funtów a jak przyjechałem, miałem około 10 funtów nadwagi.

W wywiadzie przed walką wspominałeś, że miałeś problemy z wyliczeniem wagi. Ich funty i nasze kilogramy trochę namieszały w końcowych obliczeniach.
Tak, owszem. Poza tym trzeba było ważyć się na tej samej wadze bo różne mogły różnie ważyć. Było kilka zasad których musiałem przestrzegać.
Bardzo podobało mi się zastosowane przez nich rozwiązanie. Salki dla zawodników podzielone były tak, żebyśmy wzajemnie się nie widzieli. Tak samo w hotelu, Njokuani spał na innym piętrze i ogólnie widziałem go tylko jeden raz, przy okazji oficjalnego ważenia. Naprawdę fajnie to wymyślili. Ostrzegano nas wcześniej żeby nie było żadnej zadymy w hotelu, że mamy to zrobić dopiero na ringu. Widocznie już kiedyś przytrafiło im się to wcześniej.
Poza tym na ‚maincard’ przychodzą wszyscy i pytaliśmy organizatorów jak to jest. Odpowiedzieli, że czy to jest UFC, WEC czy inna gala, jeżeli chodzi o pierwsze walki to zapełniona jest tylko połowa hali. Później zaczynają się powoli schodzić a dopiero na ostatniej walce jest pełna widownia. Mówią, że tak było, jest i będzie. Są do tego przyzwyczajeni.
Z takich nowości, które mogę ci jeszcze opowiedzieć… byliśmy w gymie Wanderlei’a Silvy. Widać, że mocno nastawione było wszystko na komercję, czyli zajęcia dla początkujących, itp. Nie mieliśmy okazji zobaczyć jak trenują zawodowcy, bo o tej porze mieliśmy sesje zdjęciowe, itp.

A kogo miałeś jako Cutman’a? Posłuchałeś mojej wcześniejsze rady? (Stitch)
Nie mogłem wybierać cutmana. Ja miałem Leona. Za to rozdałem już pierwsze autografy.

No nareszcie, zaczęło się…
Pierwsze co po ważeniu to rozdałem kilka autografów. Z resztą na dzień dobry musiałem podpisać 100 plakatów, które WEC później sprzedaje. Trzeba zacząć wyrabiać podpis, bo ten obecny jest fatalny (śmiech). Zaraz po walce też podpisywałem się komuś na koszulce. Takie pozytywne akcenty całej wyprawy.

Jak sama podróż?
Na początku lecieliśmy w klasie ekonomicznej, za to z powrotem lecieliśmy w klasie biznes. Pierwszy raz w życiu i można się tym zachwycić. Komfort taki, że mogłeś leżeć. Siedzenie rozkłada się jak na łóżku. Telewizor, szampana ci przynoszą, co chwilę inne jedzenie. Przykrywają cię, odkrywają. Wszystko było tak pomyślane, że naprawdę miało wspominam ten wyjazd.
Na koniec jeszcze Ben Henderson (obecny mistrz wagi lekkiej w której walczy Maciej), podszedł do mnie z uśmiechem i powiedział: „Ty jesteś niebezpieczny, będę miał na ciebie oko.”

Ok, dziękuję za obszerny wywiad. Póki co odpoczywaj.
Dzięki, pozdrawiam.

Komentarze

  • Siwy

    hehe, dobra robota a teraz czekam na wywiad

  • mmafan

    masakra robota, rządzicie! WAR IROKEZ!!!

  • kapeć

    Wielki świat stoi otworem, byle podjąć właściwe decyzje po drodze.

  • Kajzer

    To Irokez będzie miał oko, a właściwie już ma na celowniku Hendersona 😉

  • marius

    Fajny wywiad.

  • Anthony Njokuani

    I will get you for this Maciej. All I wanna say its gonna be black on white crime!

  • Sawicki Paweł

    masakra to Michał, a Maciej to Irokez”:D

    Kolejny zajebisty wywiadzik od kolegi z redakcji 😀

  • F. Georgiew

    Licytujcie spodenki Iro na allegro! http://www.dlaali.pl