Zmartwychwstanie Iana McCalla

autor:
11 Marzec 2012
Zmartwychwstanie Iana McCalla

Historie zawodników MMA często bywają przesiąknięte różnego rodzaju dramatami, życiowymi zakrętami, zdarzają się „amerykańskie sny”. Wertując zagraniczne media napotkałem ciekawą historię, którą postanowiłem się z Wami podzielić. Owa opowieść to przykład klasycznego zagubienia w życiu, upadku, zakończonego tytułowym zmartwychwstaniem. Poznajcie historię Iana McCalla.

Ian McCall od zawsze był talentem pierwszej miary. Niesamowicie szybki, świetne zapasy, dobry boks, eksplozywność godna pozazdroszczenia. Miał jedną słabość ? lubił narkotyki. One też go lubiły, toteż często cieszyli się swoim towarzystwem. McCall w swoim uzależnieniu był tak głęboko, że brał ciężkie używki do tygodnia przed walką i dopiero wtedy je odstawiał, tylko po to, żeby przejść test antydopingowy. Jak przyznaje tydzień był czysty, reszta czasu to nieustanna impreza. Zrobił tak przed swoją drugą walką w nieistniejącej już organizacji WEC. Był wtedy faworytem w starciu z Charlie?im Valencią w wadze koguciej. Niestety dla niego dragi i balangi nie pozwoliły na solidne przygotowanie – został poddany gilotyną w pierwszej rundzie.

Szczerze to w momencie, gdy byłem w WEC było bardzo źle. Myślałem, że jestem gwiazdą rocka. Kompletnie się zatraciłem. Byłem czysty tylko na czas walki, a później był powrót do imprez.

Pewnego razu McCall przedawkował mieszankę oksykodonu, xanaxu, GHB i trawki, w efekcie czego wylądował w szpitalu i obudził się po dwóch dniach. Miał już wtedy za sobą trzy walki w WEC, w tym przegrane starcie z Dominickiem Cruzem o pas wagi koguciej, był rozpoznawalnym zawodnikiem. Nie pochodził ze złego domu, nie miał ciężkiej sytuacji życiowej. Oto jak tłumaczy początek uzależnienia.

Sam w to wszedłem. Wydawało mi się, że będzie niezła zabawa, że będzie to coś w czym się odnajdę. Myślę, że zadawałem się ze złymi ludźmi, ale to tylko moja wina. Spróbowałem tego życia, polubiłem je.

I nagle pewnego dnia McCall doznał olśnienia i wydoroślał. No może nie do końca – pomogło w tym realne ryzyko więzienia w wymiarze od 3 do 5 lat. Sąd odstąpił od wykonania kary pod warunkiem detoksu i leczenia uzależnienia. Ponadto powrót do trzeźwości wymogła ciąża ówczesnej dziewczyny Shay, a obecnie jego żony.

Mam teraz tak wiele powodów, by znów nie spieprzyć życia – moją rodzinę, moją żonę, moją córkę, moją karierę. Są rzeczy, których nie mogę teraz roztrwonić.

Ian poszedł na odwyk i zamienił uzależnienie od narkotyków na uzależnienie od MMA. Chciał odzyskać swoją karierę. Milowy krok uczynił w 2011 roku, kiedy to pokonał lidera rankingów wagi muszej na świecie Jussiera da Silvę. Był to jego debiut w tej kategorii i debiut w organizacji Tachi Palace Fights, która dała mu drugie życie w MMA. Był wtedy skreślany w oczach ekspertów, którzy znali jego wcześniejsze zamiłowanie do narkotyków. Tak mówi o tamtej walce:

Byłem gościem, który walczył w WEC, a oni mówili, że on się spokojnie po mnie przejedzie. Ale ja na sali byłem już zupełnie innym człowiekiem, wiedziałem, że mogę go pokonać. To była najważniejsza walka w mojej dotychczasowej karierze, mój powrót.

Występy w TPF zwróciły uwagę włodarzy UFC, którzy zakontraktowali McCalla jak tylko zadecydowali o włączeniu dywizji muszej do UFC. Został wstawiony do czteroosobowego turnieju wagi muszej. W opinii wielu wygrał w starciu z Demetriuosem Johnsonem, jednak ostateczny werdykt okazał się remisowy. Ten półfinał zostanie powtórzony, a na jego zwycięzcę czeka już Joseph Benavidez i pojedynek o tytuł mistrza UFC.

Historia jakich wiele: nałóg, upadek, sięgnięcie dna, odwyk, odkupienie i droga na szczyt. McCall sporo przeszedł, musi cały czas pracować nad sobą, bo ma teraz jeszcze więcej do stracenia. Na koniec jeszcze kilka słów głównego bohatera opowieści:

Zawsze chciałem się wyrwać z mojego dawnego życia. Zawsze była we mnie cząstka, która wciąż próbowała, próbowała i próbowała i w końcu jej się to udało. Jeśli masz odpowiednią motywację i nastawienie psychiczne możesz wszystko. Dla mnie motywacją jest moja żona i córka. Nie wpadnę już nigdy do tej dziury. Nie mogę ich zawieść. Są całym moim światem.

Komentarze