Mike Kyle: „Nie mogę uwierzyć, że nie jestem faworytem w walce z Mousasim.”

25 Grudzień 2012
Mike Kyle: „Nie mogę uwierzyć, że nie jestem faworytem w walce z Mousasim.”

Jego ostatni pojedynek z Rafaelem Cavalcante przebiegł w dość skandalicznej atmosferze, po tym jak u jego rywala wykryto nielegalny doping. Szczęście w nieszczęściu, bo przegrana przez poddanie, została zamieniona później przez Komisję Stanową na „no contest”.

Teraz, Mike Kyle (19-8-1-2NC) będzie miał szansę zapisać się w kartach historii na ostatniej gali Strikeforce, stając na przeciwko fenomenalnego Gegarda Mousasiego (32-3-2), który aktualnie ma równo roczną przerwę od startów na zawodowym ringu i patrząc wstecz, nie przegrał od kwietnia 2010 roku. Mimo to, Amerykanin nie może uwierzyć, że w nadchodzącym starciu postrzega się go na z góry straconej pozycji.

Nie widzę, żeby Mousasi pokonał mnie w którejkolwiek płaszczyźnie i nie mogę uwierzyć, że ludzie stawiają go ponad mnie. Zamierzam udowodnić, że jestem topowym zawodnikiem, kiedy wszystko będzie już powiedziane i zrobione.

Idąc dalej, Kyle najwyraźniej nie odrobił zadania domowego. Stwierdził bowiem:

Mousasi to dobry fighter, ale z kim on walczył? Walczył z Ovince St-Preux przez całe trzy rundy, to była jego najcięższa walka. Walczył z Babalu, który był na końcu jego kariery, więc nie walczył z nikim naprawdę ciężkim.

Patrząc jednak na długa listę pojedynków, nie trudno dostrzec, że Amerykanin pominął takie nazwiska, jak: Jardine, Lawal, Sokoudjou, Hunt, Souza, Manhoef, Cyborg, Kang, Lombard, Gono i wielu innych.

Dalej nie było lepiej.

Pokonał mnóstwo tych małych, japońskich zawodników, ale nie pokonał nikogo znanego. Jego najcięższa walka to ta z King Mo a Mousasi cały czas leżał tylko na plecach i wciągał go w gardę, więc tak naprawdę nie widzieliśmy go nigdy jak otrzymuje porządne uderzenie.
Sokoudjou jest ekscytującym zawodnikiem, ale każdy wie, że on po dwóch minutach nie ma już energii. Wszyscy wiedzą, że bym go zniszczył, więc uważam, że powinienem otrzymać większy kredyt zaufania.

Choć Mike Kyle został na tonącym okręcie do samego końca, nie ukrywa, że jego celem jest pierwsza liga.

To było moje marzenie, odkąd zszedłem do 205 funtów, aby wrócić do UFC. Żeby to osiągnąć, muszę przejść przez Mousasiego i kontynuować obraną drogę. Myślę, że jak mi się to uda, będzie to wielki krok do zostania czołowym zawodnikiem.

Komentarze