Aeroby – robić czy dać spokój?

autor:
06 Kwiecień 2011
Aeroby – robić czy dać spokój?

Obecnie świat sportów walki, a zwłaszcza MMA, zdaje się przychylać ku wysoko-intensywnemu treningowi interwałowemu. Często pociąga to za sobą znaczne ograniczenie lub zupełne wyeliminowanie treningu o charakterze aerobowym. Czy to rzeczywiście słuszna droga?

Odpowiedź na to pytanie nie jest łatwa. Trening aerobowy (dla przypomnienia: to taki którego intensywność podnosi nasze tętno do poziomu 60-80 % tętna maksymalnego i najczęściej trwający 30 minut i więcej) przez wiele lat stanowił podstawę przygotowania kondycyjnego w niejednej dyscyplinie. Dziś sportowcy zawodowi i amatorzy oszaleli na punkcie treningu interwałowego, o wysokiej i skrajnie wysokiej intensywności. Z całą pewnością zawdzięcza on swoją popularność w dużej mierze mediom. Wystarczy wklepać w „jutubowej” wyszukiwarce nazwisko jakiegoś popularnego fightera i na pewno pośród znalezionych materiałów wyskoczą nam między innymi zapiski video z jego treningów. Rzadko kiedy widać tam, by któryś z nich robił aeroby. Na ogół dopatrzymy się sprintów, skoków, zmagań ze sztangą i wszystkiego co ma ogromną intensywność. Oczywiście całość jest okraszona muzyką, która tylko dodaje ogólnego „poweru”. Musi być ostro. A aeroby zwyczajnie nie są ostre. Ale czy to powód, by całkowicie eliminować je ze swojego planu treningowego? Jakie plusy, a jakie minusy niesie ze sobą trening aerobowy?

Zalety aerobów
– jak żaden inny rodzaj wysiłku wpływają na zwiększenie pojemności lewej komory serca, co za tym idzie zwiększa się objętość wyrzutowa;
– są silnym bodźcem dla zwiększenia kapilaryzacji mięśni, dzięki czemu stają się one lepiej ukrwione i odżywione;
– lekkie aeroby przyspieszają regenerację organizmu po treningu o wysokiej intensywnośći;
– są lepiej tolerowane przez osoby dopiero zaczynające swoją przygodę ze sportem;
– są pomocnym narzędziem w kontrolowaniu wagi.

Wady aerobów
– spora czasochłonność w porównaniu do treningu interwałowego;
– niewielka przydatność w polepszaniu funkcjonowania szlaków energetycznych, które są wykorzystywane w sztukach walki;
– niezbyt korzystna dla fightera odpowiedź hormonalna organizmu;
– robione często łatwo stają się nielubianą i zniechęcającą rutyną treningową.

To jak w końcu?
Chciałbym, żeby odpowiedź brzmiała prosto i zwięźle. Ale tak nie jest. Nawet światowi specjaliści od przygotowania kondycyjnego nie są zgodni. Przykładowo – Joel Jamieson jest wielkim obrońcą treningu aerobowego, natomiast Martin Rooney (przynajmniej na łamach portalu t-nation) raczej je odradza.
Starając się spojrzeć na całość najbardziej zdrowo-rozsądkowo jak tylko jestem w stanie, to osobiście:

– polecałbym robienie aerobów osobom, które zaczynają swoją przygodę ze sportem, jako pewnego rodzaju wprowadzenie do treningów bardziej intensywnych;
– moim zdaniem warto zwiększyć ich ilość „poza sezonem” – czyli w okresie kiedy do walki czy zwodów daleko, a naszym celem jest generalnie regeneracja – np. podczas wakacji;
– jeśli ktoś dysponuje czasem i dobrze reaguje na aeroby – to warto wrzucić je powiedzmy raz w tygodniu w mniej intensywnej wersji dla polepszenia regeneracji po innych ciężkich treningach w ciągu tygodnia.

Komentarze

  • Kamillo

    Ja dwa lata trenowałem tak, że każdy trening był połączony z aerobami. Skutkowało to tym, że byłem sprawny i miałem zabójcze cardio, ale mięśnie miałem takie, jak moje koleżanki. Do przemyślenia.

  • S

    To dobrze że nie ‚koksowałeś’ bo miałbyś z koleżankami więcej wspólnego niż tylko mięśnie:) Świruje oczywiście:)

  • Aeroby to jedno z narzędzi kształtujących kondycję. Ze względu na wymienione wady i zalety trzeba po prostu wprowadzać je w odpowiedniej fazie przygotowań. Nie można mówić, ze trening anaerobowy jest lepszy od aerobowego w kształtowaniu kondycji fightera. Są to dwie różne metody, które się wzajemnie uzupełniają.