The Ultimate Fighter 15 – duże zmiany i podsumowanie eliminacji

autor:
10 Marzec 2012
The Ultimate Fighter 15 – duże zmiany i podsumowanie eliminacji

Zgodnie z wcześniejszymi zapowiedziami nowy sezon TUFa będzie pokazywał piątkowe walki na żywo, dodając im dodatkowego dreszczyku emocji. Jednak to nie wszystkie zmiany – już po pierwszych kilku minutach oglądania show z pewnością zauważycie, że poza salą treningową ze starego programu nie zostało tam praktycznie nic. Do nowej otoczki trzeba się przyzwyczaić, a jeśli chcecie się przygotować psychicznie, zapraszam do środka posta.

Już od samego początku widać duże zmiany. Brakuje wyrazistego intro z sezonów ze Spike TV, tak naprawdę nie wiedziałem do końca czy to już właściwy odcinek, czy jakaś zapowiedź w telewizji, że zaraz się zacznie. Jeśli będziecie dziś oglądać TUFa nie zrażajcie się z samego początku – ciśnienie rośnie niemal do samego końca i bardzo szkoda, że niektóre walki nie odbyły się wcześniej.

Sama oprawa jest dość chaotyczna – brakuje tych dźwiękowych „zapychaczy”, które sprawiają, że wszystko łączy się w spójną całość. Jednak podczas zwykłego show, które będzie zawierać fragmenty wydarzeń z całego tygodnia na pewno będzie z tym o wiele lepiej – kto wie, może nowości przebiją to, co znaliśmy ze Spike TV.

Fani ponownie zagłosują na koniec sezonu kto wygrał bonusy po 25.000$ za nokaut, poddanie i walkę sezonu. Do tego zwycięzca programu i walki Cruz vs. Faber dostanie dostosowanego do swoich potrzeb i gustu Harleya.

Ogromną zmianą, która od razu wgniata w fotel jest fakt, że walki miały jedynie po pięć minut i były transmitowane na żywo. Było to spore ryzyko ze strony UFC, ponieważ nie mogli operować napięciem i wycinać takich fragmentów jak walki, w których zawodnicy przeleżeli z niedopiętą dobrze techniką kilka minut. Jednak poza samą końcówką (do obejrzenia ostatnich czterech walk niestety trochę się zmuszałem) oglądało się to bardzo dobrze, duży wpływ miało na pewno wypłacanie bonusów po 5.000$ dla osób, które kończyły walki przed czasem. Nie zmienia to faktu, że wprawne oko i ludzie stawiający jedynie na aspekt sportowy na pewno są zawiedzeni, że część naprawdę solidnych fighterów nie zdołała przez jeden błąd pod koniec rundy dostać się do właściwego show.

Pojawiły się też krótkie przedstawienia nowych zawodników przed walkami, bardzo fajny pomysł, choć i tak nie zapamiętałem póki co wielu z nich. Każdy próbuje się pokazać z jakiejś charakterystycznej strony, ale co ciekawe większość z tych, która faktycznie powiedziała coś oryginalnego wypadła z tego sezonu. Myślę, że Dana był trochę zawiedziony, że odpadło kilka osób, które mogłyby wprowadzić do tego sezonu naprawdę gorącą amtosferę.

Moją uwagę zwróciły te walki i ci zawodnicy:
Cristiano Marcello – z tego, co pamiętam jest to czwarty dan brazylijskiego jiu-jitsu, walczył z czarnym pasem pod Eddiem Bravo i niemal od razu zdobył dosiad, skąd nie oddał już pola ani o krok. Pokazał nietypowe, ale skuteczne ground and pound, no i jest jakimś wspomnieniem Ricksona Gracie, pod którym zresztą trenował – stójka robota i proste jiu-jitsu. Nie wróżę mu zwycięstwa w sezonie, myślę, że odpadnie w którymś momencie przez odsłonięcie szczęki, ale zdecydowanie będę wyczekiwał jego walk.
Sam Sicilia – jeden z najszybszych nokautów w historii TUFa, co prawda nie można powiedzieć wiele o umiejętnościach Sama, ale sposób w jaki obniżył poziom i zadał celne, potężne uderzenie jest godny uwagi. Do tego wyeliminował w ten sposób solidnego Erina Beacha, który miał być swego czasu przeciwnikiem Macieja Górskiego na MMA Attack.
Vinc Pichel – świetny parter, nowoczesny, dynamiczny, nie bał się tej płaszczyzny pomimo pięciu minut na zakończenie walki.
Michael Chiesa – pewny siebie, dobra kontrola zza pleców i nie brakowało mu swobody ruchu, w tym odcinku było naprawdę sporo bardzo spiętych fighterów.
Justin Lawrence – niezależnie od tego czy trenował dotychczas kickboxing, karate czy taekwondo będzie znany do końca sezonu jako „karate guy”. Niesamowicie potrafił wykorzystać impet ciała po obrotowych kopnięciach, pokazał świetne side kicki i pomimo tego, że poczuł krew zdecydował się na sprowadzenie przeciwnika, czym zmusił go do panicznej ucieczki – a tam nabierał tylko jeszcze większego impetu, by wyprowadzać swoje uderzenia. Niestety walka została zatrzymana nieco za późno, co Dana skwitował krótko, cedząc przez zęby „45 minute Mazagatti”
Daron Cruickshank – połączenie tradycyjnej stójki z dobrymi zapasami, także nie wróżę mu zwycięstwa, ale zdecydowanie będzie liczącym się zawodnikiem i może przy dobrych zestawieniach dostać się aż do finału.
– Weafer vs. Ogle – dla mnie była to chora walka, którą jako sędzia chyba przerwałbym w momencie, kiedy trójkąt po raz kolejny zszedł na plecy Ogle’a. Cztery minuty leżenia i trzymania trójkąta, którym wiadomo, że się nie zadusi, ale może sędziowie docenią, no i nie przejdzie do bocznej.

Ogólne wrażenie, które mógł odnieść nowy widz programu i potencjalny nowy fan MMA powinno być dość dobre. Co prawda walki wyglądały nieco jak mordobicie i poza kilkoma wyjątkami nie zobaczyliśmy ani wyrafinowanej stójki, ani specjalnie efektownego parteru, ale ciężko wymagać od ludzi, na których została nałożona taka presja, by przez pięć minut skupiali się na czymś innym niż desperackim szukaniu nokautu, skończenia czy uznania sędziów. Myślę, że dużo wyjaśnią pierwsze „normalne” walki, a póki co czekam z niecierpliwością na pierwszy odcinek TUFa po wczorajszych eliminacjach.

Całość do zobaczenia chociażby na mma-core.

Komentarze