Tito Ortiz planuje ostatnią walkę z Forrestem Griffinem lub Chuckiem Liddellem

04 Styczeń 2012
1
Tito Ortiz planuje ostatnią walkę z Forrestem Griffinem lub Chuckiem Liddellem

Swego czasu uwielbiałem oglądać Tito Ortiza w akcji. W pamięci utkwiły mi przede wszystkim jego elektryzujące wejścia do oktagonu, motywy z koszulkami po walce i legendarne: „I’m Tito Ortiz and I’m staying here for a long long time!” („Jestem Tito Ortiz i zostaję tu na bardzo bardzo długo”)

Siłą rzeczy, naturalna selekcja wymusza na fighterach ustąpienie miejsca młodszym, bardziej rządnym krwi, zawodnikom. Tito miał za sobą wzloty i upadki a później kolejne i kolejne. Zanim jednak zejdzie ze sceny, planuje zakończyć karierę z hukiem.

„Po walce z Rodrigo Nogueirą, wiecie że zostałem trafiony w korpus. Nie miałem złamanych żeber. Miałem trochę bruzd a serce bolało mnie bardziej niż moje ciało, ale to jedna z tych rzeczy kiedy jesteś fighterem. Wiecie, kilka wygranych, kilka przegranych, ważne że mogę odejść ze świadomością, że czegoś się nauczyłem z danej sytuacji. W lipcu, mam nadzieję czwartego, będę miał swoją ostatnią walkę i po tym koniec. To wszystko, czas odejść. Wiecie, Forrest lub, każdy chciałby to zobaczyć, Chuck Liddell. Zobaczymy co Lorenzo i Dana będą mieli do zaoferowania i co będą chcieli z tym zrobić. Usiądę z nimi w następnym tygodniu i zobaczymy. Zróbmy walkę, moją ostatnią walkę i zróbmy ją tak żeby była zapamiętana.”

Wygrana czy przegrana, jest tylko jeden, prawdziwy Bad Boy z Huntington w Kalifornii.

Podziel się ze znajomymi
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  

Waszym zdaniem

avatar
 
Photo and Image Files
 
 
 
Audio and Video Files
 
 
 
Other File Types
 
 
 
1 Comment threads
0 Thread replies
0 Followers
 
Most reacted comment
Hottest comment thread
1 Comment authors
Paweł Recent comment authors
  Subscribe  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
Paweł
Gość
Paweł
Offline

Mam tylko nadzieję, że Forrestowi nie przyjdzie przypadkiem do głowy pomysł, żeby też zakończyć karierę walką z Tito… Oby odnalazł motywację ponownie. 🙂

Za Ortizem nigdy szczególnie nie przepadałem, ale jak był w formie… to był z niego prawdziwy Bad Boy.