Maciej Jewtuszko: ‚Priorytet to walczyć za oceanem.’

08 Lipiec 2010
1
Maciej Jewtuszko: ‚Priorytet to walczyć za oceanem.’

Ostatnie rewelacje apropo występu naszego dobrego znajomego, Macieja ‚Irokeza’ Jewtuszko w amerykańskiej organizacji WEC, skłoniły mnie do odkopania zaległego wywiadu sprzed około 2 tygodni. Jestem go winny Wam, Maciejowi i samemu sobie.

Wobec tego, na początek zacznijmy od życzeń urodzinowych.
Hmm… dla kogo?

Dla mnie…
(śmiech) zdrówka, szczęścia i radości. Żeby wasz portal charczał na całym świecie.

Dziękuję, dziękuję. Ale dość prywaty. Od twojej ostatniej walki minął niecały miesiąc (między Iron Fist 2 i BOTE 2). Obaj zawodnicy byli bardzo doświadczeni. Przedostatni przeciwnik (Erikas Petraitis) stoczył z tobą pechową dla niego 20-tą walkę, a Edvardas Norkeliunas przekroczył liczbę 30-tu zawodowych walk. Obu zawodników łączy to, że pochodzą z Litwy i chyba wkrótce uznają cię tam wrogiem publicznym numer 1.
Kto wie, może nazwą mnie „myśliwym litwinów” (tj. Sakuraba ‚The Gracie Hunter’). Ciężko powiedzieć czy wrogiem publicznym, po prostu tak wyszło. Nie wybieram sobie przeciwników, to organizator ich wybiera.

Co wobec tego z występami za oceanem? Prosiłeś nas o przemilczenie tego faktu a tymczasem większość polskich portali już trąbi o tym wszem i wobec.
Jest małe zainteresowanie, w tym tygodniu wszystko powinno się wyjaśnić czy będę walczył za oceanem, czy też będę się musiał jeszcze pomęczyć na innych galach. Więcej nic nie powiem, bo po prostu czekam na odpowiedź od pewnej osoby.

Wracając do twojej sobotniej walki na Beast of the East, opowiedz nam jeszcze raz o swoich ukrytych kontuzjach o których nie wiedział nikt.
Nie wiedział nikt to może za mało powiedziane. Wiedzieli koledzy z klubu, wiedział trener. Ta walka była tak istotna dla mnie, że podjąłem wyzwanie i musiałem walczyć. Kontuzje trapią mnie od dawna. Obie walki w których walczyłem, miałem w nich tą samą kontuzję. Mam strasznie rozbitą prawą rękę. Coś nie tak z torebką stawową, ciągle mi wypada. Coś tam się dzieje nie tak, powinienem odpuścić. Lekarz i wszyscy w około powtarzali mi żebym odpoczął. Jednak dostałem ogromną szansę, musiałem zawalczyć dobrze jeszcze 2 walki a następne prawdopodobnie będą już za oceanem. Dlatego właśnie postanowiłem się poświęcić, zacisnąć zęby i walczyć pomimo bólu.
Miałem jeszcze rozbitą stopę i trochę kłopotów z jednym kolanem. Ale to już taki sport, że zawodnicy wchodzą na ring z kontuzjami. Gdzieś wcześniej na treningu przeważnie łapie się już jakieś kontuzje. Akurat nazbierało mi się ich trochę po drodze, jednak nie łatwo przegonić mnie od moich marzeń. (śmiech)

Rozumiem więc, że dałeś przeciwnikowi nieco fory walcząc jedną ręką i jedną ręką?
Uderzałem również tą chorą stroną, lecz nie sprawiało mi to zbyt dużej przyjemności. Nie były to zbyt silne ciosy, walczyłem bardziej zachowawczo. Dlatego walka wyglądała tak jak wyglądała. Starałem się sprowadzić przeciwnika do parteru i szukać poddania.

Od początku taki był właśnie ‚gameplan’?
Dokładnie, wiedziałem że nie mogę pokazać w pełni tego co potrafię w stójce. Dlatego postanowiłem pochodzić z nim po ringu, zobaczyć jak się będzie z nim boksowało, czy w ogóle dam radę i czy ręka będzie mi sprawiała problemy. W stójce chyba nawet nie wyprowadziłem żadnego ciosu. Może jeden krótki, ponieważ bałem się wyprostować rękę. W parterze kilka razy nią uderzyłem i później żałowałem, bo bolało.

Byłem przed walką na BOTE w twojej szatni, którą dzieliłeś z Damianem Grabowskim. Widziałem tam dwie zupełnie inne osobowości. Przez cały czas byłeś bardzo zrelaksowany, żartowałeś sobie z kolegami, podczas gdy Damian był niezwykle skupiony czy nawet poddenerwowany. Czy wynika to bardziej ze stylu bycia czy może z rangi walki?
Taki już jestem, lubię to robić. Stres jaki zawsze jest przed walką musi być, jakaś delikatna niepewność. Ale czym mam się stresować? Sparuję z takimi chłopakami jak Michał Parcheta, Michał Materla, Sztanga i inni. Czego mam się bać? Ćwiczę z jednymi z najlepszych w Polsce, moim zdaniem nawet i w Europie. Dlatego nie bałem się, potraktowałem to jak sparing. Na sparingach dostaję mocniej wpie***l, brzydko mówiąc.

Był moment, kiedy wpadłeś poważnie w duszenie trójkątne. To były dwie próby Norkeliunasa.
Dokładnie dwie i druga była bardziej udana. Na szczęście wyszedłem z tego. W pierwszej próbie nie było żadnego duszenia, po prostu byłem w niekomfortowej sytuacji i nie mogłem się ruszać. Bałem się w ogóle ruszać ręką, ponieważ mógł założyć mi wtedy jakąś dźwignię. W ogóle zaskoczył mnie przeciwnik, że ma tak dobrą gardę.

Później Litwin próbował jeszcze przejść do dźwigni na łokieć.
Tak tak, jednak nie wiedział że mam duże przeprosty i tam nic by nie było.

Pewnie chciałbyś komuś podziękować za te przeprosty?
(śmiech) Panu Bogu, który dał takie przeprosty.

… i kolegom z klubu, bo pewnie oni są autorami tych przeprostów.
No tak, kilku próbowało wyżywać się na tych rękach.

Jeżeli dostałbyś się do jakiejś dużej organizacji w USA, to nad czym popracowałbyś najmocniej?
Zdecydowanie zapasy, starałbym się również pokazać to co lubię, czyli dużo i celnie uderzać. Tak, żeby podobało się kibicom i żeby organizatorzy to kupili.

Wiem, że Beast of the East bardzo mocno zamierza wejść do Polski, mają kilka projektów gotowych do zrealizowania. Zainteresowane jest tobą od dawna również KSW. Na horyzoncie pojawiła się również opcja walki na zachodzie. Z trojga, którą opcję wybierzesz?
Nie ma się co oszukiwać. Dla mnie priorytetem jest walczyć za oceanem. Wszyscy czekamy na ten jeden telefon ‚co dalej’.
Jeżeli chodzi o zarobki w BOTE, organizator bardzo dobrze płaci i nie można narzekać. Poza tym zapewnia bardzo komfortowe warunki. Można się z nim dobrze dogadać.

Tradycyjnie, na koniec walki a nawet i przed walką, dałeś show w typowy dla siebie sposób. Jesteś cennym nabytkiem dla organizatorów. Poza tym bardzo mocno było widać, żeby było sporo fanów z twojego otoczenia.
Tak, owszem byli. Chłopaki przyjechali kibicować dla mnie i dla Michała Fijałki. Jeżdżą za nami z gali na galę, kibicują nam nieustannie. Cieszę się, że są tacy ludzie. Są z nami, kibicują nam, krzyczą. Oni również mają wkład w naszą karierę.

Chciałbyś na koniec komuś podziękować?
Chciałbym podziękować sponsorom: sklepowi Takedown.pl, Stoprocent, Manto, Pitbull, Alsecco, Milden a także Rafałowi Borusiukowi, wszystkim chłopakom którzy pomagali mi w przygotowaniach, trenerowi Bagińskiemu oraz rodzinie.

Dziękuję również za wywiad.

Podziel się ze znajomymi
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  

Waszym zdaniem

avatar
 
Photo and Image Files
 
 
 
Audio and Video Files
 
 
 
Other File Types
 
 
 
1 Comment threads
0 Thread replies
0 Followers
 
Most reacted comment
Hottest comment thread
1 Comment authors
Kajzer Recent comment authors
  Subscribe  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
Kajzer
Użytkownik
Kajzer
Offline

Zastanawiałem się właśnie, jak Maciek radzi sobie zapaśniczo, bo do tej pory nie miał okazji pokazać się z tej strony. Najważniejsze, że zdaje sobie sprawę ze swoich słabszych stron i ma zaamiar uzupełniać luki, jestem dobrej myśli. Pamiętam Maćka jeszcze z zawodów Submission Fighting. Nie wygrywał, ale zawsze dawał efektowne walki, ma chłopak temperament;)