UFC 117 – tradycyjnie zwycięża Dana White.

autor:
08 Sierpień 2010
UFC 117 – tradycyjnie zwycięża Dana White.

Chael Sonnen

117 gala UFC mogła budzić niepokój fanów MMA. W tym roku Dana White miał pecha do wielkich wydarzeń. Im bardziej reklamował jakiś turniej tym większe rozczarowanie było po gali. Na szczęście wraz z powrotem Brocka Lesnara do Oktagonu czar prysł i gala 117 przyniosła wiele wspaniałych walk.Dwie najważniejsze z nich to oczywiście pojedynek pretendentów do tytułu w wadze ciężkiej i kolejna obrona tytułu w wadze średniej przez Andersona Silvę.

Dos Santos kontra Nelson mieli rozstrzygnąć który z ich jest wart zmierzenia się z Brockiem Lesnarem. Fani byli pewni, że zwycięży dużo młodszy i świetnie uderzający Brazylijczyk, choć specjaliści nie byli już tak pewni wyniku tej walki. Okazało się, że racje mają i jedni i drudzy. Wygrał Cigano, jednak Nelson dzielnie się bronił obnażając przy okazji jego braki. Okazało się bowiem, że młoda gwiazda z zespołu Black House ma słabą kondycję, a jego ciosy nie są aż tak silne jak się wcześniej wydawało. Nie wróży to dobrze na jego nadchodzącą walkę o pas. Nie wiemy co prawda czy za kilka miesięcy Lesnar ciągle będzie mistrzem, ale po jego wyczynach z twardo bijącym Carwinem, osiłek z Minnesoty powinien pokonać Brazylijczyka bez większych problemów. Junior musi poprawić kondycję jak i silę ciosów.

Walka wieczoru była dla wszystkich zagadką. Nikt nie wiedział co się wydarzy. Była to zasługa głównie ‚złotoustego’ pretendenta –  Chaela Sonnena. Trzeba przyznać, że chłop ma gadane, co ku zaskoczeniu i radości Dany White’a świetnie sprzedało całą galę. Co do tego co miało wydarzyć się w Oktagonie zdania były podzielone. Jedni wierzyli w geniusz Silvy, inni – że Sonnen pokaże umiejętności na poziomie tych z walki z Marquardtem. Walkę najlepiej opisał Bas Rutten, twierdząc, że Silva ma szansę wygrać w 1 rundzie, później –  Sonnen.

Cóż te pojedynek też obnażył wszystkie niedoskonałości Silvy i potwierdziła, że Sonnen jako prawdziwy republikanin nigdy nie nauczy się jiu-jitsu.

I tak Silva nie umie walczyć agresywnie do przodu. Po pierwszej rundzie, gdy okazało się, że Sonnen będzie napierał, Pająk na początku każdej rundy starał się agresywnie naprzeć, ale chęci i energii starczyło mu na jakieś 30 sekund. Później się robił sobie przerwę, którą skrzętnie Sonnen wykorzystywał na wejście w nogi. Tu widać było kolejny brak Silvy – zapasy. Nikt nie wymaga od niego umiejętności na poziomie olimpijskim, ale trochę znajomości klinczu i obron by mu się przydało. Sonnen uchodzi za świetnego zapaśnika, a przecież Deniam Maia sprowadził go na ziemie, pięknym rzutem, nota bene zapaśniczym, jak dziecko.

Ostatnią słabością Andersona Silvy jest na pewno jego jiu-jitsu. Jest co prawda czarnym pasem BJJ pod ‚jakimiś braćmi Nogueira’ jak to ironicznie określił Chael Sonnen, ale tych umiejętności w ogóle nie pokazał. Uporczywe leżenie w gardzie jest umiejętnością w zakresie białego pasa. Sonnen jest podatny na triki jiu-jitsu co pokazał wspomniany wcześniej Maia. Atakował będąc w gardzie, zostawiając wyprostowane ręce – idealny prezent dla zawodnika BJJ. Tymczasem na jakieś 15 min tego typu akcji Silva zaatakował z gardy tylko raz, na sam koniec. Miał szczęście, że Amerykanin się przestraszył i odklepał (choć niewyraźnie).

Trzeba przyznać, że wynik walki wieczoru jest prezentem dla Dany White’a. Może spokojnie organizować walkę rewanżową będąc pewnym dobrej sprzedaży biletów. Złe wieści są natomiast dla teamu Black House. Przegrane Minotauro, Machidy, przypadkowe zwycięstwo Minotoro, wymęczona wygrana Juniora i średnie wyniki Silvy wymagają analizy systemu treningowego Eda Soaresa. Potencjalnie mają najlepszą drużynę na świecie. Niestety nie przekłada się to na wyniki.