„Wygrać a nie przegrać to duża różnica” – Paweł Kiełek przed Warmia Heroes 2

08 Maj 2014
„Wygrać a nie przegrać to duża różnica” – Paweł Kiełek przed Warmia Heroes 2

paweł_kiełek_plmma29

Udało nam się przeprowadzić kolejny wywiad z zawodnikiem olsztyńskiego Arrachionu. Tym razem naszym rozmówcą był Paweł Kiełek (3-0), który zdradził nam kilka kilka szczegółów z życia młodego zawodnika MMA. Zapraszamy.

Na dwa dni przed drugą odsłoną Warmia Heroes, naszym rozmówcą jest jeden z najbardziej perspektywicznych zawodników MMA – Paweł Kiełek.
-Cześć.

Czujesz, że to właśnie Ty jesteś tak dużą nadzieją polskiego MMA?
-Szczerze mówiąc to nie za bardzo… Stwierdzenie, iż jestem „perspektywiczny” wywiera na mnie sporą presję, ale oczywiście pozytywną. Jest to dla mnie niezły „kop” do treningów oraz tego, żeby jeszcze ciężej pracować. Chcę, aby te nadzieje nie były tylko słowami, ale miały również pokrycie w tym, co robię na co dzień.

Zacznijmy niekonwencjonalne – od początku. Jak zaczęła się Twoja przygoda – teraz kariera – w Arrachione i ogólnie sztukami walki?
-Wszystko zaczęło się od tego, że pojechałem na obóz MMA. Przez cały tydzień mogłem trenować i przyglądać się, jak to wygląda. No i co tu dużo mówić – spodobało mi się. Po powrocie do Olsztyna, pierwsze co wpisałem w wyszukiwarce Google to „Arrachion Olsztyn”, zobaczyłem gdzie to jest, poszedłem tam i już w październiku 2009 roku zacząłem trenować.

Przychodząc na kolejny trening, za każdym razem spotykasz bardziej doświadczonych od siebie zawodników, często gwiazdy polskiego MMA. Jak do tego podchodzisz?
-Oni rzeczywiście mają większe doświadczenie, dłuższy staż treningowy i wiedzą, „co z czym się je”. Dla mnie są to dopiero początki w zawodowym MMA. Stoczyłem do tej pory ledwie trzy pojedynki, podczas gdy inni mają już ich nawet około trzydziestu… Dzięki temu, każdego w klubie mogę traktować, jak brata, czy siostrę.

Ale nie każdy zawodnik z trzema walkami ma ten swój rekord ciągle bez „skazy”?
-Wiadomo… Każdy kiedyś przegrywa. Jestem pogodzony z tym, że kiedyś przyjdzie czas, aby przypomnieć sobie, co to znaczy porażka. Uważam, że nie przegrywa ten, który nie walczy.

Twój najbliższy przeciwnik – Oliwier Bula, pozostaje podobnie jak Ty, dotychczas w zawodowej karierze niepokonany. Czy przed walką pojawiły Ci się myśli, że to w końcu tylko jeden z Was wyjdzie z klatki zwycięski?
-Moja głowa przed walką jest poukładana w ten sposób, że próbuję nie wyobrażać sobie porażek, bo wierzę po prostu w „siłę przyciągania”. Jeżeli wyobrażam sobie walkę zwycięską, jestem jeszcze bardziej zmotywowany, żeby wygrać. Inne myśli będą powodowały skutek odwrotny, a tego nie chcę. Należy się skupić na tym, aby wygrać, nie zaś na tym, żeby nie przegrać. Bo to jest zasadnicza różnica. Przed walką staram się naładować jak najbardziej pozytywną energią. Cieszy mnie, że najbliższa walka będzie przed swoją publicznością, bo to jeszcze jeden pozytywny bodziec, gdy wszyscy trzymają kciuki i w jakiś sposób Cię wspierają. Jest to, co prawda, dodatkowa presja, ale motywująca przede wszystkim do tego, aby pokazać się z jak najlepszej strony. Innym impulsem do jeszcze większych starań jest fakt, że mój przeciwnik również jeszcze nie przegrał, bo to jak by nie było, musi o czymś świadczyć.

O to, co planujesz zrobić w najbliższym pojedynku, oczywiście pytał nie będę. Powiedz mi jednak, co stanie się, gdy komuś uda się w końcu Pawła Kiełka sprowadzić do parteru?
-Paweł Kiełek go podda… Paweł Kiełek nie boi się walczyć, zarówno z placów, jak i z góry. W ogóle nie boi się parteru, bo na co dzień trenuje z zawodnikami, którzy słyną z dobrych umiejętności w tej właśnie płaszczyźnie. Mam się od kogo uczyć, bo Mamed Chalidow, Aslambek Saidov, Adrian Zieliński i wielu innych, nie są to zawodnicy, których umiejętności w parterze są słabe(śmiech).

Co zmieniło się w Twoim życiu, od kiedy zacząłeś walczyć zawodowo?
-Przede wszystkim mam zamiar podtrzymać dobrą pasę zwycięstw jak najdłużej. A to wszystko obędzie się bez strat zdrowotnych… Co do zmian, oczywiście są one duże, bo w całości postawiłem na sport i przygotowania do kolejnych walk. Wszystko inne jest teraz dodatkiem do MMA. Dzięki mojej szkole – IV Liceum Ogólnokształcącemu i jej Dyrektorowi mogę teraz trenować dwa razy dziennie.

Pozwolę sobie zapytać o Twoje starty amatorskie, bo tam nie zawsze Twoje ręka była uniesiona ku górze w geście zwycięstwa…?
-No nie była, nie była…(śmiech) Swoją pierwszą walkę amatorską wygrałem, później przyszło sześć porażek pod rząd. Po tych przegranych, oczywiście byłem wkurzony, ale starałem się doszukiwać swoich błędów. Problemem nie był chyba jednak brak umiejętności, a kwestia przełamania złej passy. W końcu i ono nadeszło. Widzieli to również trenerzy, którzy dali mi później szansę podczas pierwszej gali Warmia Heroes, gdzie zawalczyłem w jednej z walk amatorskich.

To już moje ostatnie pytanie – czego Ci życzyć…?
-Żeby sobotnia walka była ładną walką. Niezależnie od jej wyniku, chciałbym żeby podobała się wszystkim zebranym. Bo walczę po to, żeby podobało się publiczności. Wtedy będę naprawdę zadowolony.

Tego niniejszym Ci życzę, a dodatkowo, by wyścig KSW i UFC po Ciebie, był równie pasjonujący, jak Twoje dotychczasowe walki. Dzięki za poświęcony czas.
-Dzięki wielkie.

Komentarze