Wilcza metamorfoza Dana Hardy’ego

02 Kwiecień 2013
Wilcza metamorfoza Dana Hardy’ego

Ostatnie problemy Dana Hardy’ego związane z syndromem „wilczego serca” okazały się wywrzeć duży wpływ na jego podejście do życia i osobowość. Brytyjczyk opowiedział o tej przemianie w „MMA Hour”, nie zdradzając jednak wielu mniej poprawnych politycznie faktów. Jak się bowiem okazuje, w dużej mierze przemiana wynikła z doświadczeń wynikłych z zażycia psychoaktywnych substancji w środku amazońskiej dżungli. Od tego czasu postanowił zgolić swojego słynnego irokeza, a to dopiero początek nowego, pozbawionego arogancji Hardy’ego, znanego od dziś jako „Wolfheart”.

Oto jak Hardy mówi o sobie sprzed lat, znanym jako wyszczekany, żywy zawodnik z charakterystycznym czerwonym irokezem:

To byłem ja kiedyś. Nie jestem już dłużej tą osobą. Irokez zniknął i za nią cała arogancja, która za tym szła i którą pokazałem w pierwszych walkach w UFC. To zagrało już swoją rolę, było ważną fazą mojego życia i nauczyłem się z niej bardzo wiele. Sposób, w jaki się zachowywałem prowadził mnie do odpowiednich walk i w jego wyniku pojawiła się odpowiednia sytuacja, w ramach której dostałem atak na tytuł po czterech walkach w UFC, co jest bardzo szybką szansą jak na UFC. Na pewnym etapie wszyscy musimy nieco ewoluować i ja też się zmieniłem. Czuję się z sobą dużo lepiej i nie czuję się, jakbym robił na swoim gatunku złe wrażenie, zachowując się tak, jak robią to czasem goście w „The Ultimate Fighterze”. Jest mnóstwo innych przyczyn, dla których zmieniłem fryzurę, np. wydaje się, że UFC szuka co sezon kolesia z czerwonym lub różowym irokezem, który będzie dużo pił i wrzucał rzeczydo basenu. Nie jestem tym kolesiem, ale myślę, że moja marka nieco mnie wyprzedziła i stałem się czymś, czym nie chcę być i muszę się od tego oddalić.

To jest jednak ugrzeczniona wersja wydarzeń dla Ariela Helwaniego w „MMA Hour”. Dan Hardy o wiele bardziej wyraziście opowiedział o tym w wywiadzie dla MiddleEasy, gdzie przyznaje, że tym niszczącym ego doświadczeniem było spożycie psychoaktywnego wywaru ayahuasca. Zrobił to w środku dżungli w towarzystwie obcych ludzi, ale intensywna podróż do wnętrza siebie pozwoliła mu zniszczyć przerośnięte ego i odkryć o wiele dojrzalszą wersję samego siebie.

Powrót Dana Hardy’ego stoi pod znakiem zapytania. Jego dolegliwość daje mu fizyczną przewagę nad innymi, w związku z czym będzie musiał pracować nad tym, by zniwelować ją dla zadowolenia komisji stanowych. Absurd tej sytuacji i ostatnie przeżycia Dana Hardy’ego mogą jednak spowodować, że podejmie w swoim życiu zupełnie inne decyzje, niż powrót do MMA.

Komentarze

  • zxc

    Dan Hardy powinien wystąpić u Joe Rogana w podcascie!

  • Artur

    Jadę do Amazonii naćpać się i przebyć intensywną podróż do wnętrza siebie… 😀

  • IronMike

    Z checia sieknalbym ten specyfik co Hardy 😉

  • dst

    Gdzie u nas można kupić ten towar? Jak walnę ducha puszczy w puszczy to też będę miał podobną podróż w głąb siebie?

  • tez bym to zapodal moze przestal bym cpac pic i uprawiac figofago z prostytutkami ale czy tooi warto

  • maczek

    ayahuasca to silny narkotyk, jest kilka udokumentowanych przypadków zgonów po jego zażyciu.

    Polskie dile reklamujące się w sieci organizują za ciężkie pieniądze tzw. „ceremonie”, na których podają ludziom nie wiadomo co. Ludzie rzygają, doznają hiperwentylacji, męczą się z samymi sobą.

    Cala brudna zawartość umysłu wypływa na powierzchnię i niekoniecznie znika.

    Poza tym szybko pojawia się problem uzależnienia.

    Najgorsze, że w PL zajmują się tym ludzie bez pojęcia, zwykle dile.

    Może to jest co innego, gdy PRAWDZIWY indiański szaman, jak w przypadku Hardy’ego.
    https://www.taraka.pl/ayahua.htm