Shaolin: ‚MMA już nie jest moim priorytetem’

autor:
10 Maj 2011
Shaolin: ‚MMA już nie jest moim priorytetem’

(foto: Daniel Herbertson)

Niegdyś czołowy lekki na świecie, dzisiaj szanowany trener BJJ i MMA. Były mistrz Cage Rage, Vitor ‚Shaolin’ Ribeiro w wywiadzie udzielonym ‚Tatame’ mówi, że MMA nie jest już dla niego priorytetem. Jeden z najlepszych zawodników BJJ poświęci się teraz swojej nowojorskiej akademii, w której szkoli kolejne pokolenia. Zapraszam do przeczytania wywiadu z zawodnikiem.

Ostatnie dwie walki w Strikeforce przegrałeś. Jak widzisz się teraz w tej organizacji?
Człowieku, nie myślę o tym teraz. Walki nie poszły mi tak, jak chciałem. Myślałem, że mogłem wygrać pierwszy pojedynek, jednak sędziowie widzieli to inaczej. W drugiej walce zostałem pobity, nie potrafiłem zrobić nic, co ćwiczyłem podczas treningów. Teraz staram się o tym nie myśleć i skupiam swoje myśli wokół akademii.

Wątpię, że zawalczę jeszcze w tym roku, bo muszę zająć się swoją akademią, co zresztą powinienem już zrobić o wiele wcześniej. Mój klub na szczęście dobrze prosperuje, muszę nim zarządzać. Nie martwię się teraz moją pozycją w Strikeforce i walkami w MMA.

Ale masz chyba kontrakt ze Strikeforce?
Tak, ale pracujemy and tym. Nie powinienem być w Strikeforce od dawna, bo przegrałem dwie walki. Tak naprawdę to czekam tylko na list od nich z informacją, że nie jestem już ich pracownikiem. Jeszcze nie dostałem nic takiego, więc ciągle jestem zawodnikiem, ale nie wierzę, że dadzą mi jeszcze walkę, po dwóch porażkach z rzędu. Jak już mówiłem, oczekuję na listonosza.

Jak Twoja akademia? Czy widać wzrost popularności jiu-jitsu w USA, zwłaszcza w Nowym Jorku?
W Nowym Jorku jiu-jitsu jest bardzo popularne. Mamy tutaj wiele znakomitych akademii: moja, jest Renzo, jest Marcelo i Alliance. Tak więc konkurencja jest spora, jest w czym wybierać. Dzięki Bogu moja akademia nie ma problemów. Mam wielu uczniów, jest wiele białych pasów. Ludzie chcą się uczyć, są otwarci, wkręcają się w BJJ, więc staram się utrzymywać ich motywację na wysokim poziomie. Zaprosiłem do swojego gymu Shoguna i Andersona, bo mają ogromne doświadczenie w MMA.

Na zajęciach mam komplet. Prowadzę sześć klas dziennie. Jestem zaangażowany w uczenie białych pasów, chcę by polubili treningi, by traktowali walki na serio, może nawet kiedy zaczęli walczyć w MMA. Ale koncentruję się głównie na jiu-jitsu, tak samo jak to robił Dede (Andre Pederneiras, założyciel Nova Uniao). To on nauczył mnie jak walczyć, jak trenować. Teraz staram się robić to samo w Nowym Jorku.

Rozważasz porzucenie MMA i zostanie trenerem? Myślisz o otwarciu wielu filii swojej akademii w USA?

Jasne, że o tym myślę. Mam 32 lata i troje dzieci, ale wciąż jestem młody. Jednak uważam, że naprawdę ciężko jest osiągnąć w życiu to co chcesz. Jeszcze na nic się nie zdecydowałem, ale poczekajmy do końca roku. Z drugiej strony chcę poświęcać jak najwięcej czasu swojej akademii, co sprawia mi ogromną satysfakcję. Lubię to i wiem, że robię to z myślą o swojej przyszłości i przyszłości moich uczniów. Chciałbym, aby do mojej akademii przychodzili ludzie i mogli trenować całymi dniami. Oczywiście, nikt nie może walczyć wiecznie. Potrzebuję czasu na podjęcie decyzji i z pewnością wybiorę opcję najlepszą z możliwych.

W 2007 roku byłeś uznawany za jednego z najlepszych w swojej wadze, przegrałeś raz, a potem zacząłeś przegrywać częściej. Dlaczego?
Z wielu powodów. Kontuzja oka zmusiła mnie do długiej przerwy w treningach. Miałem 8 miesięcy, podczas których nie robiłem nic. Później przybyłem do USA i latałem w obie strony na trasie Brazylia – USA. Potem było otwarcie mojej akademii i musiałem to wszystko godzić: nauczanie i własne treningi. Tak więc złożyło się na to kilka czynników, jednak to nie jest żadna wymówka, dla porażki.

Kontuzja oka bardzo mnie zmartwiła, bo nie mogłem nic robić przez długi czas. Sprawa powrotu także jest skomplikowana. Dzięki Bogu teraz jest już wszystko w porządku, ale niestety tamte wydarzenia odbiły się na mojej karierze. Miałem dwójkę dzieci, a teraz jestem skoncentrowany na rodzinie i swojej akademii. Rodzina jest oczywiście na pierwszym miejscu. Ponadto w 2007 roku kariera w MMA była dla mnie priorytetem, a teraz nie wiem, czy będę jeszcze walczył. Nie jestem jeszcze skończony, ale MMA nie jest już dla mnie najważniejsze. Wrócę, gdy będę mógł przygotować się do walki, tak jak przygotowywałem się do nich wcześniej.

Myślisz, że mógłbyś w swojej akademii mieć tak wysoki poziom treningów, jaki miałeś w Nowym Jorku?
Zgaduję, że mógłbym spędzić trochę czasu w Brazylii i to byłby fajny pobyt. Ale dzisiaj, dzięki Bogu, mam treningi na wysokim poziomie u siebie. Jim i Dan Miller są moimi przyjaciółmi i mają solidny team, jest tutaj doskonały zespół kulturystów i tam pracuję nad tężyzną fizyczną. Mamy tutaj mocne zapasy, które mieliśmy także w Brazylii. Niczego mi nie brakuje. Nova Uniao to solidny team, jakiego nie znajdziesz nigdzie indziej. Szczerze, treningi z zawodnikami wagi lekkiej jakie miałem w Brazylii, są wyjątkowymi treningami, jakich nie znajdziesz na całym świecie.

Czy Twoim celem jest zostanie nowym Dede? Czy on jest Twoją inspiracją?
Absolutnie. Dede to ktoś, od którego czerpię inspirację. Jest przyjacielem, osobą, którą uwielbiam i on to wie. Wierzę, że zostanie kimś takim jak on to komplement. Każdy jest inny. On wie jaki ja jestem. Dede to spokojny człowiek, ale nie potrafię być podobny do niego w kilku kwestiach. To spoko facet, a ja jestem bardziej niespokojnym człowiekiem.

Jose Aldo jest obecnie największą gwiazdą Nova Uniao, obserwowałeś jego ewolucję. Czy na poczatku jego przygody z MMA zdradzał oznaki talentu? Sądziłeś, że zajdzie, aż tak daleko?
Zdecydowanie nie. Jose Aldom był taki jak inni. Wiedziałem, że stanie się wielki, gdy więcej czasu będzie poświęcał na muay thai, a przestanie na chwilę trenować jiu-jitsu. Wiele rzeczy poprawił, ale przegrał, gdy zmierzył sie z Luciano Azevedo. Później poprawił stójkę i parter i teraz jest nie do powstrzymania.

Bacznie przyglądałem się jego posępom. Gdy walczyłem z Jeanem Silvą, on przyleciał do Angli. Znaleźliśmy dla niego dwie walki, w których wygrywał przez KO, później była Japonia, a na samym końcu WEC. Pokazał nam, jak bardzo ewoluował, w szczególności jeśli chodzi o walkę w stójce.

Ten chłopak sprawił, że UFC jest otwarte na zawodników z naszej akademii. w Pride było Brazilian Top Team i Chute Boxe, w UFC oba te kluby mają pojedyńczych przedstawicieli. To pomaga Dede, gdy chce zareklamować jakiegoś naszego zawdonika szefostwu UFC.

Komentarze