Ekskluzywny wywiad z Arielem Helwani – po 3 latach i 4 miesiącach od jego powstania

02 Listopad 2013
Ekskluzywny wywiad z Arielem Helwani – po 3 latach i 4 miesiącach od jego powstania


Po trzech latach i dokładnie czterech miesiącach, odnaleźliśmy w czeluściach archiwum całkiem interesujący wywiad z Arielem Helwani, uważanego za najlepszego w branży dziennikarstwa MMA. Oczywiście tego wszystkiego nie udałoby się pozbierać w jedną całość, gdyby nie ogromna pomoc naszego stałego czytelnika, (red. dziękujemy Tomku), który podjął się trudów spisania i przetłumaczenia wszystkiego na język polski. Jakość nagrania naprawdę nie ułatwiała, choć ostatecznie udało się wszystko przenieść na elektroniczny papier. Oczywiście po takim czasie naturalnym jest, że część informacji mogła się zdezaktualizować, więc należy wziąć na to poprawkę.

Wojciech Mrozowski: Witam cię Arielu. Tu Wojtek z Polski, co u Ciebie? Dzięki, że znalazłeś dla mnie czas.
Ariel Helwani: Nie ma sprawy, skąd dokładnie dzwonisz?

WM: Z Gliwic, to niedaleko Krakowa. Gliwice są tym miastem od historycznej prowokacji radiowej, gdzie rozpoczęła się druga wojna światowa.
Ariel: Byłem w Polsce na tydzień, na wycieczce szkolnej w 1999 r.

WM: Zanim zaczniemy, chcę żebyś wiedział, iż chciałbym usłyszeć prawdziwego Ariela – fana sportu, którym jak przypuszczam jesteś, a nie tylko dziennikarza.
Ariel: Oczywiście, zawsze jestem sobą.

WM: Jak długo interesowałeś się MMA, zanim zacząłeś pracować dla AOL i MMA Fighting?
Ariel: Obejrzałem pierwsze UFC z dziadkiem i wujkiem, byłem wielkim fanem boksu. Walkę mam we krwi. Mój wujek reprezentował Liban w judo, na olimpiadzie w 1976 r., dlatego mogę powiedzieć że sporty walki mam we krwi. Jak mówiłem, moje zainteresowanie dyscypliną osłabło. Ciężko było śledzić wydarzenia, nie było PPV. Sport był undergroundowy. Pamiętam, że zobaczyłem walkę Tito Ortiza z Kenem Shamrockiem. To była prawdziwa wojna. Pomyślałem, że UFC powróciło. Na studiach prowadziłem program radiowy, w którym występował Bruce Buffer i opowiadał o sporcie. Od tamtej pory odbiło mi na punkcie MMA.

WM: Ukończyłeś studia dziennikarskie na Uniwersytecie Syracuse?
Ariel: Tak. Zawsze chciałem pracować w telewizji lub radiu, rozmawiać o sporcie. Ta uczelnia w Syracuse jest uznawana za jedną z najlepszych szkół dziennikarskich w USA. Wiele osób w Kanadzie nie chce studiować w USA. W szkole średniej przeczytałem, że uczelnia w Syracuse jest jedną z najlepszych szkół dziennikarstwa sportowego, więc chciałem tam trafić. Już na uczelni starałem się jak najwięcej zajmować MMA. Raz zrobiłem reportaż o lokalnym klubie MMA w Syracuse.

WM: Jak można przeczytać na MMAFighting.com, zajmujesz się zawodowo mieszanymi sztukami walki od 2006 r.
Ariel:Najpierw pracowałem przy produkcjach telewizyjnych: HBO Sports, ESPN. Jednak tam ignorowano MMA, więc przeniosłem się do Spike TV. Pracowałem przy finale The Ultimate Fighter 3 w którym zmierzyli się Stephan Bonnar i Forrest Griffin. Jednak po rozpoczęciu pracy w Spike TV zorientowałem się, że popełniłem błąd, bo oni nie produkowali żadnych materiałów, tym zajmowała się Zuffa. W Spike TV byłem przez miesiąc, dopóki nie znaleźli kogoś na moje miejsce. Potem w 2007 r. założyłem swoją stronę internetową o MMA.

WM: Pracujesz sam. Czy przygotowujesz się jakoś do wywiadów czy polegasz na swojej wiedzy fana dyscypliny?
Ariel: Szczerze, to nie lubię się przygotowywać. Żyję tym sportem, więc jeśli nie potrafiłbym mówić o tym przez kilkanaście minut, to nie powinienem uprawiać tego zawodu. Polegam na tym, co mam w głowie, mam dobrą pamięć. O MMA mogę rozmawiać w każdej chwili. Były przypadki, że rozmawiałem z zawodnikami, o których nic nie wiedziałem a potrafiłem rozmawiać z nimi przez kilkanaście minut. Trzeba po prostu dużo słuchać i umieć zadawać pytania. To cecha dobrego dziennikarza.

WM: Chciałbym powiedzieć, że się nie przygotowałem do tego wywiadu. Jednak nie kończyłem szkoły dziennikarskiej.
Ariel: Wiesz, to przychodzi z czasem. Na uczelni zapisywałem sobie wszystkie pytania. Jednak z czasem nabierasz pewności siebie, i nie potrzebujesz już podpórek.

WM: Jakich narzędzi najczęściej używasz w swojej pracy?
Ariel: Używam MacBooka Pro. Używam Skype’a do wywiadów telefonicznych. Nagrywam rozmowy przy pomocy Hijack Pro. Poza tym mikrofon i Twitter, który naprawdę odmienił sposób komunikacji. Ma on swoje plusy i minusy, bo kiedy puścisz coś w obieg, to żyje to własnym życiem. Czasem nie myśli się, zanim się coś napisze.

WM: Wspomniałeś o wywiadzie z Joe Roganem. Myślę, że macie podobne podejście do swojej pracy. Możesz je opisać?
Ariel: Zacząłem jako kibic i wtedy nie podobały mi się relacje z wydarzeń. Chciałem pokazać ludziom, że ten sport to nie walka barbarzyńców w klatce, że zawodnicy się szanują i ciężko pracują, że są ciekawymi ludźmi. Cieszę się, że mogę opisywać tą dyscyplinę nowym kibicom. Ta praca sprawia mi wiele przyjemności, wywiady są zawsze ciekawe, zawodnicy mają dużo do powiedzenia.
Dużo fanów śledzi wydarzenia online. Tak naprawdę niektóre wydarzenia można znaleźć tylko i wyłącznie w sieci. Jak powiedział Joe Rogan, ja próbuję pokazywać ludziom prawdziwą osobowość zawodników.

WM: W jednej rozmowie powiedziałeś, że jako dziennikarz pozostajesz neutralny. Czy to znaczy, że nikomu nie kibicujesz? A może kibicujesz każdemu, kto próbuje swoich sił w klatce?
Ariel: Bardzo szanuję każdego, kto walczy w klatce. Nie mam jakiegoś swojego ulubieńca, lubię każdego zawodnika. Oczywiście z niektórymi ma się lepsze relacje. Ale w pracy nie mam faworytów, to byłoby niestosowne. Mogę powiedzieć, że pierwszym zawodnikiem, którego polubiłem jako kibic, był David Loiseau z Montrealu. Był pierwszym kanadyjskim zawodnikiem w UFC. Cieszę się, że wrócił, choć nie odniósł sukcesu.

WM: Czy są jacyś zawodnicy, których nie darzysz zbytnią sympatią?
Ariel: Nie ma takiej osoby. Nikt nigdy nie odmówił mi wywiadu. Ludzie pytają, jakie mam relacje z Daną White, czy jesteśmy przyjaciółmi. Nie, nie jesteśmy, rzadko rozmawiamy poza wywiadami. Ale on zawsze się zgadza na wywiad, choć nie musi. Nawet po UFC 112 w Abu Dhabi, gdy był podłamany to zgodził się na wywiad. Czego mogę chcieć więcej jako dziennikarz?

WM: Mówiłeś, że zawodnicy zawsze chętnie udzielają wywiadów. Jednak mi zdarzało się, że niektórzy byli spięci i nie chcieli rozmawiać przed walką. Zdarzyło ci się coś takiego?
Ariel: Szczerze, to musisz mieć wyczucie. Nie możesz zaczepiać zawodników 5 minut przed walką i prosić o wywiad albo zdjęcie. Trzeba sobie uświadomić, przez co oni przechodzą. Jeśli przegrają to trzeba zrozumieć, że podchodzą do tego bardzo emocjonalnie. Podczas swojej praktyki dziennikarskiej zrozumiałem to. Oczywiście niektórzy rozmawiają mniej chętnie, ale nie zdarzyło mi się żeby ktoś mnie spławił.

WM: To właśnie powiedział mi Krzysztof Soszyński, gdy z nim rozmawiałem. Mówił, że przed walką odczuwa się cały wachlarz emocji, od strachu po radość.
Ariel: Racja. My tego nie odczuwamy chyba, że ktoś z nas kiedyś walczył.

WM: Urodziłeś się w Montrealu, ale odnalazłeś się w Nowym Jorku. Jednak MMA jest tam zakazane, możesz coś o tym powiedzieć?
Ariel: Tak, urodziłem się w Montrealu, potem studiowałem w Syracuse w stanie Nowy Jork. Po studiach przeniosłem się do Nowego Jorku. Chciałbym, żeby zalegalizowano tu MMA, nie musiałbym tyle jeździć na zachodnie wybrzeże. Jednak MMA zaczyna kwitnąć również na wschodnim wybrzeżu, są gale w Philadelphii, Bostonie. Jedynym minus takiej sytuacji jest taki, że nie trenuje tutaj wielu znanych zawodników. Jest Renzo Gracie, Frankie Edgar trenuje w New Jersey, Jim Miller.

WM: Łatwiej byłoby ci mieszkać w Kalifornii, gdzie trenuje wielu zawodników.
Ariel: Sport się rozwija a Nowy Jork jest centrum medialnym, więc będzie tylko lepiej.

WM: Jak myślisz, kiedy MMA zostanie zalegalizowane w Nowym Jorku?
Ariel: Pod koniec 2011 r. Na pewno po części chodzi o pieniądze, ale ludzie mają też ograniczony sposób myślenia. Np. senator John McCain stwierdził, że MMA jest podobne do walk kogutów tylko, że z udziałem ludzi. To dziwne, bo inne sporty walki np. kickboxing, jiu-jitsu, są w Nowym Jorku legalne. Więc dlaczego sport, który obejmuje te wszystkie dyscypliny jest nielegalny? Przecież, gdyby zorganizowano galę w Madison Square Garden to przyjechałoby na nią tysiące ludzi, dochód byłby ogromny.

WM: Zastanawiałem się nad tym, co ma większą siłę, ciosy czy słowa, i doszedłem do wniosku, że to słowa są potężniejsze, ale ciosy bolą bardziej. Jak czujesz się stojąc obok tych zawodników, wiedząc że oni potrafią wyrządzić krzywdę ale w pewnym sensie, to ty ich kontrolujesz w danym momencie?
Ariel: Nie boję się, że mnie uderzą. Oni nie chodzą i nie szukają zaczepki, nie są prymitywami. Uważam ich za wysokiej klasy sportowców. Oni doceniają, że z nimi rozmawiam, bo wielu ludzi nie ma pojęcia o tym, co oni robią. A ja lubię z nimi rozmawiać.

WM: W pracy ubierasz się swobodnie, bez garnituru i krawata. Czy dzięki temu zawodnicy traktują cię bardziej po swojemu.
Ariel: Tak staram się ubierać swobodnie, jedyny czas, kiedy zakładam garnitur to wieczór, w którym ma odbyć się gala. Wtedy staram się okazać większy szacunek. Najważniejsze to pasja. O tym mówił Joe Rogan. W tym wszystkim nie są najważniejsze nokauty i poddania ale wszystko to, co do tego prowadzi: technika, taktyka itd.

WM: Joe Rogan wyjaśnia kibicom co dzieje się w oktagonie. Czy ty jesteś nastawiony na nowych kibiców czy na hardkorowych fanów?
Ariel: Nie trafiam do określonej grupy, po prostu relacjonuje ten sport tak, żeby każdy go zrozumiał i docenił.

WM: Pracujesz dla MMA Fighting, które jest częścią Funhouse. Z kolei Funhouse podlega pod AOL. Jak to dokładnie wygląda?
Ariel: Pracuje dla AOL i Funhouse. Oni są właścicielami MMA Fighting. Funhouse kiedyś nazywało się AOL Sports. Pracuję również dla versus.com, które jest częścią sieci telewizyjnej tu w USA. (red. Teraz MMA Fighting należy do SB Nation a Ariel dodatkowo pracuje dla telewizji FOX)

WM: Wykonujesz swoją pracę w domu czy w biurze?
Ariel: Pracuję z domu.

WM: Czy twoja praca zadowala Cię pod względem finansowym?
Ariel: Oczywiście, mam wiele możliwości. Wielu ludzi dziwi się, że nie pracuję dodatkowo. MMA jest popularne w USA ale jeszcze nie tak jak koszykówka czy baseball.

WM: Jak widzisz rozwój MMA?
Ariel: Myślę, że nie trzeba wiele robić, wystarczy kontynuować dotychczasowy rozwój sportu. Myślę, że nie powinno się robić z MMA spektaklu, ważna jest strona sportowa. Oczywiście cała otoczka jest ważna, ale powinien być w tym umiar.

WM: Zauważyłem, że niektóre organizacje próbują łączyć MMA z innymi dyscyplinami np. z armwrestlingiem. Co o tym sądzisz?
Ariel: To idiotyczne. Ludzie po prostu chcą zarobić, podpiąć się pod cudzy sukces. MMA to nie wrestling, to prawdziwy sport.

WM: To chyba wszystkie pytania jakie miałem. Bardzo dziękuję ci za odpowiedzi.
Ariel: Nie ma sprawy, również dziękuję za rozmowę.

Komentarze

  • Kartel_

    Dobry wywiad, Pamietam, ze jeszcze z 3 lata temu, jak zacząłem w miarę poważnie interesować się MMA i przeglądałem rózne wywiady zza oceanu, myślałem, ze Ariel jest Polakiem.

    Ha swoją drogą, Ciekawe czy zawita do polski na UFC 🙂

  • VeNuM1816

    „Pod koniec 2011r.” To jest jakiś błąd czy ja źle zrozumiałem cały wywiad ? 🙂

  • W. Mrozowski

    Dobrze przeczytałeś wywiad ale opuściłeś prawdopodobnie tytuł i wstęp. Wywiad jest z 2010 roku. Odnaleziony po latach jak zaginione dziecko 😉

  • tomox

    wywiad super tylko taka mała uwaga techniczna, większość czytelników jest raczej przyzwyczajona do tego jak wywiady formatowane są w gazetach, tj. przy pierwszym pytaniu i odpowiedzi imiona i nazwiska + pogrubione pytanie, odpowiedź zwykłą czcionką, a dalej już tylko pogrubione pytanie i odpowiedź zwykłą czcionką, bez nazwisk; tak jest (moim zdaniem) o wiele czytelniej 🙂

  • W. Mrozowski

    Masz rację, zawsze tak robimy. To był wyjątek od reguły.

  • W. Mrozowski

    Poprawione „dla jej przyjemności” 😉

  • Pako

    fajny wywiad,czyli nawet Ariel sądzi że nie powinno się robić z MMA spektakluApplause ale w PL póki co to tylko freaki przyciągają największą uwagę a nie prawdziwy aspekt sportowy.

  • rudy

    hahah powinniście specjalnie chować niektóre wywiady na lata bo to się nawet lepiej czyta niż na bieżąco. Taka perełka! 🙂