Jacob ‚Stitch’ Duran: „Dając zawodnikom jedną rundę więcej.”

08 Lipiec 2010
1
Jacob ‚Stitch’ Duran: „Dając zawodnikom jedną rundę więcej.”

Denerwują was goście myjący szyby na skrzyżowaniach? Mnie też, ale zdążyłem znaleźć na nich kilka wymyślnych sposobów. Czemu o nich wspominam? Dlatego, że przy okazji oglądania kolejnego UFC, znowu go zobaczyłem. O kim mowa?
Jacob ‚Stitch’ Duran, cutman UFC, odpowiada za retusz ran powstałych w trakcie pojedynku w tempie iście ekspresowym. Porównałem go bezczelnie do tych gości ze skrzyżowania wyłącznie dlatego, że on również ma półtorej minuty na doprowadzenie wszystkiego do porządku. Do dnia dzisiejszego jestem bardzo dumny z tego wywiadu. Enjoy!

(red. Artykuł napisałem dawno temu dla gazety „Sztuki Walki” i udało mi się go odkopać specjalnie dla Was)

Przy okazji UFC 93 w Dublinie udało nam się zamienić parę słów z osobą, o której śmiało można powiedzieć, że ma sporo ludzkiej krwi na swoich rękach. To Jacob „Stitch” Duran, najważniejszy lekarz ringowy UFC. Pomaga zawodnikom przetrwać kolejną rundę, minimalizując efekty krwotoków, opuchlizny, rozcięć itp.

Jacob, czy zgodzisz się na szybki wywiad dla polskich fanów MMA?
– Nie ma problemu. Zobaczysz, jak łatwo się ze mną współpracuje.

Zgodnie ze sloganem reklamowym Twojego sponsora, który głosi „dając zawodnikom jedną rundę więcej” („Giving the fighters One More Round”), czy jesteś zadowolony z faktu, że być może to dzięki Tobie zawodnik wygrał walkę?
– O tak, bez wątpienia. To jeden z elementów naszej pracy, by dać zawodnikom możliwość walki w kolejnej rundzie. Wraz z pozostałymi osobami w narożniku możemy ocalić walkę zawodników, co w rzeczywistości przekłada się na dodatkowe pieniądze z wygranej walki. Pracuję nie tylko w MMA, ale również w boksie. Myślę, że „odwalamy” kawał porządnej roboty.


foto: Josh Hedges

Nie ma szkoły uczącej tego, czym się zajmujesz. Skąd w takim razie masz wiedzę niezbędną do wykonywania Twojego zawodu?
– Nie uczyłem się tego na żadnych kursach. Niestety, nie miałem również nikogo, kto mógłby uczyć tak młodego cutmana, jak robić to, czym się zajmuję. To stare podejście, mówiące: „Pier*** się, musisz się tego nauczyć samemu. Swoją wiedzę zabieram ze sobą do grobu”. Nigdy nie uważałem, że ta filozofia jest fair i dlatego postanowiłem szerzyć wiedzę na ten temat, np. wydając DVD instruktażowe „Giving the fighters One More Round”, w którym pokazałem podstawy nauczenia się tego fachu, a nawet kilka porad trenerskich, tj. techniki bandażowania rąk przed walką czy podstawy opatrywania ran, a także jak zająć się rozcięciami i opuchlizną. Stara szkoła odchodzi w niepamięć, ja natomiast reprezentuję nowe podejście do tego fachu. Jeżeli chcesz żeby ten sport się rozwijał, żeby zawodnicy czuli się coraz bardziej bezpieczni, musisz uczyć ludzi, jak to robić. Trenerzy uczą zawodników, jak być lepszym w walce, ale nikt nie pokazuje, jak się nimi zająć po walce. Na tym właśnie polega moja rola.

Jaki jest według Ciebie najgorszy rodzaj kontuzji, z którym musisz się zmagać, wybierając spośród rozcięć skóry twarzy, krwawień, opuchlizny?
– Myślę, że najgorsze są rozcięcia, ale musimy pamiętać, że jest wiele różnych rozcięć. Szczególnie te powyżej oka, w których krew dostaje się do niego, co bardzo utrudnia walkę zawodnikowi, a my musimy przywrócić mu tą zdolność. Jedną z rzeczy, którą my cutmani musimy zrobić, to zapewnić uczciwą przewagę zawodnikowi, żeby ten mógł wygrać. Tego typu rany właśnie uważam za najgorsze.

Jakiego rodzaju wyposażenie musisz mieć podczas pełnienia swoich obowiązków?
– Najważniejsza jest wazelina. Rozsmarowujemy ją na twarzy i tylko na niej. To ważne szczególnie w MMA. Teoria mówi, że uderzenia jakby prześlizgują się po skórze i w ten sposób minimalizuje się ryzyko rozcięcia twarzy. Mamy również coś, aby powstrzymać narastającą opuchliznę. To kawałek metalu, który trzymamy w lodzie. Działa jak kompres, którym wywieramy bezpośredni nacisk na opuchliznę, powstałą na wskutek podskórnego krwawienia, które po prostu próbuje wydostać się na zewnątrz. Oczywiście zawsze mam przy sobie również mokry ręcznik i pewne medykamenty, których używamy. Te z kolei są obecnie kontrolowane i z góry określone przez komisje lekarskie.

< center>
foto: Naoki Fukuda

Na pewno nie każdego stać na wynajęcie kogoś, kto mógłby zapewnić mu profesjonalną opiekę w czasie walki. Co w takim razie proponujesz amatorom, których nie stać na opłacenie własnego cutmana?
– Tego typu medykamenty można głównie zdobyć na receptę. To jedna z rzeczy, którą musisz się zająć samemu lub po prostu skorzystać z pomocy lekarza, z którym współpracujesz. Część jest jednak dostępna w aptekach bez recepty. Zadałeś dobre pytanie. Dla amatora bez fachowej pomocy najlepszym przyjacielem w przypadku rozcięć będzie po prostu bezpośredni ucisk w miejscu rozcięcia. Może się tym zająć trener lub twój sparring partner lub też inna osoba, którą wybrałeś do pomocy w swoim narożniku. Przede wszystkim musisz zrozumieć jak pracuje krew i pomóc jej zakrzepnąć w możliwie jak najkrótszym czasie. Szczególnie, jeżeli nie masz dostępnych medykamentów, wtedy zwykły ucisk jest najbardziej pożądany. W naturze ludzkiego organizmu leży również to, że posiada własne procesy wspomagające leczenie ran. Ale możesz im dopomóc na przykład zimnym kompresem, to działa naprawdę skutecznie.

Zgodnie z tym, co powiedziałeś, całą wiedzę, którą posiadasz, nabyłeś poprzez własne doświadczenie. Słyszałem teorię o tym, że medykamenty, których używacie, to ciężko skrywane sekrety ich właścicieli.
– To po prostu kolejny mit. Tego rodzaju sportom walki, jak boks czy MMA, towarzyszy sporo mitów i w tym, co robię, nie ma żadnej tajemnicy. To właśnie czyniło weteranów w moim fachu jeszcze ważniejszymi. W rzeczywistości chodzi o właściwe zachowania. Musisz wiedzieć, jak zająć się rozcięciami i rozpoznać, z jakim rodzajem jego masz do czynienia. A także mieć pojęcie, gdzie są naczynia krwionośne i jaki ucisk zastosować na nie oraz jak używać odpowiednich lekarstw we właściwym momencie. To edukacja, w tym cała rzecz. Nie ma większych sekretów, reszta to po prostu jeden wielki mit.

Jaka jest według Ciebie zasadnicza różnica pomiędzy ranami w boksie a MMA? Głównym czynnikiem, który ma na to wpływ są oczywiście rękawice: w boksie 10, 12 lub więcej uncji, a w MMA zwykle 4 lub 6.
– Tak, ale myślę, że te cztery uncje zwykle nie czynią aż tak wielkiej różnicy, możesz w to wierzyć lub nie. Po pierwsze, w MMA nie ma tak wielkiego kontaktu bokserskiego. Jeśli jednak ktoś specjalizuje się w uderzeniach łokciem, to gwarantuje mi sporo pracy. Podobnie jest z uderzeniami kolanem. Oczywiście należy również wspomnieć o sytuacji, w której zawodnicy walczą w parterze i głowa jednego z nich oparta jest na płótnie maty/podłogi, a drugi używa technik „ground & pound” (uderzenia z góry na leżącego przeciwnika). Wtedy głowa nie ma możliwości poruszania się i siła otrzymywanych uderzeń jest zwielokrotniona. Podtrzymuję jednak, że łokcie i kolana są na pierwszym miejscu.


foto: Naoki Fukuda

Opowiedz mi Twoją historię z UFC. Jakie były jej początki?
– To świetna historia. Dana White znałem od wielu lat, jednak był okres, w którym nie widzieliśmy się około roku. Po tym czasie wpadliśmy na siebie na gali K-1 w Belaggio, były uściski i zapytania: „Jak się masz?”, „Co porabiasz?”. Dana poprosił mnie o wizytówkę, dałem mu ją, żeby utrzymywać stały kontakt. Już następnego dnia zadzwonił do mnie i powiedział: „Kupiliśmy organizację UFC, czy byłbyś zainteresowany, by zostać jednym z dwóch głównych cutmanów, stojących po przeciwnych stronach oktagonu?”. Ułamek sekundy i powiedziałem: „Tak”. Współpraca z Dana White, jego wiara w to, co robię jako cutman i to, że przyjął mnie do załogi, to było naprawdę dobre, strategiczne posunięcie. Wiele ludzi nie zdaje sobie nawet sprawy, co się stało i co w ten sposób uczynił dla rozwoju MMA. Dana powiedział: „Zminimalizujmy możliwe urazy zawodników, kontrolujmy ich trochę z pomocą dwóch profesjonalnych cutmanów, po dwóch stronach oktagonu”. To był świetny plan, który jak widać działa! Trzeba bowiem wiedzieć, że każdy ze stanów w USA rządzi się odrębnymi prawami i sankcjami. Trzeba było przekonać do MMA i UFC każdą komisję z osobna. A to można było osiągnąć między innymi zwiększając bezpieczeństwo zawodników.

Widać, że pracy z reguły nie brakuje, kiedy zawodnicy walczą w oktagonie. Powiedz mi, czy oczekując na swój moment, ekscytujesz się walką jak zwykły widz czy może mówisz: „O nie, znów czeka mnie sporo roboty”?
– Pasują obie z tych opcji. Zawsze żartujemy między sobą, czy nawet rywalizujemy ze sobą na zdrowych warunkach. Ja pracuję nad rozcięciami swojego zawodnika, drugi cutman pracuje nad swoimi, próbując na koniec zobaczyć, kto wykonał swoje obowiązki lepiej. Mamy masę zabawy, kiedy to robimy, będąc jednocześnie cały czas skoncentrowanym na twarzy zawodnika. To moja praca, więc muszę obserwować swojego fightera.

Podziel się ze znajomymi
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  

Waszym zdaniem

avatar
 
Photo and Image Files
 
 
 
Audio and Video Files
 
 
 
Other File Types
 
 
 
1 Comment threads
0 Thread replies
0 Followers
 
Most reacted comment
Hottest comment thread
0 Comment authors
Tips&Tricks: „Cutman – prolog” | Newsy MMA, BJJ, Muay Thai, Boks, Zapasy. Wiadomości UFC, K-1, Grappling. Recent comment authors
  Subscribe  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o