„Kiedy wchodzę do klatki to nigdy nie myślę, że przegram.” – Albert Odzimkowski po podpisaniu kontraktu z PROMMAC

17 Kwiecień 2014
„Kiedy wchodzę do klatki to nigdy nie myślę, że przegram.” – Albert Odzimkowski po podpisaniu kontraktu z PROMMAC


Podpisanie umowy z Albertem Odzimkowskim (7-0), było zdecydowanie posunięciem na korzyść organizacji PROMMAC, bo zawodnikiem z Radomia, interesuje się co najmniej kilku graczy na polskim rynku. Ten obiecujący fighter wydaje się tym bardziej ciekawy, bo poza bogatym fighterskim życiem, ma jeszcze drugie, o którym nikt wcześniej nie słyszał. Zapraszamy do lektury obszernego wywiadu.

Jaki klub obecnie reprezentujesz?
– Swój, już tylko swój. Trenowałem w RKT Radom, gdzie mieliśmy bardzo mocny zespół. W związku ze zmianami i ukierunkowaniem na zapasy, przestaliśmy jeździć na boks i K-1, nie było oferty zawodowej MMA. Otworzyliśmy własny klub i nasze drogi ostatecznie się rozeszły. Niemniej darzę oczywiście swojego trenera dużym szacunkiem oraz uznaniem.

Jak wygląda scena sztuk walki w Radomiu?
– Jeżeli chodzi o poziom, jest w tej kwestii naprawdę bardzo dobrze. Jednak miasto samo w sobie wcale nam nie pomaga, nie wspiera żadnych nieolimpijskich dyscyplin. Ja w swoim klubie, miałem w zeszłym miesiącu 75 trenujących osób a takich klubów, gdzie jest MMA, jest kilka. Staram się również dobrze żyć z innymi sekcjami. Współpracujemy, sparujemy razem, pomagamy sobie.

Na treningu, który prowadzisz, jesteś trenerem czy również współuczestnikiem?
– Różnie to bywa, mam bowiem trzy grupy zaawansowania. Bywa tak, że jestem wyłącznie trenerem a czasem sam w nich uczestniczę. Rano na przykład trenuję boks z Adamem Jabłońskim, na zapasy będę jeździł do Borkowic, kickboxing robię w Szydłowcu. Chodzi o wszechstronność, różnice w tarczowaniu, rozwój. Na dole, pod naszym klubem jest cross fit, w którym też trenuję.

A jak to wyszło z PROMMAC? Zgłosili się do Ciebie po Arenie Berserkerów?
– Miałem wyjechać na walkę do London Shootfighters w lipcu, w kwietniu miałem tam pojechać trenować z chłopakami. W międzyczasie otrzymałem informację, że PROMMAC jest zainteresowany moją osobą w ramach współpracy na wyłączność w Polsce. Za granicą mogę walczyć. Czyli gdyby np. takie UFC miało się odezwać, to mój kontrakt będzie zamrożony i mnie nie blokuje. I na pytanie czy byłbym czymś takim zainteresowany, odpowiedziałem bez wahania, że oczywiście, że tak. PROMMAC ma być konkurencją dla KSW, więc zobaczymy jak to będzie.

Czy w takim razie muszą zapewnić Ci odpowiednią ilość walk w roku, skoro kontrakt jest na wyłączność w Polsce?
– Mam kontrakt na trzy walki, pierwsza będzie w Lublinie, dalej kolejne. Jestem bardzo zadowolony z ustalonych warunków.

Czy już wiesz kto będzie Twoim rywalem?
– Nie wiem jeszcze niczego na pewno, ale może to być obcokrajowiec. Kogo mi dadzą, to z tym będę się bił.

Czy nie obawiasz się, że kontraktowanie na wyłączność, znacznie ograniczy ilość walk a co za tym idzie Twój rozwój na tym etapie?
– Na pewno zawsze lepiej jest nie mieć wyłączności niż mieć, ale trzeba umieć godzić interesy wszystkich.

A jak wygląda Twój plan na treningi?
– Planuję potrenować w London Shootfighters, gdzie przewiduję, że będą najmocniejsze sparingi. Mają tam naprawdę mocnych sparingpartnerów i nikt nie odpuszcza. 9 czarnych pasów w BJJ, zawodnicy z UFC, to naprawdę wysoki poziom. Pierwszy raz jak tam przyjechałem, zapytali mnie czy chce sparować czy trenować. Sprawdzili mój rekord, mnie jako zawodnika i od razu (po 30 godzinach nie spania, wprost po przylocie) dali mnie dla Hathaway’a. Później powiedzieli, że nie muszę za nic płacić, tylko mam przychodzić na dwie sesje sparingowe dziennie. Ostatniego dnia, trochę dodali mi skrzydeł na pożegnanie, ponieważ zaprosili mnie na następną wizytę, proponując jeszcze opłacenie przelotu. Później chcieli mnie ściągnąć na stałe do Londynu, obiecując współpracę w ramach reprezentacji ich klubu i wsparcia dalszego rozwoju w organizacjach MMA. W międzyczasie odezwał się PROMMAC i myślę, że walka dla takiej organizacji z dobrymi nazwiskami, również mi się przysłuży. Odnośnie treningów, będę też na obozie w Wałczu, na pewno także w Gracie Barra.

Słyszałem, że złościsz się za postarzanie Cię?
– (śmiech) Tak, ktoś na Sherdogu dodał mi kilka lat, ale to już zostało wyprostowane. Staro się nie czuję i uważam, że jeszcze wiele mogę się nauczyć. Ja w tym sporcie daję z siebie wszystko. Jak będę stary i usiądę na fotelu, będę mógł powiedzieć, że byłem najlepszy albo, że byli lepsi ode mnie, ale ja dawałem z siebie na pewno zawsze wszystko. Cały czas się rozwijam oraz mogę i chcę się uczyć, poprawiać. Im więcej jeździsz po świecie, tym więcej wskazówek, co i jak możesz poprawić. Powtarzam swoim chłopakom, że ciężka praca bije talent. Trzeba trenować i dawać z siebie wszystko.

A co sądzisz o tak dynamicznie rozwijającej się Arenie Berserkerów?
– Mnie ta gala się szalenie podobała. Pod względem organizacyjnym było wszystko doskonale dopięte, mój narożnik nie mógł się nachwalić samego hotelu do dziś (śmiech). Wiem, że oni mają duże plany, mają takie zaplecze zawodników, doświadczenie i dobrych sponsorów, że na pewno im się uda!

Mają też plany rozwijania współpracy z TVP, czego jeszcze w sumie nikt nie miał w naszej branży.
– Tak, współpracowali z TVP Szczecin z ogromnym sukcesem. I już zaczęli się nimi interesować. Doskonała organizacja i oprawa na pewno mają tu znaczenie.

Walki również były dobre. Twoją wyróżniliśmy w naszym zestawieniu kwartalnym.
– Walki były dobre, moja też. Faktycznie myślę, że widzom mogło się ją dobrze oglądać. Realizacja nagrań, najazdy kamery, też były inne i porządnie zrobione, bez awarii. A co nieco się na tym nawet znam. W końcu pracowałem często jako kaskader na planie serialu „Czas Honoru”, trochę tam skacząc, spadając, walcząc. Dostałem też postrzał (śmiech). Ostatnio zasypiając w łóżku z dziewczyną, widziałem zupełnie przypadkowo jeden odcinek. Akurat ten w którym strzelili mi w głowę (jeszcze większy śmiech). Ale zupełnie tego nie śledzę, kaskaderem tam żadnym nie jestem, po prostu okazjonalnie tam pracuję i tyle.

Musisz jako zawodnik być pewny siebie, czy Ty nie masz z tym problemu? Potrafisz sobie powiedzieć, jestem dobry, wygram to?
– Jestem pewny siebie, ale czasem nawet może to być zgubne. Chociaż z tym „wygram”, to zawsze sobie powtarzam jako automotywację. Kiedy wchodzę do klatki to nigdy nie myślę, że przegram. Chociaż w ostatniej walce o mały włos by mnie to zgubiło. Myślałem, że trafię go w parterze i odłączę. Ale chłopak był dobry. Ja przed ostatnią Areną nie robiłem ground and pound, tylko w stójce chciałem sparować. Chyba to zaniedbałem i ciężko było. Nie ujmuję nic przeciwnikowi, bo Michał Wiencek w parterze naprawdę świetnie się kręcił. Popełniałem jednak takie błędy, jakich nawet na treningach każę unikać moim zawodnikom. Prawie utarł mi nosa. Dopiero w drugiej rundzie podszedłem do tego na trzeźwo i z głową.

Debiut Alberta Odzimkowskiego w organizacji PROMMAC, już 27-go czerwca, w Lublinie.

Komentarze