Dominik Chmiel koszmarem złodziei rowerów

25 Kwiecień 2017
foto.: spartan fight

Lekcja na dziś brzmi: „Nigdy nie kradnij roweru gościowi z kalafiorami na uszach”. Ta częściowo zabawna historia, bo ze szczęśliwym zakończeniem, wpadła nam przypadkiem w oko jako ciekawostka na FB klubu Octopus Łódź, a którą ze szczegółami opowiedział nam Dominik Chmiel (7-5).

Przedmiotem zamieszania stał się wspomniany 40-letni rower, ale nie byle jaki, bo wyjątkowo wygodny i kolekcjonerski, zakupiony na giełdzie w Berlinie. O tym opowiedział nam jednak sam zawodnik.

Zaczęło się od tego, że zostawiłem go pod jednym ze sklepów w rodzinnym Łasku. To było w niedzielę rano, zapięty na kłódkę. O godzinie 9:00 rano jeszcze był, zginął prawdopodobnie około 14:00, a dokładnie o 17:38 gość wystawił go na internetowej aukcji na OLX. Jeszcze tego dnia w ogóle nie wiedziałem, że roweru już nie ma. Zostawiłem go pod sklepem, bo tam pracuje moja żona. Żona wychodzi rano, patrzy i nie ma roweru, kłódka przecięta. Wszcząłem więc własne dochodzenie, sprawdziłem z ciekawości na wspomnianym OLX’ie, szukałem na terenie do 15 kilometrów od mojego miasteczka i tak właśnie było. Na zdjęciach było widać wszystkie szczegóły, takie jak dziura w oponie, gdzie wymieniłem wtedy dętkę, czy charakterystyczna rdza w jednym miejscu i on to wszystko dokładnie ujął na zdjęciach. Co najlepsze, bo miałem brudne felgi, to jeszcze umył cały rower, więc odebrałem go czystego.

Dzwonię do gościa jako zwykły klient i mówię, że mogę dać 250 z 300 złotych, za jakie chciał go sprzedać. Umówiliśmy się pod jedną z galerii handlowych po pracy. Nie wiedziałem kto to, czy to jakaś zorganizowana grupa, więc wziąłem ze sobą kolegę jako ubezpieczenie. Nigdy nie wiadomo czy taki ktoś nie będzie z nożem, bo teraz są przecież takie czasy. Umówiliśmy się, że kolega podejdzie na umówiony sygnał, gdy już rozpoznam rower.

Gość przyjechał swoim autem, wyciągnął rower z bagażnika, zaparkowałem koło niego. Oglądam i on mówi, że „wujaszek jeździł tym rowerem”. Ja już nie mogłem wtedy wytrzymać ze śmiechu, bo widzę że to mój rower. Potwierdziłem wszystkie znaki szczególne, on jedynie odpiął taki koszyczek i prędkościomierz. Dał mi się nim nawet przejechać i tu też, jedna z przerzutek nie wskakiwała dobrze, gdy się na nim wolno jechało. Hamulec ręczny nie odbijał mi tak jak w moim. Więc mówię sobie, że dam sobie rękę uciąć, że to mój rower. Kontynuowałem to jeszcze chwilę, targując się o finalną cenę.

W końcu dałem sygnał koledze i już nie było tak miło. Zaczęły się przekleństwa, pytam skąd ma ten rower i mówię skąd go ukradł. Przyznał się od razu, nawet go nie dotknęliśmy, rozsądek wziął górę. Wiemy teraz kim jest i skąd pochodzi. Powiedziałem mu, że od teraz rower będzie stał bez zapięcia i jak zginie, to on za niego odpowiada.

Komentarze

  • moon

    Który z tych dwóch na zdjęciu umył ten rower? 🙂

  • boohmacher

    Dobra historia. Nie znam sie na rowerach ale wyglada na dobrze odrestaurowany bo w zyciu bym nie powiedzial ze ma 40 lat.

    • W. Mrozowski

      Złodziej dobrze szorował.

  • Zawodnik32

    Można by fajny film nakręcić z tej historii.