Martin Lewandowski: „Chcemy zaostrzyć politykę wobec swoich zawodników.”

18 Luty 2014
Martin Lewandowski: „Chcemy zaostrzyć politykę wobec swoich zawodników.”


Na oficjalnej stronie internetowej polsatsport.pl, pojawił się okraszony bardzo ciekawą grafiką artykuł, zapowiadający bitwę o fana MMA. Wojna toczyć się będzie oczywiście pomiędzy KSW a UFC, ale jak każde tego typu przedsięwzięcie, także i to wymaga poświęceń. Kto natomiast skorzysta na wyścigu zbrojeń? Z całą pewnością my widzowie.

Paweł Słodownik: No i stało się… Biały ring, symbol legendarnego PRIDE, powoli odchodzi do lamusa!
Martin Lewandowski: Takie czasy (śmiech…) Zdania na temat klatki są podzielone. Cały czas ta sama grupa, która domagała się klatki teraz nam przyklaskuje, ale też im częściej komunikujemy o tym publicznie słyszymy głosy przeciw. Więc, wcale by mnie nie zdziwiły również głosy nawołujące do pozostawienia ringu. Dlatego będziemy dozować emocje kibicom. Szanujemy ich przywiązanie i szanujemy obie grupy. A to oznacza, że na razie obie sceny zmagań, będziemy stosować wymiennie. To oznacza, że w tym roku najprawdopodobniej będą dwie gale z ringiem i dwie z klatką.

Klatka to jest naturalne środowisko dla zawodników MMA. Długo zwlekaliście z podjęciem tej decyzji. Dlaczego akurat teraz? Czy na waszą decyzję miała wpływ ekspansja do Polski UFC, największej na świecie organizacji MMA?
– Decyzja o zakupie klatki nie jest tym spowodowana. Wszystko jest przemyślane. Dostrzegamy też zmianę w odbiorze klatki przez ludzi. MMA się rozwija. W kraju można obejrzeć relację praktycznie ze wszystkich największych gal na świecie, których polem walki jest właśnie klatka. Polakom widok oktagonu już się opatrzył i nie wywołuje takich emocji, jak kilka lat temu. Z tym pomysłem nosiliśmy się już od 2004 roku ale wtedy budziło to wiele kontrowersji. Co jest istotne – dla ludzi ważniejsze jest teraz przeżywanie walki i skupianie się na zawodnikach, a nie na polu walki. Klatka to jest symbol tej dyscypliny, my jako federacja KSW jesteśmy mocno rozpoznawalni już na świecie i trzeba iść z duchem czasu i to zaakceptować. Przez ring pozostaliśmy trochę tacy vintage…(śmiech)

Jak będzie wyglądała wasza klatka, czy zdecydowaliście się na oktagon?
– Szczegóły w odpowiednim czasie. Na razie mogę zdradzić, że nasza klatka będzie miała elementy specjalnie zrobione dla KSW. Chcemy się odróżnić wyglądem, kształtem od konkurencji. Każdy detal, każda najmniejsza śrubka, jej kolor i kształt jest przez nas dogadany. Ta klatka jest budowana specjalnie dla KSW.

Szykuje się spora zmiana. Pojawienie się klatki wymusza m.in. zmiany w sposobie realizacji gali.
– Tak, zgadza się. Zdajemy sobie sprawę, że klatka jest dla nas kompletnie nowym środowiskiem, dlatego nie spieszymy się. Chcieliśmy wejść z klatką od nowego roku, ale uznaliśmy, że nie będziemy się ścigać z czasem. Nie możemy pozwolić sobie na wpadki. Przyzwyczailiśmy ludzi do pewnego poziomu – a to priorytet. Nowe pole wymusza wiele zmian, m.in. w rozłożeniu miejsc na sali, świateł, a także kamer.

Dlaczego po klatkę polecieliście aż do USA do Ohio? Nikt bliżej nie był w stanie spełnić waszych wymogów?
– Jak się okazuje nie…Niektórym ludziom może się wydawać, że klatka może być zbudowana tak jak zwykłe ogrodzenie, a tak nie jest. Zrobiliśmy rozpoznanie po całym świecie i dopiero w Ohio znaleźliśmy firmę, która może spełnić każdą naszą prośbę. A poza tym ma w tym duże doświadczenie. Zdecydowaliśmy się na podróż do Stanów Zjednoczonych, żeby być pewnym, że przyjedzie dokładnie taki produkt, jaki zamówiliśmy. Spędziliśmy w fabryce pełne dwa dni. Staliśmy się małymi ekspertami (śmiech…)

Na waszą decyzję miała wpływ także sytuacja z Rynu z Fightclubu?
– Tak, dokładnie. Nauczeni doświadczeniem, nie mogliśmy pozwolić sobie na kolejną taką sytuację, jaka miała miejsce w Rynie, że podczas pojedynku otworzyły się drzwi. Tamta klatka była pożyczona i zawiodła. Teraz nie ma na to miejsca. Ta klatka jest szyta na miarę dla KSW jak garnitur.

Klatki nie kupuje się na co dzień. Czy możesz zdradzić jaki jest to koszt?
– Można oczywiście – jak wszystko – kupić taniej bądź drożej. Nasze zamówienie mieści się w kwocie pomiędzy 20 a 30 tysięcy dolarów. Są klatki tańsze i za 10 tysięcy.

Powróciliście ze Stanów Zjednoczonych a za wielką wodę być może już niedługo wybierze się jeden – do niedawna – z asów w waszej talii, Jan Błachowicz.
– No tak, Janek jest jednym z dwóch zawodników, którzy mieli taką klauzulę w kontrakcie, że jeżeli dostanie propozycję od UFC, to będzie mógł dla nich zawalczyć. A to się wiąże oczywiście z podpisaniem z nimi kontraktu. Drugim zawodnikiem jest Michał Materla. Co do samego przejścia Janka do UFC, to wiedzieliśmy o wszystkim od samego początku. To my prowadziliśmy te rozmowy wspólnie z firmą zajmującą się marketingiem sportowym i teraz to oni przejęli od nas Jana. Nic nie działo się wbrew nam i bez porozumienia z nami. Wiedzieliśmy o każdym ruchu i wspólnie decydowaliśmy.

Jest wyścig zbrojeń? Czy można mówić, że okopujecie się na wejście nowego, silnego gracza?
– Czy wyścig to nie wiem. Wiem, że trzeba się liczyć z wkroczeniem i obecnością tej organizacji. Nie możemy pozostać bierni i się temu przyglądać. Oczywiście są i będą zawodnicy, którzy będą chcieli dla nich walczyć. Dlatego swoją politykę wobec zawodników chcemy zaostrzyć i chcemy, by podejmowali męskie decyzje i mówimy o tym wprost. UFC nie dopuszcza do takiej sytuacji, by zawodnik walczył dla dwóch organizacji. My byśmy na to przystali, oni nie. Musimy się do tego przystosować. Poza tym, jak pokazują przykłady Szwecji, Anglii czy Japonii to wejście Amerykańskiego potentata zburzyło lokalny rynek. Weszli, zdeptali wzięli co swoje i tyle.

Stąd tak liczne zakontraktowanie młodych, perspektywicznych zawodników?
– Po części też, ale mówiliśmy o tym od dłuższego czasu, że w 2014 roku będzie wiele nowych transferów. Dlatego wprowadziliśmy pojedynki poza główną kartą walk, by tam zestawiać interesujących zawodników i przez to, by kibic dostał pełniejszy produkt. Co do ścigania się z UFC, to nie zamierzamy robić nic na siłę. Byłoby to z naszej strony nieodpowiedzialne i nie zamierzamy nagle zabrać nie wiadomo ilu zawodników z tej organizacji. To my rozwijamy w Polsce ten rynek, organizujemy obozy, amatorskie puchary i gale, a nie tłumimy go. Śmiało mogę powiedzieć, że dzięki nam w ogóle goście z Ameryki przyjeżdżają do Polski. Jestem przekonany, że wielu zawodników zaraz wyleczy się z UFC. Przykład Mameda pokazuje co innego. W Stanach Zjednoczonych już tacy są a my możemy zapewnić, jak historia pokazuje, odpowiednie warunki, by tacy zawodnicy walczyli dla nas.

Maciej Kawulski w jednym z wywiadów powiedział, że KSW nie boi się wkroczenia na polski rynek tak silnego gracza.
– I ja się z tym zgadzam w stu procentach. Można powiedzieć odwrotnie, że UFC nie spotkało się jeszcze na żadnym z rynków z tak silnym graczem. Będziemy, jesteśmy dla nich solidną konstrukcją w Polsce. Mamy swoich wiernych fanów. Wiele osób do dziś myli MMA z KSW. To my przez lata nawoziliśmy tą glebę. Nas to cieszy, że silny, globalny gracz zawita nad Wisłę. To pokazuje, że my ten rynek dla nich w pewnym sensie zbudowaliśmy. Ja życzyłbym tylko sobie chęci współpracy, pewnego dialogu. To nie wynika z jakichś obaw tylko z tego, żeby jeszcze MMA w Polsce stało się popularniejsze a nie tylko złupić i odejść. Chciałbym się mylić. Po wielu odbytych przeze mnie rozmowach, promotorzy z innych krajów przestrzegali nas przed nimi. Amerykanów nazwali piratami. Złupić, ograbić i uciec… Różnica między nami a nimi jest taka, że jak na razie, Polska jest dla nich jednym z wielu rynków a dla nas to cały dom! Jak wiadomo, w zeszłym roku, spotkaliśmy się z przedstawicielem reprezentującym UFC na Europę. Na razie jest pełna chęć i wola współpracy. Jak to będzie, czas pokaże…

Oprócz tych wszystkich zmian szykuje się jeszcze jedna, bardzo ważna. Przymierzacie się do podboju innych rynków. Na początek Europa?
– To nie jest dla nas nowa sprawa. Zainteresowanie naszymi galami jest coraz większe. Anglia, Stany Zjednoczone to naturalne rynki bo tam jest dużo Polonii. Ale nie tylko. Kontraktujemy zawodników z całego świata. Chociażby przykład Ryuty Sakuraia pokazał, że walka z Mamedem Khalidovem wzbudziła spore zainteresowanie mediów w Japonii. Najbliżej i najłatwiej będzie wystartować od Europy.

Czyli „Welcome to London”?
– Dla nas to będzie dość przełomowy moment. Musimy do tego podejść spokojnie i rozważnie, i wypracować najlepsze dla nas rozwiązanie, by to przedsięwzięcie odniosło sukces. Chcielibyśmy by był to termin pod koniec tego roku, ale biorąc pod uwagę dostępność hali, może być to luty 2015 roku. Tak, Londyn. Razem z moim wspólnikiem wybieramy się na początku marca do Wielkiej Brytanii dogadywać szczegóły.

Jeśli chodzi o transmisję to jak zamierzacie pokazać Polakom w kraju tę galę?
– Dla nas to jest oczywiste, że będzie to grupa Polsat. Co do kwestii PPV to jest to sprawa otwarta. Z biznesowego punktu widzenia być może, ten system gwarantuje większe powodzenie zorganizowania gali za granicą, ale to nie jest jeszcze przesądzone. Wiadomo, koszty zrobienia gali w kraju a za granicą są zupełnie inne. Najwięcej pieniędzy pochłonie logistyka, a z samych biletów, czy sponsorów, może nie wystarczyć.

Komentarze

  • Blade

    bardzo ciekawy wywiad

  • Pako

    No wywiad konkretny,po tym całym Orange Sport z UFC to podchodę to tego bez spiny i doskonale rozumiem Martina.No czekamy na klatkę!!!!

  • marius

    Prawda jest tak e UFC bez TV w kraju nawet takiej jak OS moze pocalowac KSW w tylek, nie beda konkurencja brak umowy to strzal w stope i tyle.

  • bartek0011

    No konkretny wywiad . !!!!

  • champ1

    dobry wywiad i dość obszerny. no mają problem ale przynajmniej mają tez podejście do sprawy. zobaczymy co będzie za dwa lata.