Amerykanie piszą książki, czyli „Mike Dolce: Living Lean”

autor:
07 Październik 2012
9
Amerykanie piszą książki, czyli „Mike Dolce: Living Lean”

Nie ma w świecie MMA drugiego tak znanego eksperta od spraw żywieniowych i treningu jak Mike Dolce. Ciężko byłoby zliczyć fighterów, którzy pojawiali się na ważeniach w koszulkach „Dolce Diet”. Był to jeden z głównych powodów, dla których sięgnąłem po „Living Lean” jego autorstwa, żeby sprawdzić co proponuje Mike Dolce swoim czytelnikom.

Oczekiwania

Biorąc pod uwagę dobre recenzje na Amazonie, duże nazwisko autora i to, jak zachwalany jest przez zawodników UFC, moje oczekiwania były bardzo wysokie. Nie spodziewałem się żadnej rewolucji, bo nauka już dawno pokazała co działa, a co nie. Zdecydowanie chciałem jednak zobaczyć życiowe rozwiązania, które ułatwią wprowadzenie tych działających zmian do codziennego harmonogramu i jadłospisu, a także podbudowania dobrych nawyków żywieniowych. No i choć uważam, że kulturystyka przyniosła wiele dobrego jeśli chodzi o wiedzę żywieniową i treningową, miałem nadzieję, że dostanę produkt, który odrzuci z mentalności kulturystycznej wszystko to, co nieprzydatne dla zawodnika MMA.

Pierwsze wrażenia

Pierwsze, co mnie zaskoczyło, to fakt, jak szybko przechodzę przez kolejne rozdziały. Nic dziwnego, mają one góra po kilka stron i składają się 2-3 zdaniowych zlepek, oddzielonych naprawdę sporymi interliniami. Rozumiem ten zabieg, służący przyciąganiu uwagi nowoczesnego czytelnika, ale problem w tym, że pierwsza 1/3 książki, nie wniosła NIC do mojego życia. Interesująca, ale sprowadzona do banału biografia Mike’a raczej do niczego mi się nie przyda, a pierwsze porady co do tego jak zabrać się do prowadzenia zdrowszego trybu życia polegały na tym, że po prostu duże nazwisko mówi ci, że masz to zrobić. I tyle.

Rozdział 7, czyli rozkręcamy się z konkretami

Podstawowa zasada diety Dolce’a to porzucenie liczenia kalorii na rzecz skupienia się na jedzeniu odpowiednich rzeczy. Twierdzi on – całkowicie słusznie – że nie sposób utrzymać się ścisłych rygorystycznych planów diety i treningu w zarobionym życiu. Poznaliście to na pewno na własnej skórze. W książce niestety nie oferuje on wiele więcej, o czym za chwilę.

Początkiem skutecznego działania w tym kierunku jest zrobienie listy zakupów i kupowanie rzeczy tylko i wyłącznie z tej listy. Możecie się domyślać, jakiego rodzaju produkty się na niej znajdują – owoce, warzywa, zwierzęce i roślinne źródła białka, zdrowe tłuszcze i trochę nabiału. Sam pomysł jest bardzo dobry, ale opisany w kilkunastu zdaniach nie uwzględnia wielu życiowych okoliczności, choć Dolce przecież to obiecywał. Co z innymi domownikami, przygotowującymi obiady „po swojemu”? Co z dostępnością tych produktów? Co z cenami i koniecznością oszczędzania? Tutaj nie proponuje żadnych rozwiązań, zakładając, że każdy może dzień w dzień znaleźć i zapłacić za szereg owoców, warzyw, dobre mięso, masło orzechowe i olej kokosowy.

Następnie Dolce przechodzi do pokazania przykładowych posiłków na konkretne pory dnia. Oznacza je w taki sposób, by cztery grupy czytelników wiedziały, czy są dla nich odpowiednie – są to sportowcy, ludzie zorientowani na zdrowe żywienie, weganie i ci, którzy unikają w diecie glutenu. Nie zobaczycie tu nic, czego wcześniej byście nie wiedzieli, choć na pewno przykładowy rozkład posiłków czy pomysły na ich skomponowanie mogą być pomocne, jeśli nie macie wypracowanych swoich metod. Jeśli jesteście zwolennikami wegańskiej lub bezglutenowej diety, także możecie na tym skorzystać.

Przepisy

Następnych paręnaście stron poświęconych jest konkretnym przepisom. Nie są one zbyt skomplikowane, ale cierpią na jedną poważną wadę, tak jak zresztą większość tych na stronach ze zdrową żywnością. Zgromadzenie składników, które są do nich potrzebne, może być problematyczne. Wiele tych produktów jest dostępnych tylko w sklepach dla zwolenników partii zielonych, a nawet tam możemy mieć problem z ich skompletowaniem. W najgorszym wypadku skończycie tak, jak ja – mieszając chaotycznie zdrowe produkty w różnych wariantach, nie oglądając się specjalnie na warianty smakowe. I znowu, chciałbym napisać coś więcej na ten temat, ale po prostu nic więcej tam nie pada. Dolce zakłada, że zmienisz dotychczasowe nawyki, wprowadzając jego gotowe, dość orientalne jak na polskie warunki przepisy.

Ćwiczenia

Tutaj niestety powtórka. Wiele ćwiczeń ma skomplikowane angielskie nazwy, do tego wymaga różnego rodzaju hantli, bosu, łańcuchów, drążków. Z drugiej strony mamy ćwiczenia kompletnie trywialne, kiedy hucznie na dwie strony rozpisany jest minuta po minucie najzwyczajniejszy w świecie trening interwałowy. Zero wskazówek jak dopasować trening do swoich potrzeb. Tej klasy specjalista nie powinien sugerować ludziom, że trening z książki i na podstawie 1-2 zdjęć każdego ćwiczenia świetnie się sprawdzi dla ich potrzeb.

I to koniec?…

Tak, to koniec. Wielka czcionka, krótkie akapity i duże przerwy między nimi, trochę przepisów i ćwiczeń oraz dwie-trzy podstawowe zasady i dotarliśmy do końca.

Próbuję zrozumieć do kogo adresowana jest ta książka. Osoby początkujące nie dostaną tu ani słowa o tym dlaczego mają działać w ten sposób, a także zostaną przytłoczone ogromną zmianą, jaką postuluje wbrew początkowym zapewnieniom Dolce. Dodatkowo książka nie porusza ogromnej liczby ważnych kwestii, takich jak kwestia posiłków okołotreningowych, mechanizmu budowy mięśni i spalania tkanki tłuszczowej. Jeśli zaś chodzi o osoby o bardziej zaawansowanej wiedzy, to nie dowiedzą się tutaj one zupełnie nic nowego.

Jeśli nie macie żadnych szablonów działania jeśli chodzi o jedzenie, to możecie skorzystać na przeczytaniu tej książki. Ale nie tylko Jednak na rynku jest multum lepszych pozycji, które rozjaśnią Wam co, jak i kiedy jeść. A książkę Mike’a Dolce można było zamknąć w trzech zdaniach:
„Jedz tylko nieprzetworzone, naturalne produkty, niezależnie od tego, co proponują ci i co leży w sklepach. Na siłowni ćwicz poniżej ośmiu powtórzeń w serii na siłę, poniżej dwunastu na budowanie mięśnia, powyżej dwunastu na dynamikę i wytrzymałość mięśniową. Kup moją książkę „3 weeks to shredded”. Naprawdę, nic poza tym się z „Living lean” nie dowiecie.

„3 weeks to shredded” przeczytam jutro, jeśli nie będzie tam nic rewolucyjnego, to daruję sobie recenzję. Na pewno poinformuję Was jednak, gdy trafię na jakąś wartościową pozycję, a jeśli będzie taka potrzeba, mogę Was odesłać do tego, co już przeczytałem. Dajcie tylko znać w odpowiednim czasie, na jaki temat wiedza Was interesuje i jakie macie cele życiowe i treningowe.

Podziel się ze znajomymi
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  

Waszym zdaniem

avatar
 
Photo and Image Files
 
 
 
Audio and Video Files
 
 
 
Other File Types
 
 
 
9 Comment threads
0 Thread replies
0 Followers
 
Most reacted comment
Hottest comment thread
5 Comment authors
F. GeorgiewixOskarYeriBlade Recent comment authors
  Subscribe  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
ix
Gość
ix
Offline

Swoja droga, wglebiales sie Franek w trening poprawiajacy dynamike? Polecisz cos? Doradzisz?

Oskar
Użytkownik
Oskar
Offline

Franek, nie wierzę, że kupiłeś tę książkę. Mike Dolce wydaje mi się bardzo podejrzany. Przecież, dietetyków szczególnie w USA jest od groma. I czemu niby on jest taki super. Ja pamiętam jaką dietą się chwalił gry pracował z Vitorem – smażony chleb z jajkiem na oliwie. To nawet smaczna rzecz, ale max tłusta – każdy może sam to spróbować w domu. Na pewno nie nadaje się dla wyczynowego sportowca. Chyba ciekawsze są pomysły dietetyka Rondy – cotygodniowa zmiana jadłospisu, żeby nie wpaść w monotonię itd. Kiedyś o tym mówiła w wywiadzie. Biorąc pod uwagę figurę i kondycję Rondy to działa… Czytaj więcej »

Yeri
Gość
Yeri
Offline

Spasiba tawarisz Frank.

Blade
Gość
Blade
Offline

Podzielam zdanie IX’a.

ix
Gość
ix
Offline

To i ja dodam dwa slowa 🙂

Franek widac ze wkladasz w ten portal serce, twoje newsy czyta sie z ogromna przyjemnoscia i nawet kiedy jest zastoj z newsami potrafisz wyciagnac z kapelusza cos takiego jak ow news ktory spelnia wszystkie moje oczekiwania z nawiazka. Powoli zanikaja ci trema i nerwy podczas wywiadow co rowniez idzie zauwazyc. Czysta przyjemnosc, wielkie dzieki. Pozdrawiam!

Blade
Gość
Blade
Offline

Ciężko się nie zgodzić z tymi podstawowymi założeniami. Dla mnie to oczywiste, lecz nie od zawsze tak było. W gazetach typu Mens Health piszą czasami, że biały ryż jest lepszy od brązowego, białe pieczywo jest dobre na masę itd itp… oczywiście w następnym numerze mogą wszystkiemu zaprzeczyć, ale można mieć ostry mętlik w głowie, gdy oferują Ci muesli jako super-zdrowy i pożywny produkt, pomyśleć że kiedyś ufałem tym bzdurom.
Mike Dolce oferuje dietę w produkty nieprzetworzone i to jest najlepsze z możliwych rozwiązań.