Marc Diakiese: "Sajewski nie miał zbyt wiele do zaoferowania w naszym pojedynku."

12 Październik 2016
Marc Diakiese: "Sajewski nie miał zbyt wiele do zaoferowania w naszym pojedynku."

Foto: ufc.com

Foto: ufc.com


W poniedziałkowym The MMA Hour, jednym z gości programu był nowy nabytek UFC i zawodnik, który prawdopodobnie odprawił Łukasza Sajewskiego z pierwszej ligi. Anglik opowiedział na antenie o przebiegu sobotnio niedzielnego pojedynku, skupiając się jednocześnie na najbliższej przyszłości.

Uświadomiłem sobie, że się pośpieszyłem, że schrzaniłem dając się obalić. Najgorsze co mógłbym wtedy zrobić to znowu się zbytnio pośpieszyć, bo Łukasz zaszedłby mnie za plecy. Poczekałem tylko na jego ruch, żebym mógł wrócić do góry, ale on się tylko kurczowo trzymał. Później myślałem, że sędzia podniesie akcję, ale to też się nie stało. Starałem się trochę wywinąć z pozycji, by ostatecznie uciec do góry. Koniec końców, jestem lepszym zapaśnikiem niż Sajewski, szczerze mówiąc. Pozwoliłem mu złapać mnie podwójnym podchwytem i to był błąd. Ostatecznie to ja zdobyłem jednak zwycięstwo.

W kwestii umiejętności rywala, Diakiese nie pozostawił wątpliwości, że samemu prezentuje zupełnie inny poziom:

Myślę, że on nie miał zbyt wiele do zaoferowania w pojedynku. Chciałem się z nim trochę pobawić, ale podłoże było bardziej miękkie niż przypuszczałem i nie mogłem zrobić wszystkiego co zamierzałem. Starałem się po prostu rozkoszować chwilą.

Wiedziałem już w drugiej rundzie, że Łukaszowi brakuje sił. W pierwszej rundzie trafiłem go, zeslamowałem i dalej uderzałem, popatrzyłem na sędziego żeby to zatrzymał. Ale on tego nie zrobił i uświadomiłem sobie, że jestem przecież teraz w UFC. Za czasów amatorskich rzucałem suplesami. Sajewski chciał chwycić mnie za szyję, więc sprawiłem, że za to zapłacił. Musiałem go zeslamować.

Były mistrz BAMMA wierzy, że swoją pewnością i umiejętnościami jakie zaprezentował w oktagonie, droga na sam szczyt wcale nie będzie taka długa:

Jestem zawsze w treningu, jak będą chcieli zadzwonić do mnie żebym wskoczył za kogoś. Mogę zmierzyć się z każdym. Myślę, że potrzebuję jakieś dwie walki, żeby móc walczyć o pas. W zależności od tego kogo mi dadzą po drodze na rywala.
Trenowałem w wielu gymach i widziałem, że ci zawodnicy nie trenują tak jak ja trenuję. Mój sukces bierze się z gniewu, który mam w sobie. Bez MMA nie wiedziałbym co ze sobą zrobić.

Komentarze