Skąd bierze się frustracja Nicka Diaza?

31 Październik 2011
Skąd bierze się frustracja Nicka Diaza?

Jaki jest Nick Diaz, widzimy wszyscy. Jednak oprócz rzucających się w oczy niesamowitych umiejętności, ogromnych pokładów agresji i specyficznego sposobu bycia, Nick ma też nieco inną twarz. Jest po prostu nieszczęśliwym człowiekiem, albo po prostu przy okazji wielkich wydarzeń bardzo łatwo daje ponieść się emocjom. Łamie mu się głos, odwraca twarz od rozmówców i mówi dosłownie za siebie, cały czas podkreśla jak bardzo jest niedoceniany i jak ciężkie jest jego życie. W tym poście poznacie historię wszystkich wybryków Nicka i parę cytatów, które wskazują co tak naprawdę powoduje jego niezadowolenie, problemy z marihuaną i kontrolą emocji. Zrobicie źle, jeśli zignorujecie wypowiedzi Nicka. Wzbudziły wiele śmiechu, ale też zawstydzenia na ostatniej konferencji prasowej.

Historia Nicka

Nick nie kryje tego, że wychował się w ciężkich warunkach. Nie było przy nim biologicznego ojca, był wyrzucany ze szkół, w których odznaczał się pozytywnie tylko w jeden sposób – wygrywał zawody pływackie. Jako dziecko był gnębiony w szkole, dlatego postanowił zapisać się na sztuki walki, by jakoś się z tym uporać. Udał się do szkoły Cesar Gracie Jiu-Jitsu, gdzie trenował BJJ osiągając sukcesy w dywizjach purpurowych i brązowych pasów, aż do otrzymania czarnego pasa w 2007 r. Oprócz tego trenował w międzyczasie sambo i boks.


Where I come from, people like that get slapped – do 00:40

Nick Diaz zaistniał szerzej w MMA po spektakularnym zwycięstwie przez nokaut nad Robbie Lawlerem. Będąc underdogiem przegonił go po klatce we wszystkie strony, by ostatecznie pozbawić przytomności jednym uderzeniem. W trakcie jego kariery było jednak parę wpadek z marihuaną, które podkopywały jego dobre imię w sporcie. Tak też było po niesamowitym zwycięstwie gogoplatą nad Takanori Gomim na PRIDE 33, kiedy test pokazał pozytywny wynik. Diaz handlował też środkowym palcem na lewo i prawo, pokazując go przy kilku okazjach Frankowi Shamrockowi, Jasonowi Millerowi i wielu innym. Pomimo regularnego występowania w main eventach Strikeforce, Diaz nieustannie powtarzał, że zarabia za mało pieniędzy i jest najbardziej przetrenowanym, niedopłaconym i niedocenianym zawodnikiem w MMA. Nie da się ukryć, że od 2006 r. przegrał tylko raz – z K.J. Noonsem przez rozcięcie, oczywiście oburzając się na widok tego, że walka została zatrzymana i K.J. jest noszony na rękach przez swoją drużynę. Nie zmienia to faktu, że była to jedna z niewielu walk, gdzie Diaz musiał ulec czyimś umiejętnościom bokserskim – wyłapał kilka mocnych uderzeń, a nawet zaliczył dwa knockdowny. Poniżej jedno z wydarzeń, które doprowadziły do rewanżu – czyli Nick Diaz i słynne „Don’t be scared homie„, a także rozdawanie „fucków” na prawo i lewo.


Don’t be scared, homie! – czyli Nick Diaz nie pierwszy i nie ostatni raz kradnie cały show

Nie był to pierwszy i ostatni brawl w wykonaniu Nicka Diaza. Po zepsuciu dekoracji K.J. Noonsa zaatakował Jasona „Mayhema” Millera za to, że zrobił dokładnie to samo względem Jake’a Shieldsa, który świętował swoje wielkie zwycięstwo nad Danem Hendersonem. Był tym, który uderzył pierwszy, ale jak później tłumaczył w wywiadach „nie pamięta, co się stało”. Miller skomentował to w następujący sposób:

Kochałem Nicka Diaza tak, jak kochałem prezydenta Busha. Jest tak głupi, że aż uroczy, ale tylko do momentu, kiedy zaczyna wpływać na twoje życie. (…) Bycie gangsterem nie jest cool, mam nadzieję, że społeczeństwo się z tego otrząśnie.


Where is my rematch buddy? – śmiertelny wróg Nicka Diaza zakłóca fetę po zwycięstwie Cesar Gracie Jiu-Jitsu

Ostatnie wydarzenia pokazują, że problemy Nicka tylko się pogłębiły. Facet zobowiązał się do pojawiania na konferencjach prasowych, a nie tylko tego nie zrobił, ale wpadł na urodziny syna Cesara Gracie, włamując się tylnimi drzwiami, robiąc awanturę. Pomimo wielu sygnałów od fanów, wciąż powtarza, że wszyscy są przeciwko niemu, pomimo zapewnień Dany, że Nick dostał mnóstwo pieniędzy, cały czas powtarza, że jest niedopłacony. Przejdźmy do tego, co najciekawsze, a więc przyczyn tego stanu rzeczy.

Lęk społeczny, a może zazdrość Nicka?

Pewną teorię na temat problemów Nicka ma Cesar Gracie, najbliższy Nickowi po jego bracie człowiek, który tak tłumaczył go po ostatnich nieobecnościach na konferencjach promujących walkę z Georgesem St. Pierre:

Nick cierpi na lęk społeczny. Nie lubi być daleko od domu, nie czuje się dobrze w otoczeniu innych ludzi. Ma głęboko zakorzenioną fobię społeczną, potrzebuje z tym profesjonalnej pomocy, myślę, że to właśnie dlatego pali marihuanę. To moja opinia amatora.

Najlepiej przyczyny nieszczęścia Diaza oddaje jego monolog z ostatniej konferencji prasowej. Słysząc go, wszyscy wybuchali śmiechem, dopóki nie zdali sobie sprawy, że Nick jest śmiertelnie poważny. Myślę, że każdy z Was, kto nie wychowywał się pod kloszem, jakoś to zrozumie.

Wysiłek, który wkładam ja i mój team w przygotowania, nie jest odpowiednio rekompensowany. Ciężko jest znaleźć sparringpartnerów, ciężko jest ich odpowiednio opłacić. Jestem niedopłacony, moi sparringpartnerzy są niedopłaceni. Szanuję GSP jako fightera, to jest wzór dla wszystkich. Też chciałbym taki być, ale niestety nigdy nie znalazłem się w takiej pozycji. Nie miałem wsparcia, by być takim, nie było za mną odpowiednich ludzi, którzy popchnęliby mnie w tym kierunku. (…) Teraz widzicie, muszę wychodzić w ten sposób, żeby dostawać walki. Muszę być złym kolesiem, zróbcie teraz ze mnie złego kolesia, pokazujcie mnie wszyscy palcami. A ja dostałem swoją walkę!

Zapytany przez Karyn Bryant, czemu czuje, że musi być złym kolesiem, mając tylu wiernych fanów, Nick odpowiada:

Tylko tak dostanę swoją walkę. Ludzie chcą zobaczyć jak dostanę lanie, to wychodzę i czekam na to lanie. Jestem gotów, dostanę lanie, wezmę moją kasę, wrócę do domu i wszyscy będą zadowoleni.

A teraz najważniejsze, zapytany o szczegóły tego niedopłacenia jego i jego znajomych Nick odpowiada naprawdę szokującym monologiem:

Może w tym sporcie nie ma dość pieniędzy? Mayweather dostaje 25 milionów dolarów za walkę, a nie potrafi obronić się przed wejściem w nogi. Ja muszę iść do szkoły, by nauczyć się tego gówna. Pracuję ciężko, studiuję każdy aspekt walki i wiem, że gdybym dostawał choć małą część tego, wszyscy w moim otoczeniu byliby zadowoleni. (…) Walczę co trzy miesiące odkąd mam 17 lat, raz miałem przerwę pół roku i poczułem, że to jest to. Nigdy nie odmówiłem walki, pokażcie mi kogoś, kto robił tak samo. Nigdy nie wyjeżdżałem z pieprzeniem o jakichś kontuzjach, byłem kontuzjowany chyba przy wszystkich moich walkach, nawet przy tej. (…) Mógłbym wycofać się z wielu różnych powodów, boli mnie kolano, ojej, bolą mnie ścięgna, mam te same problemy, człowieku. Chodzę biegać codziennie rano po moim sąsiedztwie, od „złego” sąsiedztwa do „dobrego”. Biegam przy tych wszystkich wielkich domach, z ogromnymi podwórkami, wszędzie mają fontanny, mają specjalne tarasy do pikników, baseny, wszystkie te bajery, a potem zataczam już moje koło i wracam do mojego sąsiedztwa, gdzie mój samochód jest okradany, koleś przed moim domem szuka petów, bo może moi przyjaciele jakieś zostawili. Wiecie co, to jest absurdalne…

Dana White, na wpół rozbawiony, na wpół wściekły odpowiedział, że nie wie ile kosztują domy w okolicy Nicka, ale na pewno stać go na przeprowadzkę. Nick odpowiedział na to:

Jak mam kupić sobie dom, jak cały czas trenuję? Zacząłem trenować jiu-jitsu jak miałem 16 lat. Wyrzucili mnie z kilku szkół i poświęciłem się temu w 100% i wiedziałem, że mogę pobić każdego. Więc zrobiłem wszystko żeby tak się stało. Gdybym miał sekundę żeby się nad czymś zastanowić, to kto wie? Teraz wszyscy się śmieją, jakbym mówił coś śmiesznego, ale to nie jest śmieszne. Ja nie wycofałem się z walki tak, jak zrobił to Georges, który teraz może wywalić na coś trochę pieniędzy. Niestety to nie jest sytuacja, w której się znalazłem. Ludzie mówią, że unikam prasy, ale dlaczego nikt nie przyjdzie tego sprawdzić? Nikogo jeszcze nie pobliśmy.

Nick nabroił sporo w swoim życiu, a to pewnie dopiero początek. Należy mu się jednak ogromny szacunek za konsekwencję, z którą idzie do przodu, pomijając już nawet jego wielkie osiągnięcia sportowe. Jako fan mam nadzieję, że uda mu się bez większych problemów dotrzeć do walki z GSP i dać Kanadyjczykowi najważniejszy sprawdzian w jego karierze.

Wychowujemy się w świecie, gdzie ludziom wciska się nieustanny kit. Ludzie na reklamach są uśmiechnięci, piękni i bogaci, a na filmach wszystko przychodzi łatwo i przyjemnie. Wyobrażam sobie, jak mały, brzydki Nick wracał do domu i oglądał uśmiechnięte dzieci, które robią swoje „Super Sweet Sixteen”, podczas gdy on kolejny raz wstydził się wyjść do szkoły, bo więksi koledzy się na nim wyżywali, a jego samego nie było stać na modne ubrania. Wygląda na to, że Nick do dziś nie otrząsnął się z tego zderzenia z rzeczywistością, które zgotowała mu młodość. Nie dajmy się zwariować, a zwłaszcza u nas, gdzie zarobki są wschodnie, a ceny zachodnie…

Komentarze

  • Drogi Franciszku. Zapewniam Cię, że jaranie jointów niczyjego dobrego imienia nie podkopuje. 😀

  • HadHod

    Dobry artykuł. W sumie nic nowego się nie dowiedziałem, ale bardzo dobre podsumowanie. Jestem coraz bardziej za Nick’iem w walce vs. GSP.

  • F. Georgiew

    Boruta, niby tak, ale no contest, to no contest, a za 10 lat mało kto będzie pamiętał, z czego on wynikał. To tak, jak z pierwszą porażką Fedora – niby nic, a jednak zepsuło mu potęęężny winning streak. No i Internet trochę się na Diazie wyżywa – pothead, smoking idiot itd.

    HadHod: cieszę się, że się podobał. Diaz vs. GSP to będzie walka, z której rezultatu nie będę mógł być zadowolony, bo na pewno przegra ktoś, kogo lubi.

  • Tomek

    Franek, bardzo dobry artykuł. Czekam na GSP Diaz i wierzę, że to będzie bardzo dobra walka. Pozdrawiam

  • TD

    Nick toczy we własnej głowie znacznie większe wojny niż w ringu. Bez tego jednak nie byłby tym kim jest i nie osiągnąłby tego co osiągnął. Pytanie, co by się z nim stało, gdyby wyciągnąć go z tej „fobii społecznej”?

  • Artur

    Artykuł doskonały.
    Co do samego Diaza to postacią lustro jest jego brat, wychowywany w podobnych warunkach, robiący tak skrajnie inne wrażenie. Obaj są pracowici, dążą do celu. W moim przekonaniu Nick jest zwyczajnie głupi. To jak się wypowiada, jakich udziela wywiadów jakie prezentuje podejście. Jest dorosły a jego słowo jest niewiele warte, umawia się i nie przychodzi. Straszy dziennikarzy, jest zwykłym chamem.
    Nie demonizowałbym sytuacji z dzieciństwa. Sytuacje są tak skrajnie różne, często ludzie z dobrych domów wyrastają na byle co i równie często bywa odwrotnie. Jest to stanowczo zbyt łatwe wyjaśnienie.

  • a.

    Czasami można zajarać. Na pewno to lepsze niż dać bańkę, zrobić dym, a następnego dnia udawać, w nic się nie stało.

  • F. Georgiew

    Najśmieszniejsze jest to, że gdyby Diaz zachowywał się 50% lepiej, byłby o wiele gorzej traktowany, a tak urósł do rangi ikony. Ale nie przeszkadza mi to, bo widzę, że on naprawdę ma problemy psychiczne i mentalność, której po prostu nie zwalczy. Akcpetuję go takim, jakim jest i nawet mnie trochę wzrusza, jak opowiada o tych domach z fontannami 😉

  • W zasadzie to i teraz mało kto pamięta, ale NC to żaden minus. Tzn minus w sensie braku jednego zwycięstwa w rekordzie, ale to nie to samo co porażka. Z drugiej strony dla tych nielicznych co pamietają, to jest to jak najbatrdziej na plus – wygrać będąc na środkach antydopingujacych. 😀