MMAnews Exclusive: Wywiad z Pawłem Nastulą przed Fighters Arena Łódź.

24 Sierpień 2010
MMAnews Exclusive: Wywiad z Pawłem Nastulą przed Fighters Arena Łódź.

Wyczerpujący wywiad w którym poruszyliśmy tematy dotąd nie poruszane, związane z Pride FC i galą Fighters Arena Łódź.

Witam cię Pawle.
Witam.

Przede wszystkim chciałbym skupić się na nadchodzącej gali Fighters Arena Łódź ale nie ukrywam, że chciałbym poruszyć pewną kwestię – do tej pory nierozstrzygniętą – a związaną z Twoją karierą. Wolałbym nawet zacząć właśnie od tego, bo w ten sposób całość ułoży się chronologicznie, aż do dnia dzisiejszego.
Nie ma sprawy.

Kiedy w 2005 roku zacząłeś przygodę z MMA, rozpocząłeś od razu z górnej półki. Nie od dziś wiadomo, że Japończycy lubią testować zawodników olimpijskich. Czy patrząc z perspektywy dnia dzisiejszego uważasz, że mogłeś zacząć swój debiut spokojniej?
(śmiech) No zawsze można było, ale nie wszyscy mają świadomość tego na jakich zasadach to wtedy funkcjonowało i jak to wtedy wyglądało. Wtedy tak musiało być, miałem walczyć właśnie z tymi a nie innymi i walczyłem. Oczywiście, gdybym zaczynał stopniowo, moja przygoda i kariera byłaby lepsza, ale niczego nie żałuję. Walczyłem z najlepszymi, myślę że sprawiłem im sporo trudności. Nabrałem dużo doświadczenia i wyciągnąłem wnioski z tych pojedynków.

Czy wciąż otaczasz się tymi samymi ludźmi, którzy prowadzili Ciebie w czasach Pride FC?
O kogo dokładnie chodzi?

Chodzi mi o osoby, które pomagają w prowadzeniu Twojej kariery, tj. menedżerowie, trenerzy.
Tak, te same osoby.

Dlaczego nie kontynuowałeś tego, co udało ci się wypracować już na samym początku? Nie kusiło Cię UFC – być może za mniejsze pieniądze – ale za to w świecie, który oferuje ogromne możliwości?
Nie pociąga mnie ta Ameryka. Bardziej byłem przywiązany do startów w Japonii i to mi pasowało. A później, żeby walczyć w UFC, to prawdopodobnie musiałbym przenieść się do USA. To nie jest tak, że będąc tak daleko, można sobie ot tak walczyć, bo są tam pewne układy. Po prostu lepiej byłoby być na miejscu. Dlatego właśnie tak się to wszystko ułożyło. Oczywiście szkoda, że wtedy w tamtym czasie, kiedy ta Japonia się skończyła (koniec Pride FC – przyp. red.), nie było żadnych ciekawych ofert z Polski i Europy. Dlatego właśnie ta przerwa była tak długa.

Czy na Twoją decyzję miała wpływ Twoja ówczesna pozycja po Olimpiadzie i Pride FC? Być może czułeś, że nie chcesz się rozdrabniać?
To nie to, że nie chciałem się rozdrabniać. Ja nie mam w końcu 20-tu lat. Jakbym miał tyle lat i zaczynałbym MMA, to mógłbym walczyć co miesiąc (śmiech) i nie byłoby problemu. Natomiast, jeżeli mam 40 lat, to zdaję sobie sprawę że mistrzem świata nie zostanę. Mogę stoczyć kilka walk, chciałbym stoczyć kilka ciekawych walk i to wszystko. Nie chodzi o rozdrabnianie się. Nigdy nie miałem takiego ciśnienia żeby walczyć, bo brakuje mi pieniędzy. Jak już miałem walczyć, to chciałem to robić za jakieś przyzwoite pieniądze, które mnie będą zadowalać.

Czy skończyła się już fala krytyki, która zareagowała niemal fanatycznie na Twoją decyzję przejścia z judo na MMA?
Hm… Myślę, że jeszcze są. Jeszcze byśmy znaleźli. Jeżeli jednak popatrzymy szerzej, to rzeczywiście to, co się wtedy działo, kiedy ja zaczynałem startować w MMA – gdzie w Polsce jeszcze się mało o tym mówiło – w samym sporcie działała garstka zainteresowanych tą dyscypliną. Prasa i całe media były przeciwko. Zwłaszcza, że zacząłem to w momencie, w którym odnosiłem ogromne sukcesy w judo, przyprawiając o niejedną łezkę niejednego kibica. Walczyłem przecież w tak szlachetnej dyscyplinie a później poszedłem walczyć na pięści. To się niektórym nie podobało i całość miała nieprzyjemną prasę.
Minęło 5 lat i jak widać, prasa i telewizja bardzo się tematem interesuje. Coraz więcej się mówi o MMA. Powoli giną głosy, że jest to tylko jakieś mordobicie, walka na ulicy, bez żadnych zasad. Już się tak nie mówi i bardzo dobrze, bo jest to niezwykły rodzaj rywalizacji.

Przechodząc do tematu gali w Łodzi… kiedy organizatorzy zaproponowali Tobie udział w Fighters Arena Łódź?
Pierwsze spotkanie było ponad 3 tygodnie temu. To była bardzo szybka decyzja i podziwiam ich za to. Tu były same konkrety. To było tak na około tydzień przez oficjalną konferencją. Spotkałem się wtedy z osobą reprezentującą organizację FAŁ. Zapytano mnie czy jestem zainteresowany, bo robią galę w Łodzi i bardzo chcieliby, żebym na niej wystartował. Minęło kilka dni, jedno-dwa spotkania moich kolegów, którzy mnie reprezentują, dogranie umowy i w ciągu 24 godzin od tego momentu wszystko zostało załatwione. Tak więc bardzo sprawnie i oby tak dalej, żeby gala odbyła się i żeby była bardzo interesująca, bo szczerze na to liczę. Wiadomo, im więcej gal, dużych i ciekawych, to tym lepiej dla zawodników, bo wtedy mają większe możliwości startu i wynegocjowania lepszych warunków finansowych, a przecież o to w tym wszystkim chodzi.

Nie znalazłem nic na temat Twojego przeciwnika. Czy wiadomo coś więcej, kim jest, jaki ma rekord?
Jeszcze nie wiem, powiem szczerze. Wiadomo, że ma to być jakiś Japończyk. Mam nadzieję, że do poniedziałku się dowiem. (wywiad był przeprowadzony 19-go sierpnia a dzisiaj 23-go sierpnia, już wiadomo że chodzi o Yusuke Masude – przyp. red.)

Czy to nie utrudnia przygotowań, bo przecież trzeba się solidnie przygotować pod przeciwnika?
Nie, robię swoje. W Pride też miałem tak, że dowiadywałem się na dwa tygodnie przed, że mam walczyć. Ten okres wystarczy, żeby się odpowiednio nastawić do przeciwnika.

Japończycy faktycznie są znani z tego, że tak powiadamiają swoich zawodników na ostatnią chwilę.
(śmiech) Tak jest.

Skąd taka tajemniczość, dlaczego fani muszą w takim napięciu oczekiwać na ogłoszenie oficjalnych informacji o przeciwniku?
Powiem szczerze, ja naprawdę jeszcze nie znam nazwiska. Nie chodzi o to, że nie chcę powiedzieć i ukrywam to przed kimkolwiek. Dla mnie to jest bez znaczenia. Z doświadczenia w Japonii wiem, że jeżeli zbyt wcześnie pozna się przeciwnika, to też niedobrze. On wtedy cały czas chodzi po głowie ten przeciwnik i cały czas się o nim myśli.

Wierzę w to że nie wiesz jeszcze kto będzie Twoim przeciwnikiem, ale pytam czy to może jakiś plan organizatorów?
To już trzeba ich zapytać, bo ja nie wiem.

Pamiętam, że nie lubisz biegać na treningu?
Biegam, na tyle na ile potrzeba to biegam. To nie do końca tak że nie lubię. Raz w tygodniu biegam.

Od kilku lat masz swój własny, profesjonalny klub w którym trenuje coraz więcej osób. Co nowego wniosłeś do swoich przygotowań?
Przede wszystkim to z czego się cieszę to to, że kiedy zaczynaliśmy 5 lat temu MMA, byłem ja, Robert Jocz, Juras i tak w trójkę się obijaliśmy wzajemnie. Nie ukrywam, że trochę brakowało nam ludzi. Czasami ktoś do nas dołączył, ale to było rzadko. W tej chwili mam naprawdę mocną ekipę, około 10 czy 15 osób i to jest waga półciężka oraz ciężka. Grupa naprawdę dobrych zawodników.
A co zmieniłem? Przede wszystkim dużo walczymy w formule MMA, bo tego trzeba najwięcej robić. Cały czas doskonalę swoją stójkę, bo wiadomo że nad tym trzeba zawsze więcej popracować. Parter jak to parter, wiadomo że czuję się w miarę przyzwoicie.

Czy ci młodzi którzy z Tobą trenują, czy oni cię pozytywnie przerażają tym, jak szybko chłoną wiedzę i idą do przodu? Widać to zwłaszcza po niektórych, np. u Janka Błachowicza który z Tobą trenuje.
Janek Błachowicz… bardzo fajnie że ćwiczy z nami od jakiegoś czasu i myślę, że jest zadowolony. Każdy z nas coś wnosi, on także ma sporo wiedzy do przekazania. U nas jest tak, że są ludzie z różnych dyscyplin na różnym poziomie, ale każdy coś może przekazać i nauczyć. Na tym bazujemy, mamy wspólne treningi. Każdy, jeżeli może coś pokazać i nauczyć, to to robi.

Dobrze, ostatnie pytanie. Co możesz obiecać tym wszystkim, którzy przyjdą 3-go września do Atlas Areny, oglądać Ciebie w akcji?
Ojej, ja nie lubię tak obiecywać. To znaczy, jestem pewny że będę walczył tak jak potrafię najlepiej. Zrobię to tak żeby wygrać, zrobić fajne widowisko i pokazać, że Nastula wciąż potrafi powalczyć.

Dokładnie o to chodziło.
(śmiech)

Dziękuję bardzo za wywiad.
Również dziękuję.

Komentarze

  • kapeć

    ja tam jeszcze chcę zobaczyć co przygotował Nastek dla japońca

  • cycu

    Konkretny material, bylem ciekawy co u niego. Szkoda ze nie powiedzial wiecej o swoich przygotowaniach

  • Rudy102

    Fajny artykuł, nie mogę się doczekać tej gali, będzie ogień ! ! ! ! ! ! !

  • F. Georgiew

    Też chętnie obejrzę walkę, ale dobór przeciwników jak zawsze nietrafiony. Na FAŁ startuje za dużo ludzi z przewagą porażek nad zwycięstwami, to cios prestiżowy dla organizacji. Jeśli się im uda powinni lansowac kolejnych zdolnych młodych, bo taka polityka jest bardzo krótkoterminowa.