Mocno subiektywne podsumowanie TUF 16: Team Carwin vs. Team Nelson

autor:
11 Grudzień 2012
Mocno subiektywne podsumowanie TUF 16: Team Carwin vs. Team Nelson

Już w najbliższy weekend poznamy zwycięzców szesnastej edycji The Ultimate Fightera oraz australijsko-brytyjskiej odsłony tego show o roboczym tytule TUF Smashes. Chyba jako jedyny z redakcji obejrzałem wszystkie odcinki (choć nie było lekko) i wyrobiłem sobie opinię na temat obu TUF-ów. W pierwszej odsłonie moich tuf-owych podsumowań pod nóż idzie TUF 16: Team Carwin vs. Team Nelson.

Trenerzy

Sporo obiecywałem sobie po tej edycji. Darzyłem (niestety czas przeszły) sporą sympatią osobę Roy’a Nelsona i byłem niezmiernie ciekawy jak poradzi sobie w roli trenera, zwłaszcza jak będzie kształtował przygotowanie fizyczne zawodników i płaszczyznę parterową. Niestety w trakcie programu okazało się Nelson ma do zaoferowania bardzo niewiele, podejmował niezrozumiałe decyzje taktyczne, nie potrafił narzucić rozsądnego reżimu treningowego, co w pewnym momencie krytykowali nawet jego podopieczni. Jego sposób trenowania można przyrównać do jego wyglądu i sposobu walki – niechlujny. W wywiadach Helwani’ego sprawiał zawsze wrażenie zabawnego człowieka z dużym dystansem do siebie, w TUF-ie zaś pokazał się jako człowiek, któremu wszystko jest obojętne, a momentami zachowywał się jakby nie rozumiał reguł MMA. Na swój zespół wpływał destruktywnie.

Na drugim biegunie należy postawić Shane’a Carwina. Skompletował on bardzo kompetentny sztab (m.in. Trevor Witmann, Nate Marquardt i Pat Barry) i do programu podszedł bardzo rzeczowo. W swoim teamie zbudował fajną atmosferę, był bardzo chwalony przez zawodników, nie wzbudzał kontrowersji, jego sztab dobierał właściwe gameplany. Ponadto tryskał entuzjazmem i zniszczył Nelsona podczas zawodów lekkoatletycznych, których stawką było bodajże 10 000$. Zdecydowanie jego postawa zasługuje na plus. Niestety kontuzja wyeliminowała go ze starcia trenerów na gali TUF Finale i w jego zastępstwie wystąpi Matt Mitrione. Śmiem zaryzykować stwierdzenie, że zdrowy Carwin zrobiłby sobie z Nelsona worek treningowy jak uczynił to ostatnimi czasy Fabricio Werdum.

Zawodnicy

Potencjał ludzki zebrany w programie nie powalił. Do finału awansowali sparingparnter i przyjaciel Rory’ego Macdonalda – Mike Ricci (7-2) oraz mający za sobą epizod w M-1 Colton Smith (3-1). Obaj zdecydowanie wyróżnili się na tle szarego przeciętniactwa, jakie zgromadził TUF 16. Do czołówki pewnie nigdy nie dobiją, co więcej Smith może mieć problem, aby się później w UFC utrzymać. Większe szanse na rozwój daję Kanadyjczykowi z Tristar Gym, ponieważ jest bardziej przekrojowy. Myślę, że to właśnie on wygra w sobotę kontrakt z UFC i nowiutkiego Harley’a.

Co z resztą? Słabiutko… Do niedawna walczący w Strikeforce Bristol Marunde zawiódł mnie, myślałem, że stać go na więcej. Nie błysnęli również Sam Alvey i Igor Araujo (na KSW 6 przegrał z Krzysztofem Kułakiem). Ogólnie poziom umiejętności zawodników był niski i szkoda o nim pisać. Cały czas miałem wrażenie, że gdyby Michał Materla walczył w kategorii półśredniej, to przejechałby się po większości jak walec drogowy, a ewentualne problemy mógłby mieć z finałową dwójką. Jeśli Dana White zdecyduje się na danie szansy kilku zawodnikom, to i tak oktagon szybko zweryfikuje te kontrakty.

Ogólne wrażenie

Sezon był niestety fatalny, podobnie jak wyniki jego oglądalności. Być może formuła Ultimate Fightera się wyczerpała, jeśli nie uratuje jej konfrontacja zespołów Jona Jonesa i Chaela Sonnen, to nie ma dla tej serii żadnego ratunku. Walki były nudne jak flaki z olejem, skończeń i chociażby trochę efektownych akcji jak na lekarstwo. Sam White w środku sezonu wszedł do domu zawodników, aby wyrazić swoje zniesmaczenie zaangażowaniem zawodników i mizerną widowiskowością pojedynków (knockout sezonu moim zdaniem powinien pójść na konto Ricci’ego, który kapitalnym łokciem pod siatką odprawił Neila Magny’ego). Wspominany wyżej Nelson drażnił do tego stopnia, że nie miałem już ochoty na niego patrzeć (swego czas Josh Koscheck również drażnił, ale w taki sposób, że aż czekało się, aby zobaczyć co znowu wymyśli). Zawodnicy zrobili więcej szumu w domu niż w klatce. Lepiej byłoby, żeby Zuffa skupiła się na szerszym pokazywaniu aspektów treningu niż kolejnych rozrób rozchwianego emocjonalnie Juliana Lane’a.

Podsumowując, jeśli ktoś nie widział serii, niewiele stracił. Szesnasta edycja nie obrodziła w talenty, ani w ciekawe pojedynki, Nelson zamiast bawić strasznie irytował. Z momentów godnych zapamiętania mogę przytoczyć jedynie wspomniane wcześniej KO Ricci’ego, po którym Magny (gdy się wybudził rzecz jasna) sklinczował Steve’a Mazzagatti’ego pod siatką. Nic więcej…

Komentarze

  • Buba

    Dobry art tuf gówno wart!

  • zxc

    Jedyny TUF jakiego oglądałem to ten z JDS i Lesnarem. Był żenująco nudny. Sam White przyznał, że to był najnudniejszy sezon TUFa. Jednak do finału dostało się dwóch naprawdę dobrych zawodników (Ramsey Nijem, który dotychczas wygrywa wszystkie walki w UFC, lubię gościa). Tam też Lesnar w na 2 tygodnie przed finałem wypadł z powodu kontuzji i zastąpił go Carwin 🙂

    Teraz Carwin wypadł przed końcem sezonu, co za ironia losu.

  • F. Georgiew

    Ja nie obejrzałem ani jednego odcinka, dużo rzeczy na głowie, a poprzednie sezony coraz bardziej zawodziły. Jeden plus, że wiele nie straciłem. Ostatni w miarę spoko sezon to był GSP vs. Koscheck, późniejsze naprawdę słabe, TUF: Brazil był ciekawy jako osobliwość, ale też nie powalił na kolana.

  • Artur Bartos

    formula jest fatalna. o co chodzi w ogole z tymi druzynami? dlaczego musza walczyc ze soba i co ich w ogole laczy? kazdy chce skopac tylek kazdemu, a nie jakies teams. moze jakies rozrywki dla zawodnikow okolo walk. mozna by ich poznac blizej, polubic lub nie. tak jest walka i,trening. jezeli wybuchnie burda w domu to jedyna rozrywka i dla nich i dla widza.
    poziom walk,slaby, kazdy chce sie przesliznac, bo nie chce stracic perspektywe kontraktu po pierwszej walce. a za koncowke co dostanie 1000$?

  • D O M I N I O N

    Marzec-Kwiecień 2013…………………………………………….12 tygodni po 2012…………………………………………….

  • vonski

    Oglądam wszystkie TUFy, tego też… wymęczyłem. To chyba właściwe słowo 🙂 Zgadzam się całkowicie z opinią autora: poziom słabiutki, Nelson jako trener tragiczny, w domu nudy. Nawet Dana specjalnie nie krył swojego wkurwienia poziomem tego sezonu („this is fucking first punch in this fight” :D). W następnym sezonie pewnie będzie trochę ciekawiej ze względu na trenerów, ale faktycznie formuła TUFa juz sie chyba totalnie przejadła…

  • Daw

    Ostatni dobry TUF to Rampage vs Evans. Od tamtego czasu jest coraz gorzej.