Wywiad z ‚Doktorem’ – Marcinem Bartkiewiczem

autor:
07 Październik 2010
Wywiad z ‚Doktorem’ –  Marcinem Bartkiewiczem

ksw fight club

Źródło: konfrontacja.com

Jest jednym z niewielu polskich zawodników, który mieszka za granicą i z sukcesami reprezentuje biało-czerwone barwy. W najbliższą sobotę po raz pierwszy w swojej karierze będzie walczyć w Polsce, na KSW Fight Club. Mowa oczywiście o Marcinie Bartkiewiczu, posiadaczu pasa prestiżowej angielskiej organizacji „Cage Rage”. Postanowiłem, że przed „polskim debiutem” zrobię wywiad z popularnym „Doktorem” i oto jest. Nasza rozmowa poniżej.

Witaj Marcin. Na wstępie prosiłbym, żebyś powiedział kilka słów o sobie, gdzie trenujesz, w jakim klubie i dlaczego w Anglii?
– Witam ciebie Arturze i witam wszystkich fanów MMA i kibiców KSW. Postaram się odpowiedzieć na twoje pytanie i dać ludziom szansę poznania mnie. A więc po kolei. Trenuję w Londynie w szkole Eddiego Kona, który specjalizuje się w brazylijskim jiu jitsu, a konkretnie Gracie jiu jitsu. Jego trenerami byli Royler Gracie i David Adiv.
Przed rozpoczęciem treningów brazylijskiego jiu jitsu trenowałem muay thai w szkole K-O u polskiego trenera. Nie będę mówił jego nazwiska, bo okazał się zdrajcą, ale faktem jest, że to bardzo dobry trener.
Prócz tego pobieram nauki boksu i zapasów. Sparuję z zawodowymi pięściarzami, uczę się zapasów, lecz żadnej z tych sztuk walki nie trenuję systematycznie ze względu na brak czasu. Skupiam się przede wszystkim na muay thai i brazylijskim jiu jitsu.

Opowiedz proszę, jak rozpocząłeś przygodę z MMA.
– Zacząłem dość późno, bo na pierwsze treningi poszedłem w 2006 roku. Wtedy też zacząłem mieszkać w Anglii. Pierwszy pojedynek miałem mieć w marcu 2008 roku. Moim rywalem miał być angielski karateka, który chodził i wychwalał się, że w MMA zbije każdego, lecz gdy mnie zobaczył tydzień przed walką stchórzył i odwołał ją. Organizatorzy znaleźli mi nowego rywala, który najpierw podjął rękawice, lecz dwa dni przed galą zrezygnował. Nie wiem jak on się nazywa, ale to ten sam zawodnik, który przegrał z Popkiem na gali Cage Rage w Birmingham.
Byłem zły, bo trzy miesiące przygotowań poszło na marne. W czerwcu tego samego roku stoczyłem pierwszą zwycięską walkę w Cage Rage. Zaraz po niej dostałem propozycję bicia się ze Stevem Economou, który był wtedy niepokonany i był mistrzem organizacji UWC. Podjąłem wyzwanie, lecz przegrałem na punkty. Szkoda, bo już w pierwszej rundzie mogłem wygrać, lecz brak doświadczenia i krótki okres przygotowań zrobiło swoje.
Kolejna propozycja walki była z Jamesem Thompsonem, zawodnikiem, który wiele razy walczył dla Pride i był ode mnie większy i silniejszy. Nie przestraszyłem się i podjąłem to wyzwanie. Dwa miesiące treningów, zero spotkań ze znajomymi, po prostu treningi, treningi. Była to dla mnie wielka motywacja, bo miałem w walce wieczoru zmierzyć się z gościem, który miał wtedy ponad dwadzieścia walk, a ja tylko dwie. I co? Dwa tygodnie przed walką Thompson doznał kontuzji. Zmiana przeciwnika. Nowym rywalem miał być McSweany, lecz pojedynek został odwołany z powodu awantury, która się odbyła na walce Popka. Organizatorzy wiedzieli, że mamy tę samą rzeszę fanów i uznali, że nie będą ryzykować powtórki takiej sytuacji.
W listopadzie tego samego roku dopuszczono mnie do walki w Watford pod Londynem, gdzie w walce wieczoru wygrałem przez nokaut i zdobyłem mistrzowski pas.
Później miałem przerwę do 2010 roku, gdzie w czerwcu w pierwszej walce po powrocie zdobyłem drugi pas. Była to walka w klatce na zasadach K-1 lecz w rękawicach do MMA.

Słyszałem, że bardzo chciałbyś walczyć z pewnym Anglikiem, który w tej chwili ma kontrakt z amerykańską organizacją Bellator. Czy to prawda?
– Zapewne masz na myśli Neil Grove. To prawda, chciałbym z nim walczyć z jednego powodu. On jest mistrzem UCMMA. Wiem, że nasze drogi muszą się skrzyżować.
W najbliższy piątek przylecisz do Polski, by walczyć na gali KSW Fight Club. Wiem, że bardzo chciałem wystąpić na imprezie organizowanej przez Federację KSW. Czy szansa występu na tej imprezie jest w jakimś stopniu spełnienie twoich planów?
– Obiecałem sobie, że będę robić wszystko, by walczyć na KSW. Pojedynek w Polsce, przed swoja widownią, to jest to. Człowiek w życiu przechodzi tyle męki, by móc zrealizować chociaż jedno marzenie. Wiem, że marzenia się spełniają, bo chciałem wystąpić na Cage Rage w Wembley Arena i udało się.
Chcę udowodnić niedowiarkom, którzy za plecami, z piwem w ręku śmieją się, że taki ?Doktor? z ulicy może gdzieś zajść.

Miałeś walczyć z byłym strongmanem Kamilem Bazelakim. Ostatecznie kontuzja wyeliminowała go z pojedynku. Nowym oponentem będzie Rosjanin Dmitry Zabolotny. Czy ta zmiana mocno wpłynęła na twoje przygotowania?
– To kolejna zmiana przeciwnika w mojej karierze. Rozbiło to moje plany przygotowawcze i miałem kilka dni na ułożenie nowego game planu. Dodatkowo od tygodnia walczę z wirusem i jestem na antybiotykach.
Co wiesz o Rosjaninie? Co możesz powiedzieć o jego wadach i zaletach?
– O rywalu nie wiem zbyt wiele. Jest mańkutem, a z takimi zawodnikami walczy się całkiem inaczej. Jednak trzeba być dobrej myśli.
Twoje style bazowe to brazylijskie jiu jitsu i muay thai. W której z tych płaszczyzn czuje się lepiej?
– Hmmm? chyba w stójce, a to ze względu na mój wzrost i duży zasięg ramion.
Zawsze chciałem zapytać o twój pseudonim. ?Doktor?, skąd akurat taka ksywa, zdradzisz jej historię?
– O mojej ksywce nie będę opowiadać. Niech to zostanie tajemnicą. Ci, co mają wiedzieć, wiedzą, a ci, co nie wiedzą, niech się domyślają.
Marcin, nie będę dłużej zatrzymywać. Dziękuję za rozmowę i życzę powodzenia w polskim debiucie w formule MMA.
– Pozdrawiam wszystkich raz jeszcze i do zobaczenia na gali KSW Fight Club!
Rozmawiał Artur Przybysz