Rozżalony BJ Penn na podwójnym gazie

05 Grudzień 2012
2
Rozżalony BJ Penn na podwójnym gazie

Niedawno usłyszałem fascynujące stwierdzenie, że gdyby Coca Cola przestała się reklamować, mogłaby zniknąć z rynku w ciągu miesiąca. Jakim cudem najsłynniejszy na świecie napój, o którego formułę przecież zabijano, mógłby tak szybko zostać zapomniany? Odpowiedź brzmi w brutalnych prawach rynku. To właśnie dlatego mówi się, żeby w dobie kryzysu nie obcinać funduszy na reklamę a wręcz nawet przyśpieszyć. Dlaczego o tym mówię?

Jeden z najznakomitszych fighterów obecnych czasów – BJ Penn, ma wielki żal do fanów oraz do organizacji, że zapominają o nim w kontekście największych wojowników MMA. To m. in. BJ dał nam pamiętne pojedynki i choć często jego forma była nierówna, to zawsze wracał na należne mu miejsce. Choć niemal otarł się o fighterską emeryturę, teraz wraca w zestawieniu z Rorym MacDonaldem i ta złość oraz chęć powrotu, napędzają go do działania.

Nikt już nie wymienia mojego imienia, kiedy mówi się o największych wojownikach i to mnie naprawdę boli. Wiem, że to moja wina. Moje imię zawsze było na topie. To była właśnie część mojej motywacji, aby wrócić i pokazać się z mocnej strony.

Jestem osobą typu „szklanki pustej w połowie”. Nie chcę być znany jako gość, który był dobry kiedyś tam. Chcę być jednym z najlepszych. Nadal uważam, że mam jeszcze coś do udowodnienia.

Choć niemal zakończył karierę, mówi się, że z tym sportem nie da się skończyć ot tak, po prostu.

Borykałem się z tym uczuciem, że chcę walczyć ponownie. To jest lepsze niż siedzenie w domu na kanapie. Uzmysłowiłem sobie, że nie mogę już tak dłużej, więc postanowiłem coś z tym zrobić dopóki jeszcze jestem do tego zdolny. O Rorym mówi się, że to przyszły mistrz. To nie była więc trudna decyzja. Chciałem walczyć z mocnym zawodnikiem z gymu Tristar. To świetny klub, to będzie dobra walka.

Penn nie byłby sobą, gdyby nie złość, która go napędza. Dodatkową motywacją były słowa Rory’ego, który już podczas niedoszłego pierwszego starcia, spojrzawszy na kondycję swojego przeciwnika, powiedział, że z łatwością by go pokonał. Niestety kontuzja wykluczyła wówczas młodego „prospekta” z pojedynku. Nie trudno domyślić się reakcji BJ’a.

Uwielbiam, kiedy mój przeciwnik mówi o mnie różne rzeczy. To wspaniałe. Nie mogłem prosić o więcej. Walka wciąż nie jest dla mnie sportem. Nie wiem czy cały czas powinienem to powtarzać. Nie jestem wielkim atletą, który mógłby uprawiać sport każdego rodzaju, ale jednym co mogłem zawsze robić to walczyć. Idę do walki… to jest walka. To nie jest wbijanie kuli do dołka. To zawsze była dla mnie walka. Kocham to, gdy tak o tym myślę. Nigdy nie utraciłem swojej starej mentalności.

Podziel się ze znajomymi
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  

Waszym zdaniem

avatar
 
Photo and Image Files
 
 
 
Audio and Video Files
 
 
 
Other File Types
 
 
 
2 Comment threads
0 Thread replies
0 Followers
 
Most reacted comment
Hottest comment thread
2 Comment authors
SiemiomyslEl Hombre Recent comment authors
  Subscribe  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
Siemiomysl
Gość
Siemiomysl
Offline

Kocham go !!!

El Hombre
Gość
El Hombre
Offline

I tak ma być ! WAR PENN ! 🙂