II Amatorski Puchar KSW – podsumowanie

autor:
09 Lipiec 2012
II Amatorski Puchar KSW – podsumowanie


kolejne podsumowanie, kolejna super fotka Marcina

Mniejsze wydarzenia mają to do siebie, że nie poczujesz ich klimatu, czytając wyniki w internecie, czy oglądając kilka walk na youtube. Właśnie dlatego z pomocą przychodzi Wam ten krótki tekst zilustrowany paroma fajnymi zdjęciami Bigosa, które razem postarają się oddać atmosferę i poziom sportowy II Amatorskiego Pucharu KSW.

Hotel Manor i obóz KSW
Aby zadziałać na Waszą wyobraźnię, najpierw muszę zobrazować Wam miejsce, w którym obyła się się druga edycja tego turnieju. Odbywało się to pod Olsztynem, w hotelu Manor, który trzymał bardzo wysoki poziom jak na miejsce obozu sportowego. Pewnie niejeden z Was był już na jakimś obozie w pokojach z rozpadającymi się szafkami, zagrzybionymi przysznicami – nic z tych rzeczy. Manor, choć w pewien sposób na siłę emanował przepychem, mieszając na ciasnej przestrzeni kręcone schody, fontanny, marmury, dywany i inne, na pewno pozwolił spędzić czas obozu bardzo komfortowo.

Same zawody, odbywały się w namiocie, w którym normalnie miały miejsce obozowe treningi. Co prawda widzieliśmy tylko dwa z nich, ale miałem bardzo pozytywne odczucia. Na obozie KSW masz możliwość trenowania ulubionych technik czołowych zawodników polskiego MMA, ale też codziennie wieczorem na otwartej macie porozmawiania z nimi i przećwiczenia swoich słabych punktów, powtórzenia materiału czy skonsultowania z nimi swoich wątpliwości. Nie odniosłem wrażenie, by obóz miał jakiś hardkorowy klimat, wręcz przeciwnie, jednak na pewno można się zmęczyć i wątpię żeby ktoś był w ogóle w stanie trenować trzy razy dziennie w takim upale przez pełny czas trwania obozu.

Do tego na miejscu była pełna opieka medyczna, poczynając od zabiegów fizjoterapeutycznych za symboliczne 10zł aż po porady treningowe Michała Garnysa i pozostałych członków obozowej kadry. I choć z początku trochę zniechęcała mnie cena, to po tym, co widziałem, spokojnie mogę polecić Wam wyjazd na kolejną edycję. Co więcej, aby dodać temu więcej autentyczności, wstępnie planuję wyjazd na kolejny letni obóz (nie lubię jeździć na nartach).


Poziom sportowy zawodów
Za kulisami obyłem parę luźnych rozmów o poziomie sportowym pucharu i spotkałem się z mieszanymi odczuciami. Niektórzy uważali, że poziom jest niski, wskazując na bardzo nietechniczną stójkę zawodników, słabe defensywne zapasy i wpadanie bez zastanowienia w poddania. Inni wskazywali na to, że zawody wyłoniły kilka wyróżniających się postaci. Prawda leżała gdzieś pośrodku. Zawody były amatorskie, więc służą zdobywaniu doświadczenia. Nie można narzekać, że ktoś jest wyraźnie jednopłaszczyznowy, albo dał się zastraszyć lub zdominować, bał się uderzać. Wyciągnie wnioski i wróci silniejszy. A i tak nie brakowało gości, którzy kopali obrotówki, pokazywali fajny tajski klincz, czy kończyli rywali w parterze.

Zapasy:
W mojej opinii ciężko mówić o defensywnych zapasach w sytuacji, gdy pole walki jest bardzo ograniczone i nie masz za plecami lin ringu czy siatki octagonu. Faktycznie zawodnicy dawali wywracać się dość łatwo, ale z drugiej strony było kilku zawodników z bardzo solidnymi zapasami i dlatego mogło to tak wyglądać. Miłym zaskoczeniem było to, że juniorzy dość odważnie atakowali nogi rywali, nie bali się zaryzykować szybkiej zmiany poziomu na niższy i zazwyczaj owocowało to zwycięstwem dzięki przytrzymaniu przeciwnika na ziemi i zapunktowania ground and pound na korpus. Inna sprawa, że przez cały turniej nie widziałem chyba żadnej judockiej techniki poza nieudaną uchimatą w jednej z walk seniorów. Nie twierdzę, że judo jest nieodłączną częścią MMA, ale budzi we mnie pewnego rodzaju smutek fakt, że ta szlachetna sztuka została z polskiego rynku MMA niemalże wyparta. Do tego jeszcze jedno spostrzeżenie na temat zapaśniczego klinczu, który praktycznie na tych zawodach nie istniał. Zawodnicy po sklinczowaniu przewracali się niemal od razu, nie dysponowali też technikami na tę konkretną sytuację. Ale biorąc pod uwagę w jak niewielu miejscach można podszkolić swoje zapasy, nie będąc zainteresowanym czystą formą tego sportu, wcale mnie to nie dziwi.

Jiu-jitsu:
Akapit wyżej pochwaliłem juniorów za ofensywne zapasy, jednak nie można powiedzieć tego samego o ich defensywnym jiu-jitsu. Po udanych sprowadzeniach bardzo często – pomimo świadomości założonego na głowie, utrudniającego ruch kasku – wpadali oni w trójkąty z gardy w dość „głupi” sposób i nawet nie próbowali ucieczki z tej techniki. Ta technika najbardziej rzucała się w oczy, ale był też problem z utrzymaniem dosiadu czy pleców i młodzi zawodnicy dość łatwo odzyskiwali gardę. Najbardziej dominującą pozycją zawodów wydawała się być półgarda i to ona przyniosła najwięcej zwycięstw. To właśnie tam zawodnik z góry utrzymywał rywala w niekomfortowej pozycji i punktował go długo uderzeniami.

Stójka:
Wśród juniorów było kilku wyróżniających się zawodników, jednak dotyczyło to głównie samego klinczu i kopnięć. Także wśród seniorów ciężko byłoby powiedzieć, że ktoś wyróżnił się boksersko – większość efektownych technik wywodziła się z muay thai i kickboxingu. Nie mówię, że brakowało ciężko uderzających zawodników, niektórzy wyprowadzali fajne kombinacje, które docierały celu, ale typowych bokserów na tym turnieju nie widziałem. Inna sprawa, że wymiany w stójce nie były zbyt długie i tak naprawdę najbardziej efektowne akcje (poza chyba dwoma nokautami) miały charakter zapaśniczy.

Wyróżniający się zawodnicy
Zdecydowanie najbardziej efektownie walczący zawodnicy turnieju to Valid Isaev i Maciej Michalczuk, którzy stanęli na podium w kategorii -67kg seniorów. Obydwaj są zawodnikami, dla których mógłbym rozważyć wyjazd na mniejszą galę, nawet jeśli nie kalkulowałoby mi się to czasowo i finansowo. Obydwaj stylem przypominają nieco Anzora Azhieva – duża eksplozywność, agresywne wymiany w stójce, latające kolana i przede wszystkim bardzo solidne zapasy. Zresztą w ogóle ta kategoria wydawała się być najlepiej obsadzoną ze wszystkich. Innym solidnym zawodnikiem wydawali się być zwycięzcy kategorii -96 i 96+ seniorów, Kamil Zieliński i Robert Maruszak. Jeśli podkręciliby nieco tempo swojej kariery, mogliby stanąć do ringu chociażby z Kamilem Walusiem, chyba że ten po ostatnich miesiącach ciężkich treningów i rozwoju pod okiem Jurasa pokaże się z bardzo dobrej strony na KSW 20 i przestanie go obejmować jakikolwiek „okres ochronny” w postaci walk z celebrytami.

Oprócz tego było sporo zaciętych zawodników w średnich wagach, ale ilość i długość walk sprawia, że nie mieli okazji zapaść widzom naprawdę w pamięci. Wielu z nich spokojnie powinno powalczyć jak najwięcej do końca roku i w 2013 próbować swoich sił w zawodowym MMA, zaczynając od mniejszych gal i zmierzając ku większym celom.

Podsumowując, zobaczyliśmy zawody w stylu ALMMA, tyle że bardziej nagłośnione medialnie i gromadzące więcej znanych twarzy. Poziom był dość nierówny, zawodnicy mają nad czym pracować, ale było kilka wyróżniających się osób, nie widziałem też kogoś, kto nie dawałby z siebie wszystkiego czy nie zostawił serca na macie. Jeśli Wam się podobało, to KSW szykuje w przyszłości więcej edycji, a ALMMA organizuje je stosunkowo często w różnych częściach Polski. Warto też wziąć pod uwagę obozy KSW, które wydają się być dobrym rozwiązaniem dla tych, którzy chcą spędzić wolny czas w dobrej atmosferze i popracować nad całokształtem swojego MMA pod okiem rozpoznawalnych zawodników i trenerów.

Komentarze

  • El Hombre

    Bardzo dobra inicjatywa 🙂