Podsumowanie Strikeforce „Diaz vs. Daley”

10 Kwiecień 2011
Podsumowanie Strikeforce „Diaz vs. Daley”

Cóż, mamy chyba pierwszy cud 2011-go roku, gdyż dzisiejszy Strikeforce poderwał mnie na nogi i wyleczył z paskudnej choroby, którą złapałem na ostatnim treningu. Nie od dziś jestem coraz większym fanem drugiej, największej organizacji MMA na świecie.
Zdarzało się kiedyś mówić: „Najpierw UFC, później długo, długo nic, następnie Strikeforce, Dream a później cała reszta.” Oficjalnie wymazuję część „długo, długo nic” a wręcz powiem więcej: „Pod względem efektów, Strikeforce rządzi!” Utwierdzam się w tym przekonaniu od jakiegoś roku lub więcej. Dowód? Siedem na dziesięć walk zakończonych przed czasem.

Skupmy się na analizie samej głównej karty:
Shinya Aoki vs. Lyle Beerbohm
Wygląda na to, że Amerykanin lepiej dopiera spodenki niż walczy. Z całym szacunkiem do Beerbohma, niemniej byłem zaskoczony, że Lyle nie wykorzystał przewagi siły do poprowadzenia walki w stójce i po dwunastu sekundach, bez próby uderzenia, przeszedł do klinczu z uznanym za najlepszego grapplera w swojej kategorii, Shinya Aoki. Nie uchroniła go nawet cudowna historia odmienionego przez MMA życia po wyjściu z więzienia. Zaledwie 50 sekund potrzebował Japończyk, żeby pięknie sprowadzić i kolejnych 42 sekund żeby poddać Lylea zza pleców. Nieźle jak na kogoś kto niecały miesiąc temu przeżył trzęsienie ziemi dewastujące jego kraj.

Gegard Mousasi vs. Keith Jardine
Oglądając tą walkę czekałem na moment w którym będę mógł dać upust swoim emocjom po tym pojedynku. Tylko utwierdziłem się w przekonaniu „nieważne w jakim kraju i w jakiej organizacji, sędziowie zawsze będą faworyzowali swoich”. Nie inaczej było dzisiaj z wąsatym Mikem Beltranem, którego za karę powinni przywiązać wąsami do autobusu. W niezwykle łatwy sposób odjął punkt Gegardowi za nielegalne kopnięcie z dołu, które owszem – było niedozwolone – ale widać tu wyraźnie przerost formy nad treścią. Odjęcie punktu było chyba nieco na wyrost. Podczas przypadkowego kopnięcia kolanem w krocze przez Gegarda, myślałem już że sędzia ponownie odejmie mu punkt, na szczęście tak się nie stało. Kolejna przerwa w walce (na korzyść wykończonego Jardinea) miała miejsce w trzeciej minucie trzeciej rundy, gdy jednemu z zawodnikó wypadł ochraniacz na szczękę. Muszę przyznać, że sędzia długo zwlekał z rozwiązaniem prostej sytuacji. Dokładnie 30 sekund!
Znam Gegarda osobiście, tym ciężej jest mi napisać że nie był to tak dynamiczny Gegard jak w przeszłości. Troszkę też zdziwiłem się, że tak łatwo dawał się obalić Jardineowi. Keith zaliczył w sumie 6 sprowadzeń na 9 prób. Co by nie mówić, to była cholernie dobra i krwawa walka. Ale żeby ogłosić wynik remisowy? Wystarczy spojrzeć na:
-zdjęcia


Jardine pod koniec drugiej rundy.


Jardine podczas wywiadu po walce.

-statystyki


Mauro Ranallo: „Liczby nie zawsze oddają prawdy, ale w tym wypadku naprawdę to zrobiły.”

Gilbert Melendez vs. Tatsuya Kawajiri
Piękny knockdown w dwudziestej sekundzie w wykonaniu Melendeza zwiastował jej dalszy przebieg. Ładne sprowadzenie po kolejnych dwudziestu sekundach i tu wskazywało, że Gilbert będzie miał przewagę również w tej płaszczyźnie. Piękne, celne kolana z klinczu na głowę Tatsuya po kolejnych dwudziestu sekundach świadczyło, że nie wiele pozostało już tych „dwudziesto sekundówek”. Kawajiri co prawda trafił ładnym high kickiem na głowę przeciwnika, ale tak jak większość jego dotychczasowych uderzeń, nie pociągnęły za sobą odpowiedniej siły z której jest przecież znany. Próba sprowadzenia Tatsuji, przerwana kolanem na głowę i serią G&P sprawiły, że Gilbert z łatwością przetoczył wykończonego i zamroczonego Japończyka na plecy, gdzie dokończył dzieła zniszczenia. Co sprawiło, że wynik był taki a nie inny? Czy to, że Tatsuya przeżył niedawne zniszczenie swojego kraju przez trzęsienie ziemi, czy może brak przygotowań w klatce (powód? nie znalazł nikogo kto by nią dysponował!) a może po prostu fakt, że Melendez jest w szczycie swojej formy a dodatkowo walczył na swoim terenie? Wybierzcie sami.

P.S. Byłbym zapomniał. W walce tej sędziował Cecil Peoples. Reakca publiczności mówi sama za siebie, kiedy kamera pokazała jego twarz na początku pojedynku. Przez długi czas myślałem, że to po prostu jakaś nagonka na jego osobę, ale patrząc na jego „karate chop” rozpoczynające walkę i beznadziejną pracę nóg w trakcie walki, gdzie dosłownie przeszkadzał zawodnikom będąc niemal na wyciągnięcie ręki. Tak zwany „face palm”…

Nick Diaz vs. Paul Daley
Ufff… nareszcie. Brakowało mi tego ich negatywnego nastawienia. Dwóch mistrzów trash talkingu pałających do siebie szacunkiem? Dajcie spokój…
Nadal jednak nie potrafię odkryć gdzie tkwi bokserski fenomen Nicka Diaza. Nie ujmuję jego umiejętnościom niczego, bo są fenomenalne. Nie mogę natomiast rozgryźć dlaczego jego styl jest tak groźny dla przeciwnika. Jego uderzenia często są wolne, bardzo „okrężne” i odkrywają jego twarz na uderzenia. Nie mówię o kopnięciach, które są niezwykle wolne ale rzadko przechwytywane.
Być może ostatni akapit zabrzmiał jakbym narzekał, ale nic bardziej mylnego. To był piękny pojedynek w którym akcja zmieniała się jak w kalejdoskopie rodem jak w powiedzeniu „Raz na wozie, raz pod wozem.” Natomiast bardzo zdziwiło mnie, że Daley niemal słaniał się momentami na nogach a nie od dziś wiadomo, że jego pięści to prawdziwy „Semtex”. Już pierwsze pół minuty wskazywało, że właśnie tak jest, kiedy powalił Nicka na ziemię, pięknym lewym sierpem. Być może kolejne dwadzieścia kilka sekund, kiedy Daley rzucił się do szaleńczego „bij, zabij”, zachęcony zapachem krwi Diaza, zadecydowało o dalszym przebiegu bitwy. Po prostu większość z tych zamaszystych uderzeń nie doszła celu i prawdopodobnie kosztowały jego autora sporo energii, gdyż Paul od tego momentu niemal cały czas się cofał, regularnie obrywając. Kiedy jednak trafił niespodziewanym, kolejnym lewym sierpem, myślałem że będzie koniec, ale doświadczenie BIG Johna nie pozwoliło przerwać walki zbyt wcześnie. Nawet gdy Nick wstał na nogi, myślałem że już nie zregeneruje sił po takich uderzeniach. Nie mogłem się bardziej mylić bo już 25 sekund później ten sam sędzia przerwał walkę, dosłownie 5 sekund przed końcem rundy na korzyść obijającego z góry Nicka. Jestem jednak zaskoczony, że Semtex padł jak rażony gromem i to w momencie w którym nie było akurat żadnego uderzenia. Szkoda, bo bardzo chciałbym zobaczyć drugą rundę.

Reasumując, niezwykle udana gala Strikeforce i będę za nim tęsknił. Pomimo, że jestem ogromnym fanem UFC wiem, że Strikeforce z czasem się „shamburgeryzuje”, tak jak zrobiła to największa gala MMA.

Komentarze

  • Kuba

    Brawo Nick !!!! Zajebiscie !!! Zajebista walka !!! Ten gosc jest jak terminator zabij go a on i tak cie pokona. Brawa i jescze raz brawa !!!

  • Pancrase

    Diaz jest niebezpieczny właśnie dlatego bo uderza w inne tempo i innymi kombinacjami niż ludzie ćwiczą na treningach. ryzykował uderzenia na korpus i dzięki temu odsłaniał stopniowo twarz Daleya i zmuszał go do desperacji. dobra taktyka ale przez nonszalancję był w sporych kłopotach. nie znoszę go za chamstwo, ale dał dobrą walkę

  • Strikeforce ogólnie jest ciekawsze, bo Cooker, jako dawny współpracownik K-1, uwielbia kickboxerów i to głównie oni są u niego w organizacji. Może teraz nie, ale kilka lat temu, to głównie ludzie z KB, muay thai byli w Srikeforce…

    Szkoda, że Tatsuya przegral z kretesem 🙁

    Ale leopiej, że Strikeforce pokazują w Showtime niż UFC bo większa ilość ludzi może oglądać lepsze walki

  • Blade

    Tylko kto następny dla Diaza? Przecież do końca kontraktu jeszcze ma kilka walk, a przeciwników już brak 🙁 Zostają tylko Hieron i Siyar Bahadurzada (na pewno źle napisałem nazwisko tego Afgańskiego fightera)

  • Siyar walczy w MW, Hieron odszedł do Bellatora z powodu braku walki z Diazem

  • Blade

    Siyar zszedl do WW (2 ostatnie walki stoczyl w -77).

  • @Blade

    Sorry, zapomniałem faktycznie o turnieju organizowanym przez GG

    Ale Siyar wcale nie jest dobry. Nie jest lepszy od Daley’a a nawet gorszy, bo jest podobnie jak on strikerem, tylko słabszym fizycznie, bo Daley to prawdziwy kloc

  • Ty Wojciech,a tego obszernego prawego to nie widziałeś, po którym Bryt chciał złapać Nicka, ale on go odepchnął i dlatego wylądował pod siatką

    Boks Diaza is fenomeno, zresztą młodszy boksuje podobnie. Jednak nie masz wrażenia, że Nick ma ogromną przewagę zasięgu nad rywalem? Bo ja w każdej jego walce mam wrażenie, że ma ręce z 20 cm dłuższe od przeciwnika

  • Blade

    Paweł Sawicki: Dla Diaza poza UFC w WW już się nie znajdzie przeciwnika silniejszego niż Daley, z którym Diaz nie walczył wcześniej. Pozostali jedynie Hieron i Siyar. Jeden i drugi niżej notowany od Daleya, ale nie ma już nikogo, chyba że masz inne propozycje?

  • @Blade

    To się chyba rozumiemy pierwszy raz na stronie 🙂

  • Pancrase

    Czas na GSP 😉

  • dino

    ”którego za karę powinni przywiązać wąsami do autobusu. ”- ha,ha, dobre:)

    Faktycznie, sędzia ringowy popłynął, ale punktujący w mojej opinii dobrze się spisali, licząc oczywiście karę dla Gegarda.

    Diaz to by teraz z GSP chyba musiał, bo gadali coś o pojedynkach unifikujących pasy. I pięknie, w wadze ciężkiej może być bardzo ciekawie.

  • 5 sekund przed końcem rundy przegrać walkę i to kiedy Daley ciągle się jeszcze bronił. To okrutne ze strony sędziego. Daley by to przetrzymał. Podobnie mógł przerwać walkę wcześniej gdy to Diaz obrywał i wynik byłby zupełnie inny. Piękna walka, ale mam pewqien niesmak, że wszystko mogło się potoczyć inaczej.

  • F. Georgiew

    Arczi: nie zgadzam się. To był kolejny raz, kiedy Daley był w kłopotach i jak pokazywało wideo, miał problemy z zajęciem miejsca siedzącego, by zostać opatrzonym przez lekarzy. Być może zregenerowałby się trochę pomiędzy rundami, ale potem Diaz by go zdemolował, a nawet jeśli nie, to dodatkowe pięć sekund łomotania cepami po głowie nie służy zdrowiu zawodników. Pomijam już fakt, że Daley osunął się tuż przed tą akcją na ziemię, kiedy Diaz był do niego praktycznie tyłem.

    Nic za wszelką cenę. Sędzia nie może brać pod uwagę tego, że zostało ileś sekund do końca rundy, to odpowiedzialność za zdrowie człowieka.

  • F. Georgiew: ok. Twoje argumenty mnie przekonały.

    Jestem świeżo po obejrzeniu walki Gegard Mousasi vs. Keith Jardine. Ciągle jestem w szoku jak można było dać remis (podobnie jak autor podsumowania). Mousasi pokazał klasę, szkoda, że nie miał większego powera w łapach. Za samo przetrwanie należy się szacunek jardine’owi, ale nie remis. Zupełnie jak niegdysiejsze gale w Japonii, gdzie przyjezdny musiał znokautować, żeby wygrać.

  • D

    Arczi – tylko w K-1 Max zdarzały się regularne przewały. W MMA poziom japońskiego sędziowania jest dość wysoki i liczba przekrętów decyzyjnych nie jest wysoka.