Junie Browning ma poważne kłopoty w Tajlandii!

14 Grudzień 2011
Junie Browning ma poważne kłopoty w Tajlandii!


Junie w lokalnym szpitalu po bójce w barze o dość niejasnych przyczynach

Tego faceta nie da się zapomnieć. Oglądając TUFa 8 pewnie łapaliście się za głowę i wołaliście o pomstę do nieba, zastanawiając się jak można w obliczu życiowej szansy włączyć mechanizm autodestrukcji i rozpętywać takie burdy, wlewać w siebie tyle alkoholu i tyle razy robić w bambuko Danę White’a. Junie Browning przegrał cztery ostatnie walki, a obecnie wpakował się w Tajlandii w coś, co może sprawić, że nie zobaczy jeszcze długo ojczystych Stanów Zjednoczonych.

Junie oskarżony jest o fizyczną napaść na kobietę i próbujących go uspokoić pracowników jednego z lokalnych barów oraz wywołanie bójki. Mówi się też o tym, że po utracie przytomności i przeniesieniu do szpitala doprowadził tam do kolejnej awantury, po czym uciekł z budynku jeszcze zanim przyjechała policja. W tej chwili poszukiwany jest przez policję na terenie całej wyspy Phuket, oprócz tego uprzedzono już lokalne lotnisko o tym, że może próbować się wydostać z tego regionu.

Co ciekawe, Junie wysłał wiadomość na swojego facebooka, w której przedstawia swoją wersję wydarzeń:

Wow, co za porąbany weekend?!.. Jakiś ch**, który nazywa się Sie Menzies i około dziesięciu jego znajomych zaczęło ze mną walkę, pewnie po to by sprawdzić „kolesia z UFC” w tym gów***nym barze w Karan. Rozwalili mi na głowie butelkę po piwie i szklany kubek, zostałem też dźgnięty parę razy przez jakiegoś tajskiego sk*****na. Jeśli chodzi o pozytywną stronę, zanim straciłem przytomność z powodu utraty dużej ilości krwi, złamałem kilka kości oczodołowych, kilka szczęk i zostawiłem po sobie kilka nieprzytomnych ciał na podłodze. A jak tam wasz weekend?

Cała sytuacja jest podejrzana, Junie chwali się na facebooku bójką tuż przed ucieczką ze szpitala, ściga go cała lokalna policja… a jeszcze kilka dni temu wrzucał na facebooka zdjęcia swojego małego pieska. Co najciekawsze, po ucieczce Junie miał okazję obejrzeć wiadomości i chyba nieco się przestraszył.

W wiadomościach mówią, że była w to zaangażowana jakaś kobieta, to w 100% g**no prawda! Jedyna kobieta zaangażowana to jakaś ich znajoma, która przecięła moje przedramię sześciocalowym nożem. Na żadnym etapie nie było tam żadnych kobiet. Nawet w szpitalu byłem grzeczny do każdego, kto tam pracował do momentu kiedy mały ptaszek powiedział mi, że osoba, która uderzyła mnie kubkiem jest w pokoju obok. Wtedy wybuchłem. Od razu pobiegłem tam i znokautowałem go do nieprzytomności jednym uderzeniem. Służby w Phuket są skorumpowane i zdecydowanie kolesie, którzy mnie napadli znają tu więcej ludzi niż ja. Mam mnóstwo bandaży na całej głowie i ciele, nie musisz być je***ym Stephenem Hawkinsem żeby zrozumieć, że nie zrobiła mi tego kobieta.

Pewnie wszyscy bylibyśmy pełni współczucia i wszystkim zajęłaby się ambasada, ale kto może zaufać kolesiowi, który rzuca się na ludzi w szpitalu „gdy mały ptaszek powie im, że obok leży koleś, który zaatakował go kubkiem”? Niezależnie od tego kto ma racje, oby zwyciężyła sprawiedliwość!