Szymon Bajor: Ochraniacz na Szczękę? Tylko Gel Max od Shock Doctora

07 Lipiec 2017
foto.: kswmma.com

Ochraniacz Gel Max marki Shock Doctor, miałem okazję osobiście analizować cztery lata temu, gdzie po dziś dzień „żelowa szczęka” wyznacza trendy w swojej klasie. Przez wiele lat od rozpoczęcia działalności, producent Shock Doctor wyznawała zasadę, że nie płaci sportowcom za używanie ich produktów, bo te zwyczajnie obronią się same. Obecnie, marka ma już sieć dystrybutorów jak Polski Weron.pl, który współpracuje z topowymi sportowcami w swojej klasie w Polsce. Jednym z nich jest reprezentant Spartakusa Rzeszów i zawodnik KSW – Szymon Bajor, który zakłada Gel Maxa przed każdą walką MMA. Wie o czym mówił, bo w długiej karierze treningowej miał okazję przetestować mnóstwo różnych ochraniaczy na szczękę.

Szymon Bajor: Ochraniacz na szczękę? Tylko od Shock Doctora. Kto spróbuje, to już tej marki nie zamieni. Swój ochraniacz najbardziej doceniłem w Japonii, gdzie mi go… zabrakło.

Ochraniacz szczęki to dziś absolutny „must have” dla każdego fightera. Ale czy tak było od początku twojej zawodowej kariery?

– Szymon Bajor: Zawodowo zacząłem walczyć od 2010 roku i szczęki były już wtedy czymś powszechnym, ale początkowo trenowałem… w podwójnej szczęce, tzn. na górę i na dół! To był koszmar – ja byłem młodym sportowcem, bez doświadczenia, a podwójna szczęka powodowała, ze męczyłem się coraz bardziej. Jedna runda była dla mnie jak sześć rund teraz. Fatalnie się w nich oddychało, szczęki cały czas „latały” – jednym słowem męczarnia.
W końcu bardziej doświadczony kolega w klubie doradził mi, żebym zakupił pojedynczą szczękę, na samą górę. To była jedna z tańszych opcji, więc jak jej nie przetrzymywałem językiem, to ochraniacz spadał na dolną szczękę! Podczas pierwszych walk musiałem cały czas zaciskać zęby. Dziś jak sobie o tym pomyślę to się uśmiecham, ale wtedy nie było to zabawne!

Twoje dwie pierwsze szczęki to był więc absolutny niewypał. Powiedz, jak to się stało, że w końcu trafiłeś na szczękę od Shock Doctor’a?

– S.B: Chwilę po tych pierwszych walkach udało mi się pojechać do mojego brata do Holandii. Tam chciałem potrenować, ale zapomniałem z Polski ochraniacza. I całe szczęście, bo wtedy pojechaliśmy z bratem do sklepu sportowego, gdzie trafiłem na szczękę od Shock Doctora. Wcześniej słyszałem o tym ochraniaczu dużo pozytywnych opinii, ale dopiero w Holandii faktycznie go przetestowałem.

Te pozytywne opinie się potwierdziły? Jakie było twoje pierwsze wrażenie?
– S.B: Moim pierwszym modelem był Gel Max, pamiętam nawet do dziś, że w pomarańczowym kolorze. Byłem naprawdę bardzo zadowolony. Po ukształtowaniu na moją szczękę, ochraniacz trzymał się bardzo mocno. Wtedy sam zobaczyłem różnicę między zwykłą szczęką a szczęką od Shock Doctor’a. Gel Max jest tak wyprofilowany, że przy zaciśnięciu zębów byłem w stanie wypuścić powietrze. Dla mnie to jest niezwykle istotne, bo po kilku złamaniach mam problemy z oddychaniem przez nos . Gel Max dawał mi jednak ogromną swobodę w oddychaniu. Tą pomarańczową szczękę miałbym pewnie do dziś, gdyby nie fakt, że taki ochraniacz trzeba wymieniać – przynajmniej raz do roku.

Po roku zostałeś więc przy Gel Max’ie, czy spróbowałeś czegoś innego?
– S.B: W międzyczasie nawiązałem kontakt z oficjalnym dystrybutorem marki Shock Doctor w Polsce – firmą Weron. Tak się składa, że ich siedziba mieści się w Rzeszowie, gdzie mieszkam. Sprzęt Shock Doctor’a zacząłem więc kupować regularnie – m.in. fantastyczne suspensory. Firma Weron poleciła mi także ochraniacz szczęki Nano 3D, który faktycznie okazał się równie dobry, co poprzedni Gel Max. Ze szczęką Nano – a raczej jej brakiem – wiąże się także ciekawa historia. W tamtym roku w Japonii toczyłem jedną z walk. Niestety, znowu zapomniałem swojej szczęki. Szukaliśmy więc w Tokio sklepu sportowego z ochraniaczami na zęby, jednak nigdzie nie mogliśmy ich dostać. Zgłosiliśmy więc do organizatora brak ochraniacza. Ten jednak zapewnił nas, że dostanę szczękę w dniu walki. I faktycznie, organizator dostarczył mi szczękę, ale była ona gorsza nawet od tych, w których zaczynałem! Podjąłem mnóstwo prób, żeby ułożyć ją na zęby, ale po prostu się nie dało. Chciałem więc ten ochraniacz wyrzucić do kosza, jednak musiałem go założyć, żeby przejść przez kontrolę. Tak jak się spodziewałem – walczyło się w niej okropnie. Po tej walce jeszcze bardziej doceniłem szczękę Shock Doctor’a (śmiech).

A gdybyś miał polecić konkretny model młodym „fighterom” to byłby to…?
– S.B: Na początek zdecydowanie Shock Doctor Gel Max. Świetna jakość, wygoda i dobra cena. Wydatek 70-80 zł na szczękę, która posłuży ci przez rok, to naprawdę dobry interes. Uważam, że kto spróbuje szczęki od Shock Doctor’a, to nie pójdzie już w inną firmę. W naszym klubie, w Spartakusie Rzeszów chyba nie ma już gościa, który nie używałby ochraniaczy właśnie tej marki.

Na koniec powiedz jeszcze, kiedy będziemy mieli okazję znowu zobaczyć Cię w ringu?
– S.B: W tym roku chcę powalczyć jeszcze dwukrotnie. Jesteśmy na dobrej drodze, żeby podpisać kontrakty. Mam nadzieję, że te walki przybliżą mnie do pasa KSW w kategorii ciężki. To jest mój główny cel na najbliższy czas.

Gel Max okazał się flagowym sukcesem Shock Doctora, który po dziś może poszczycić się ubezpieczeniem dentystycznym gwarantowanym przez producenta, do kwoty 10 tysięcy dolarów. Ochraniacz po dziś dzień doczekał się wielu wariacji, takich jak:

  • wersja z dodatkową ochroną na usta

  • wersja smakowa

Komentarze

  • Szelma

    Jakie smaki ma ochraniacz? Pierwsze slyzse że szczęki mają smak

    • W. Mrozowski

      Z tego co widzę, to cytryna, pomarańcz, malina, jakiś mix owocowy, mięta.