Mocno subiektywne podsumowanie The Ultimate Fighter „Smashes”: Australia vs. UK

autor:
12 Grudzień 2012
0
Mocno subiektywne podsumowanie The Ultimate Fighter „Smashes”: Australia vs. UK

Wczoraj znęcałem się nad szesnastą edycją show The Ultimate Fighter, więc dziś kolej na australijsko-brytyjską odsłonę programu, której podtytuł nosił nazwę „Smashes”. Jeśli jesteście ciekawi moich przemyśleń na temat tego programu, zapraszam do środka.

Trenerzy

Już przy ogłaszaniu nazwisk trenerów pojawił się u mnie mały niesmak. Wiadomo, że głównie Bisping dźwiga ciężar popularyzacji MMA w Wielkiej Brytanii (no i jeszcze Dan Hardy), a w Australii to już kompletna posucha, jeżeli chodzi o głośne nazwiska. Tak więc dostaliśmy Rossa Pearsona, który ostatnio prezentuje się bardzo przeciętnie (w pięciu ostatnich walkach wygrał dwa razy) oraz George’a Sotiropulosa, który w UFC błysnął wprawdzie poddaniem Joe Luazona, ale ostatnio ma dwie porażki z rzędu, w tym soczysty nokaut z rąk Rafaela dos Anjosa. Przysłowiowego szału nie było, ale to chyba jedyne rozsądne zestawienie na linii UK vs. Australia.

Jak ta dwójka pokazała się w programie? Sotiropulos był wyrazisty jak smak szpitalnego jedzenia. Więcej charyzmy miał mój nauczyciel WF-u w podstawówce. Gdy Pearson i jego podopieczni robili sobie żarty z niego żarty, Sotiropulos nie umiał w mojej ocenie właściwie zareagować, był nieco zbyt stonowany (ostrzej pisząc: flegmatyczny) jak na potrzeby takiego programu. Nieco lepiej wypadł Brytyjczyk, który był żywszą postacią, bardziej zabawną. Co do sztabów skompletowanych przez obu trenerów, to ciężko mi się wypowiedzieć – dla mnie to niezbyt znane postacie. Jako ciekawostkę należy wspomnieć o Deanie Amasingerze z teamu UK, który swego czasu został znokutowany przez Macieja Jewtuszko. Jego obecność poddaje w lekką wątpliwość poziom profesjonalizmu trenerów.

Starcie trenerów na gali finałowej może być bardzo wyrównane. Chyba nieco więcej atutów ma Pearson – jest lepszy boksersko, z nie najgorszymi zapasami defensywnymi, ogólnie to bardziej przekrojowy zawodnik. Myślę, że Sotiropulos będzie mu zagrażał jedynie wysokimi umiejętnościami grapplerskimi.

Zawodnicy

Tutaj było nieco lepiej niż w przypadku edycji amerykańskiej. Zwłaszcza Brytyjczycy prezentowali się całkiem solidnie – myślę, że niektórzy na poziomie undercardów UFC. Do finału wagi lekkiej awansowała dwójka Wyspiarzy: Norman Parke (16-2) i Colin Fletcher (8-1). W pamięć zapadł zwłaszcza ten drugi, który jest niezwykle barwną postacią (tutaj dowód). Nie raz szydził z Sotiroplusa, wydurniał się i robił dziwne rzeczy, które stonowanych Australijczyków wprawiały w osłupienie. Jeśli chodzi o apsekt sportowy to ma całkiem niezłą stójkę i potrafi wykorzystywać swój spory zasięg. Parke ma całkiem solidne zapasy i kontrolę z góry. W finale wagi półśredniej zobaczymy Anglika Brada Scotta (8-1) oraz Australijczyka Roberta Whittakera (9-2). Scott wygrywał swojego pojedynki niezłym przygotowaniem atletycznym, zaś Whittaker zaprezentował kilka ciekawych kombinacji ze swojego backgroundu karate.

Inni zawodnicy raczej nie zwrócili mojej uwagi, więcej spodziewałem się na pewno po Luke’u Newmanie, który na co dzień trenuje w American Top Team. Być może szanse w UFC wywalczy Mike Wilkinson. Oczywiście niewykluczone, że Dana White zdecyduje się zwerbować więcej TUF-owców, ale to raczej z konieczności upychania kart UFC w UK i w Australii miejscowymi zawodnikami, a nie z uwagi na ich umiejętności.

Ogólne wrażenie

Na pewno oceniam tą edycję lepiej aniżeli wersję amerykańską (aczkolwiek w porównaniu do TUF: Brasil wypada blado). W domu było weselej m.in. za sprawą wspomnianego wyżej Fletchera. Walki nie porywały, ale było kilka skończeń i interesujących momentów. Nie ma się jednak co oszukiwać – nikt z uczestników UFC nie zwojuje. Powiem więcej – raczej nikt nawet nie „powącha” main cardu PPV. Będą doskonałym uzupełnieniem gal w Europie i na Antypodach, ale na nic więcej nie liczmy. I tak na koniec – pojedynki związane z TUF-em na weekendowym finale na pewno przyćmi walka Rousimar Palhares vs. Hector Lombard. To dla mnie prawdziwy main event tej gali.

Reasumując, „Smashes” nie było żadnym powiewem świeżości jak to było w przypadku edycji brazylijskiej – rywalizacja państw w TUF-ie już była (USA vs. UK podczas TUF 9). Oficjele Zuffy muszą albo gruntownie zreformować formułę programu albo zawiesić na jakiś czas dalsze edycje. Prawda jest taka, że największe talenty na rynku są przechwytywane od razu do UFC i nie potrzebują przetarcia w takim show. Wystarczy prześledzić dalsze losy niedawnych TUF-owców by ekspresowo dojść do wniosku, że byli to zawodnicy mocno przeciętni lub po prostu słabi. Z ciekawości zobaczę co mają do zaoferowania Jones i Sonnen w edycji nr 17, ale mimo tych postaci fajerwerków się nie spodziewam.

Podziel się ze znajomymi
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  

Waszym zdaniem

Dodaj komentarz

avatar
 
Photo and Image Files
 
 
 
Audio and Video Files
 
 
 
Other File Types
 
 
 
  Subscribe  
Powiadom o