Najwięksi wygrani 2011 roku

autor:
26 Grudzień 2011
Najwięksi wygrani 2011 roku

Grudzień to miesiąc różnorakich podsumowań. Nie inaczej jest i na naszym portalu. W niniejszym tekście pokusiłem się o mocno subiektywne podsumowanie roku 2011 w światowym MMA, a dokładniej starałem się wybrać krąg zawodników, którzy zrobili na mnie największe wrażenie i można ich rozważać w kontekście plebiscytu na zawodnika roku.

Moje zestawienie otwiera nie kto inny jak Jon „Bones” Jones. Warunki niemal idealne do uprawiania tego sportu (ten monstrualny zasięg!), niesamowita kreatywność i wachlarz uderzeń, bardzo dobre zapasy ? ta niecodzienna mieszanka zaowocowała tym, że Jones w tym roku po kolei zmiatał z oktagonu największe gwiazdy dywizji. Na początku lutego gilotyną udusił Ryana Badera i w wyniku kontuzji Rasharda Evansa w ekspresowym, marcowym terminie dostał szansę walki o pas z Mauricio Ruą. Efekt? Jones praktycznie wytarł Brazylijczykiem matę. Shougun dostał niesamowite lanie i momentami można by się zastanawiać czy Amerykanin nie walczy z jakimś kelnerem. W październiku Jonesa miał znokautować Quinton Jackson, przynajmniej tak buńczucznie zapowiadał ten drugi. Skończyło się jednak zupełnie inaczej. Rampage nie stanowił żadnego zagrożenia dla podopiecznego Grega Jacksona, na jego tle wyglądał jak mumia, nie był w stanie skrócić dystansu i po raz pierwszy w swojej karierze w UFC został odprawiony przed czasem przez mata leao. Jako ostatni w roku 2011 roku o umiejętnościach Bonesa przekonał się Lyoto Machida. Brazylijczyk radził sobie dobrze, najlepiej ze wszystkich rywali Jonesa, jednak wszystko skończyło się w 2 rundzie ? długie ręce Jonesa pomogły mu wykonać stojącą gilotynę (swoją drogą techniczny majstersztyk) i pozbawić Machidę przytomności. Podsumowując: 4 walki, wszystkie skończone przed czasem, 3 byłych mistrzów tej kategorii poddanych ? to musi robić wrażenie.

Za sprawą swojego zachowania, zwłaszcza poza oktagonem, Jones ma wielu antyfanów, w tym i mnie, jednak nie można mu odmówić niesamowitego talentu. Nie wygrywa przecież samymi warunkami fizycznymi ? faktycznie potrafi zrobić nich użytek, ale inteligencja z jaką walczy jest doprawdy imponująca. Moim zdaniem to zdecydowanie zawodnik roku. Można też przypuszczać, że na długo zdominuje wagę półciężką, bo godni rywale po kolei padają jak muchy?

W tej samej dywizji należy wyróżnić również Dana Hendersona. Zawodnik ten chyba jak wino ? z wiekiem co raz lepszy. Kończący się właśnie rok zamyka z kontem 4 wygranych. I to nie byle jakich. Zwycięstwa nad Brazylijczykami Renato Sobralem i Rafaelem Cavalcante (odpowiednio prze KO i TKO) dały mu tytuł mistrza Strikeforce. Później przyszedł prestiżowy pojedynek w wadze ciężkiej z Fedorem. Techniczny nokaut, jaki zafundował Rosjaninowi praktycznie zakończył jego karierę za oceanem, a samemu Hendersonowi pomógł w negocjacjach kontraktowych z Daną White?em. W pierwszym pojedynku po powrocie do UFC zmierzył się z Shogunem i stoczył epicką batalią, którą każdy fan dyscypliny ma obowiązek znać. Całkiem nieźle jak na 41-latka. Zapytany o sekret kolejnej już młodości Hendo odpowiedział, że należy rozsądnie trenować, czasami odpuścić i kierować się głową. Pojedynek Jones ? Henderson w połowie 2012? Jestem za.

„Jeśli jesteś dobrą osobą, to spotykają Cię dobre rzeczy” ? to oczywiście cytat z Juniora Dos Santosa. Brazylijczyk musiał mieć w 2011 roku sporo dobrych uczynków na swoim koncie, gdyż był to dla niego bardzo dobry czas. Mistrzowski pas UFC zdobyty po nokaucie nad Cainem Velasquezem w debiucie organizacji Zuffy w telewizji Fox ? czegoż chcieć więcej. A przecież to nie jedyne osiągnięcie Dos Santosa w tym roku. Podopieczny Teamu Nogueira w czerwcu zmasakrował twarz Shane?a Carwina na gali UFC 131. Nie można też zapomnieć o tym, że zostawił po sobie pozytywne wrażenie w telewizyjnym show TUF 13. Bez krzty wątpliwości przed JDS jawi się świetlana przyszłość.

W moim prywatnym rankingu znajdzie się również miejsce dla innego reprezentanta Kraju Kawy ? Andersona Silvy. Lider list pound for pound to autor nokuatu roku w UFC (oczywiście w moim mniemaniu) ? front kick, jakim uśpił w pierwszej rundzie Vitora Belforta na gali UFC 126 wyglądał jak żywcem wyjęty z filmów karate. To było coś spektakularnego. Drugi swój występ w tym roku Silva zaliczył w Rio de Janeiro na gali UFC 134, gdzie zdeklasował Yushina Okamiego. Jedynego rywala dla dominatora dywizji średniej można upatrywać chyba tylko w Chealu Sonnenie. Czy powtórzyłby się scenariusz z gali UFC 117? Ciężko wyrokować?

Można wymienić jeszcze kilka nazwisk jak chociażby Frankie?ego Edgara (te batalie z Gray?em Maynardem) czy Nicka Diaza (nikt nigdy nie obił tak BJ Penna), ale myślę, że wspomniani wyżej zawodnicy wyróżnili się najbardziej. A który z zawodników światowej czołówki zwrócił Waszą uwagę i zasługuje na miano zawodnika roku?

Komentarze

  • F. Georgiew

    Najwięksi wygrani, jeśli chodzi o pojedynczych zawodników, to dla mnie nie tylko tych kilku dominatorów ze szczytu P4P, ale też zawodnicy, którzy pną się do góry i zaistnieli silnie w świadomości fanów MMA. Na pewno należy do nich Diego Brandao, który stał się medialnym następcą Wanderleia Silvy, choć nie wróżę mu spektakularnej kariery w UFC. Dużo zyskali też Nick Diaz i Chael Sonnen, którzy wprowadzili do octagonu dużo ognia poza samymi świetnymi walkami, co na pewno zwróciło im się w gotówce, a także znacznie powiększyło się ich grono fanów. Cerrone też idzie jak burza, jeśli pokona Nate’a, to będzie piąte zwycięstwo w 2011 roku i nie może go tutaj zabraknąć.

    Poza zawodnikami na pewno dobry start miała organizacja ONE FC i imponujące są jej plany na 2012 rok. Na pewno dużo zyskał Rafael Cordeiro, który poprzez pojawianie się w różnych materiałach i bycie autentyczną, sympatyczną osobą, zyskał sobie bardzo wielu fanów i nieco nadszarpnął dominację Grega Jacksona na ustach fanów MMA.

    Dużym zwycięzcą jest też kobiece MMA. Po zawirowaniach związanych z wykupieniem Strikeforce jest moim zdaniem mocniejsze niż kiedykolwiek, a mogło się wraz z końcem roku rozpłynąć. Oczywiście brakuje Giny, ale o wiele zdrowsza sytuacja jest, gdy ciężar rozłożony jest na kilka zawodniczek, które naprawdę powoli zyskują szacunek. To wciąż mało, ale więcej niż się spodziewaliśmy na początku roku.

    No i jeszcze Daniel Cormier czy Phil Davis. Kurde, sporo tego, a nie pamiętam już, co było na początku roku.

  • Zenobi

    Cerrone, Korean Zombie, Renan Barao, Bones. Silva nie bo wykręca się od walk.

  • cymes

    Ten rok był tak przeladowany emocjami, że nie wybrałbym nic konkretnego. Ale na pewno Fiodor jest zwycięzcą – pomimo nagonki mediów podjął walkę z klasowi rywalami i pokazał wielkie serce i determinację.

  • Artur

    Phil Davis to zdecydowany przegrany tego roku. Zgubiły go kontuzje. Jak tylko Bones wygrał z Shogunem od razu pomyślałem o Davisie, jak o tym który może go pokonać.
    Podobne warunki fizyczne, bardzo sprawni we wszystkich obszarach. Byłem przekonany, że pewnie wygra walkę z Evansem, w której zastąpił go w końcu Ortiz. To dałoby mu otwartą drogę do walki o tytuł jeszcze w 2011. A tak?

    Wszystko się przesuwa i to o równo rok. Bones idzie w górę, zarabia, zdobywa doświadczenie. Davis po roku wraca do tego samego miejsca gdzie był przed 12miesiącami. Okaże się czy w równie dobrej formie jak i wcześniej.

    Suga to kelner. Jego rekord świetnie wygląda na papierze, ale sporo z tych walk nie były jednostronnymi pokazami. Martwi się bardziej o prestiż i PR niż o faktyczne wyniki. Walczy zachowawczo, bardzo ostrożnie i to czekanie…

    Trzeba przyznać, że dobrze wyglądał w walce z Ortizem. Ciekawe ile z tego to zasługa poziomu przeciwnika…

    Przegrany to także Fiodor. Bańka prysła, skończyło się bajanie o potędze ostatniego imperatora. Jak nie walczył, to można było myśleć, że już nie ma nic do udowodnienia. Jak walczy i dostaje takie łomoty to w pewnym momencie można skończyć jak Dan Severn: stać się pośmiewiskiem. Kończ Fiedia, ocal to co udało ci się osiągnąć w latach świetności. Teraz przychodzą lata śmieszności i prognozy na dalszą karierę mogą niedługo zahaczać o KSW.

  • F. Georgiew

    Trochę przesadziłeś z Rashadem, ma dość pokaźny zestaw umiejętności. To solidny fighter, w UFC nie da się pompować rekordu całkowicie sztucznie. Tam każdy może wygrać z każdym, a już na pewno musiał się wykazać w walce z takimi nazwiskami jak Rampage, Silva, Griffin czy Lidell.

    A ja oglądając Fedora wciąż widzę klasowego zawodnika. Były całe serie fighterów przegrywających o wiele ciężej w pierwszej rundzie, jemu się złożyły trzy takie porażki i odsądzono go od czci. To solidny ciężki, trochę wypadł z gry przez ostatnie 2-3 lata, ale jego pęd do walki zdecydowanie nastraja mnie pozytywnie. Ale to temat rzeka, mam nadzieję na jeszcze jedną czy dwie walki z porządnymi przeciwnikami w jego wykonaniu. MMA jest nieprzewidywalne, może się to tak skończyć. A równie dobrze po walce z Ishiim może schować kasę do kieszeni i iść do zakonu 😉

  • silva2201

    szkoda,ze nikt juz tutaj nie wspomina wanderleia,absolutnie nie typuję go na fightera roku,ale jego serce do walki,determinacja zasługują chociażby na wzmiankę o nim.a tak swoją drogą zastanawiam się gdzie był UWIELBIANY przez wszystkich jon jones,kiedy wand sprzedawał stompy swoim przeciwnikom na nieodżałowanych galach Pride;)

  • chu

    Nick Diaz w tym roku stoczył bardzo dobre walki na ringu jak i po za ringiem. Dzięki temu co zrobił w tym roku, w następnym będzie Mistrzem. Wróci GSP i dostanie lanie tak jak każdy inny! A co do Jonsa to mam wrażenie że on nigdy nie przegra…odejdzie na emeryture jako nie pokonany! Nie chciałbym żeby tak było ale gość jest naprawde świetny!