Jaki był ten rok dla Konfrontacji Sztuk Walki?

31 Grudzień 2011
Jaki był ten rok dla Konfrontacji Sztuk Walki?

W środku posta subiektywne podsumowanie tego roku wiodącej organizacji w naszym kraju. Z pozoru nie zaszło zbyt wiele zmian, a cały rok jest w cieniu werdyktów na KSW 17, ale czy na pewno? I czy w 2012 roku doczekamy się jakichś przełomów?

Cicha walka o oglądalność
KSW jest najmocniejszym graczem w Polsce, jednak przy układaniu swojej propagandy sukcesu musi często sięgać po mniejsze lub większe nadużycia. Jednym z nich było bardzo ostrożne mówienie o oglądalności tegorocznych gal, które choć liczniejsze niż w poprzednich latach nie osiągały pułapu KSW 12 czy KSW 13. Domyślam się, że w sztabie dowodzenia federacji rwano sobie włosy z głowy, by walczyć o ludzi przed telewizorami, od których zależy wartość sprzedanych reklam i możliwość pozyskiwania kolejnych sponsorów i inwestorów.

Warto bliżej przyjrzeć się KSW 15, czyli gali, która została przez wiele osób okrzyknięta klapą, głównie ze względu właśnie na słabą oglądalność. Było to pierwsze duże wydarzenie w erze Mariusza Pudzianowskiego, na którym nie pojawił się były strongmen, a cały ciężar promocji spoczął na barkach Mameda i najpopularniejszych zawodnikach z całej Polski. Zainteresowania gali przysporzyły nieco kontrowersje z tatuażami Niko Puhakki, o których było na portalach quasi-plotkarskich dość głośno. Ostateczny średni wynik 1,5 miliona widzów został określony klapą, choć w moim odczuciu pokazał coś zupełnie innego. Choć panowie Kawulski i Lewandowski liczyli na więcej, zdecydowanie jest dobry wynik na sport, który tak naprawdę nie jest szeroko rozpoznawalny i rozumiany, a także pokazał, że można budować tę dyscyplinę na wyrobionej już marce niezależnie od walk celebrytów. Ba, MMA Attack pokazało, że nawet te ostatnie nie gwarantują świetnych wyników.

Wobec każdej z trzech gal z pierwszej połowy roku (KSW Extra 2, KSW 15, KSW 16) włodarze federacji mieli różne oczekiwania. Każda bowiem miała inny format, dodajmy jednak, że żadna nie spełniła swoich oczekiwań. 2011 rok był w moim odczuciu walką o powtórzenie sukcesu z KSW 12, co udało się dopiero po starannie przygotowywanej, reklamowanej i dopieszczonej gali w Łodzi. Dlaczego nie na KSW 16? Nie wiem czy przypominacie sobie ten moment, ale KSW 16 pojawiło się „znikąd” i w całym tym chaosie najwyraźniej nie dotarło do wszystkich osób, do których miało dotrzeć. Jest to o tyle dziwne, że zarówno termin, miejsce, jak i świeży i interesujący przeciwnik dla Mariusza Pudzianowskiego skłaniały do optymistycznych prognoz. Miejmy nadzieję, że nie zniechęci to federacji do wypuszczania gali dość szybko po sobie, ponieważ chcielibyśmy w najgorszym wypadku utrzymania tej ilości eventów w roku 2012 roku, nawet pomimo nieszczęsnego Euro 2012.

Nawet bez bardzo dobrego pod względem wyników oglądalności KSW 17 można powiedzieć, że rok 2011 umocnił pozycję marki, jaką jest Konfrontacja Sztuk Walki. Dysproporcja między galami z Pudzianem, a tymi bez niego znacząco spadła, uświadomić można też sobie postęp od czasu KSW 11. Oczywiście nadmierny optymizm nie jest tu wskazany do czasu KSW 18, które jeśli nie dojdzie do nagłej zmiany planów, spocznie właściwie całkowicie na barkach Janka Błachowicza, ponieważ tacy zawodnicy jak Marcin Różalski, a tym bardziej Maciej Jewtuszko czy Karol Bedorf nie są znani okazjonalnym fanom. Jeśli jednak gala osiągnęłaby znów 1,5-2 mln oglądalności pomimo nieobecności drugiego motoru napędowego KSW, którym jest Mamed, to byłby to olbrzymi sukces Konfrontacji, na który bardzo liczę.

KSW zbyt ciasne dla Mameda?
Rosnący z roku na rok monopol Zuffa i awans w rankingach takich zawodników, jak Mamed Khalidov, Jan Błachowicz czy Michał Materla sprawiają, że pula fighterów dostępnych dla Polaków kurczy się z dnia na dzień. Ciężko sobie wyobrazić, by rok 2012 mógł być cięższy pod względem znajdowania rywali dla Mameda, ale to jak najbardziej możliwe. Bądź co bądź na horyzoncie zostali już tylko tacy zawodnicy jak Hector Lombard, w którego występ na KSW osobiście nie wierzę (KSW i Bellator zbyt pieczołowicie chronią swoich mistrzów), Nate Marquardt, Alexander Schlemenko czy Thales Leites. Jeszcze jedno czy dwa zwycięstwa tej rangi Michała Materli czy Janka Błachowicza, a problem ciasnoty może zacząć dotyczyć także ich. Nikogo nie chcę wypychać na siłę za Wielką Wodę, ale jeśli chcemy faktycznie stworzyć miejsce, gdzie chcą się bić czołowi zawodnicy, może warto faktycznie wprowadzić zasady jak najbliższe do Unified Rules i stworzyć zespoły sędziów międzynarodowych (nikt przecież nie każe sprowadzać ich z USA)? Bez tego może być ciężko namówić czempionów innych federacji, by ryzykowali walkę z zawodnikiem tej klasy co Khalidov i tworzyć widowisko sportowe na najwyższym poziomie.

To właśnie w 2011 roku upadł mit Pudziana
Po KSW 12 Mariusz Pudzianowski zapowiedział, że będzie piął się skromnie po schodach, by za bodajże trzy lata zmierzyć się z niepokonanym wówczas Fedorem Emelianenko. Dużo osób uwierzyło w te zapowiedzi, będąc pod wrażeniem ulicznego lania, które Mariusz zafundował Marcinowi Najmanowi. 2011 rok pokazał jednak, że Mariusz ma problemy nie tylko z kondycją i technicznym boksem, ale też przede wszystkim z obroną obaleń i poruszaniem się w parterze. James Thompson doskonale wyczuł na co postawić w rewanżu z byłym strongmanem i w drugiej walce zrezygnował z boksowania na rzecz sprowadzenia walki do parteru i aktywnej kontroli z góry. Na pewno Mariuszowi na dobre wyjdzie przejście do ATT, szkoda, że z jego wypowiedzi bije nieco ton, że w Polsce nie jest w stanie osiągnąć tego, co tam. Na tym etapie kariery nie trzeba pracować z Jacksonem, Cordeiro czy Cesarem Gracie żeby coś osiągnąć. Wystarczy znaleźć solidny klub (których chociażby w Warszawie nie brakuje), ściągnąć ciężkich sparringpartnerów i słuchać z uwagą trenera.

Wszyscy chcą bić się dla KSW
Jeśli chodzi o przeciwników dla Mameda jest ciężko, ale zawodnicy spoza ścisłej światowej czołówki wręcz garną się, by występować dla KSW. Paul Reed, Matt Horwich, James Zikic, Rogent Lloret czy zawodnicy z Team Quest deklarują chęć powrotu, a wielu z nich gorąco zabiega o to na swoim facebooku. Bardzo mi się to podoba, zwłaszcza ze względu na…

Tworzenie kategorii wagowych i porządek z pasami
Rok 2011 wbrew pozorom przyniósł kilka istotnych zmian w KSW. Co prawda najgłośniejsze postulaty pozostały póki co bez pozytywnego rozpatrzenia, jednak federacja zdecydowała się na zniesienie formuły turnieju i co za tym idzie, rezygnacja z produkowania kolejnych mistrzów turniejowych. Prawdopodobnie ze względu na posiadanie tylko jednego międzynarodowego mistrza, którym obecnie jest Jan Błachowicz, pasy turniejowe wprowadzały dużo zamieszania i nieporozumień. Po KSW 18 będziemy mieli też mistrza wagi średniej, a na KSW 19 najprawdopodobniej zobaczymy walkę o pas Kornika.

Odnoszę też wrażenie, że KSW zaczęło wreszcie budować porządne kategorie wagowe. Najlepiej wygląda tu kategoria średnia z zakontraktowanymi, chętnymi do walki nazwiskami jak Khalidov, Materla, Chmielewski, Zikic, Horwich, Nobrega oraz w dalszej perspektywie Krzysztof Kułak, czy inni fighterzy, którzy przewinęli się przez biały ring KSW. Jednak da się zauważyć, że także zawodnicy z innych wag są pod wrażeniem widowiska, które serwuje Konfrontacja, nie narzekają także na zarobki i chcą wracać. Facebookowe kampanie Paula Reeda czy Matta Horwicha są wręcz zabawne, ale w przypadku tego drugiego wiemy już, że skuteczne. Oby tak dalej!

Kontrowersje i reputacja KSW
Z kontrowersji takich jak odejście Macieja Górskiego, podniesienie sprawy zarobków polskich zawodników czy medialne spory z Tomaszem Drwalem i konkurencyjnymi federacjami KSW wychodziło obronną ręką. Reputacja KSW pomimo kwasów rosła, a ja byłem pod wielkim wrażeniem trzech gal z pierwszej połowy 2011 roku. Tuż przed KSW 17 nawiązaliśmy bliższy kontakt z federacją i otrzymywaliśmy same pozytywne odpowiedzi, w tym informacje o takich projektach jak międzynarodowe umowy telewizyjne czy polski „The Ultimate Fighter”. Włodarze wypowiadali się dość jasno, dlaczego myślą o tych dwóch rzeczach, a póki co nie planują na przykład wprowadzenia octagonu i ta szczerość była naprawdę w cenie.

Potężny cios, prawdopodobnie najpotężniejszy w historii organizacji, przyniosła awantura wokół KSW 17. Tak naprawdę nie wiemy jeszcze jak odbije się on na przyszłości Konfrontacji, ale ich profil facebookowy zapełniany jest wpisami na temat sprzedawania walk przy każdej możliwej okazji. Często jest to robione w prymitywny sposób, ale krytyka po dwóch bardzo kontrowersyjnych werdyktach nie zaskakuje. O sędziowaniu w Polsce pisano za sprawą tej gali także zagranicą, a portale, które skupiają się głównie na UFC nagle zainteresowały się europejskim MMA. Oby tylko nie przybrało to formy krytykowania przez internetowe faixa preta każdego werdyktu na galach KSW. Zmiany są potrzebne, a pewne wydarzenia były skandaliczne, ale nawet jeśli jesteście antyfanami Konfrontacji, musielibyście być antyfanami MMA żeby życzyć im bycia kojarzonymi z ustawianiem walk.

Krótka prognoza na 2012 rok?
Czy w najbliższym roku zobaczymy jakieś duże zmiany? Obecne okoliczności raczej na to nie wskazują. Zmiany w zasadach czy sędziowaniu mogły załagodzić sytuację po KSW 17, w tej chwili wyglądałyby jedynie na nadganianie MMA Attack. Myślę, że KSW postara się zorganizować naprawdę wielką galę KSW 19, po czym w czasie Euro i wakacji będzie starało się opracować nowe projekty, którymi zaskoczy nas jesienią, a jeśli ich zabraknie, to wprowadzi te rzeczy, o których rozmawia się od dawna. To właśnie wtedy wyglądajcie tych zmian, których wyczekujecie, choć klatki bym się nie spodziewał. Liczba gal prawdopodobnie nie przebije tegorocznej, miejmy nadzieję, że nadrobi to MMA Attack, zwłaszcza wobec plotek o współpracy z Pro Fightem.

Rok 2012 będzie rokiem dalszej pozornej stagnacji w KSW i całym polskim MMA. Jednak rzesza fanów MMA będzie stopniowo się zwiększać, tym bardziej, że mieliśmy kilka lokalnych wydarzeń o dość dużym oddźwięku w swojej okolicy, a nowa federacja wdarła się do środowiska ITI. Także niedzielni fani nabiorą dalszego obycia w MMA, choć nie oczekujmy, że zaczną zachowywać się jak Japończycy podczas pokazu BJJ Ricksona i Roylera na PRIDE. Jedyne co mnie martwi to brak wzmianek o mniejszych galach, ale liczę co najmniej na szybką drugą odsłonę Fight Cup: Battle of Warsaw, a także zbliżające się Night of Champions 3 z walką Jotko vs. Zając w main evencie. Na pewno będzie tego jeszcze trochę. Na wielkie zmiany przyjdzie czas pod koniec roku albo dopiero w 2013, chyba że zajdą jakieś wielkie zmiany i TVN weźmie do „Tańca z gwiazdami” Tomasza Drwala, albo Polsat zorganizuje fighterski reality show.

Komentarze