Oskar Piechota po IRFA 6: „Rzadko to mówię, ale mój rywal był piekielnie silny.”

08 Kwiecień 2014
Oskar Piechota po IRFA 6: „Rzadko to mówię, ale mój rywal był piekielnie silny.”


Z Oskarem Piechotą (4-0-1) skontaktowaliśmy się w następny dzień po przyjeździe ze zwycięskiej walki w Szwecji. Poniższy wywiad, w którym „Imadło” krok po kroku opisuje swoje zwycięstwo przez duszenie trójkątne na Sadibou Sy (1-1) udowadnia, że za granicą Polak Polakowi wcale nie jest wilkiem. Zapraszamy, bo wyjazd do Sztokholmu przerodził się w naprawdę fascynującą historię.

Walka w Szwecji zawierała sporo momentów parterowych, a więc i siłowych. Widać było, że rywal jest naprawdę dobrze zbudowany, dlatego ciekawi mnie jak czułeś go siłowo.
– Przyznam szczerze, że rzadko używam tego stwierdzenia, ale mój rywal był piekielnie silny, taki statyczny. Bardzo dobrze trzymał balans, ciężko było go przewrócić. Był bardzo ciężkim przeciwnikiem.

Ponieważ video z walki nie było nigdzie dostępnie, mogę opierać się jedynie na tym co przeczytałem. Po jednej z akcji, chyba po próbie założenia balachy na kolano, nagle wszyscy zaczęli skandować Twoje imię a to przecież Sadibou był miejscowym fighterem.
– To nie do końca było tak. Przede wszystkim szedłem do skrętówki, ale miał długie nogi i próbowałem czymś innym wybronić akcji. Na hali była grupka Polaków, którzy pokazali niesamowity doping. Usiedli z jednej strony trybun i na tyle ile dawali radę, to starali się mnie wspierać. Zbyszek dodatkowo ich nakręcał, żeby byli zmotywowani. W skrócie, grupka Polaków którzy przyszli specjalnie na tą walkę. Chcieli zobaczyć Polaka i z całych sił mnie wspierać.

Czyli to byli jacyś Polacy mieszkający w Sztokholmie?
– Tak, miejscowi Polacy którzy cieszyli się, że mogą kibicować swojemu. Czułem od nich niesamowitą energię.

A czy czasami w tym czasie nie było w Sztokholmie grupki zawodników z Ankosu?
– W tym samym czasie? To ja nic nie wiem.

Może akurat wyjechali w międzyczasie… Końcówka pierwszej rundy to dosiad w Twoim wykonaniu i uderzenia w parterze. Już wtedy było chyba blisko skończenia walki.
– Sadibou wykonał wysokie kopnięcie, przechwyciłem je i obaliłem. Zająłem pozycję z półgardy, cały czas starałem się go uderzać, aż w końcówce przełożyłem nogi do trójkąta i miałem go niemal zapiętego. Tak właśnie skończyła się ta pierwsza runda.

Jakieś wyjątkowo ciężkie momenty dla Ciebie, które pamiętasz?
– Tak, na pewno te wszystkie akcje kosztowały mnóstwo energii. Zarówno mnie jak i jego. Był chyba również taki moment, choć musiałbym to zobaczyć z boku jako widz, gdzie próbowałem obalenia. On się wtedy jakoś odkręcił, skontrował i parę ciosów wyprowadził z góry. Jeden doszedł w brzuch na tyle soczyście, że aż mnie na moment przytkało. Nie dawałem tego po sobie poznać, więc myślę że on też tego nie zauważył. Ja natomiast to odczułem.

Jak w ogóle oceniasz samą organizację IRFA dla której teraz walczyłeś?
– Oczywiście na plus. W kwestii wylotów, to wszystko wiedziałem o której godzinie. Na miejscu czekało na mnie dwóch Polaków, którzy nas odebrali i zawieźli bezpośrednio do hotelu. Hotel sympatyczny, wszystko było jak należy. Były posiłki, czyli śniadanie i obiad. Później po ważeniu zabrali nas na dodatkowy obiad. Na galę transport był zapewniony. Powrót z gali oraz na lotnisko tak samo. Pieniądze zostały nam wypłacone zaraz po walce, więc nie mam żadnych zastrzeżeń.
Poza tym był bardzo miły gest ze strony wspomnianych wcześniej Polaków, za który chciałem bardzo podziękować. Nigdy wcześniej z czymś takim się nie spotkałem. Gdy skończyła się walka, to sami między sobą zrobili zrzutkę do czapki i dali mi „bonusa” za walkę. To było niesamowite (śmiech).

Naprawdę niesamowite. To była zdaję się Twoja pierwsza walka MMA za granicą. Obierasz więc nowy kierunek po kilku pojedynkach w kraju?
– Za granicą wynagrodzenie na pewno zawsze jest trochę lepsze, zwłaszcza że w innej walucie, co wychodzi korzystniej. Kolejna rzecz, to dzięki walkom za granicą, więcej organizacji jest nas w stanie dostrzec. Poza tym fajna przygoda oraz klimat, przez co inaczej to wszystko wygląda.

Manager już pewnie trzyma rękę na pulsie i choć dopiero co wróciłeś, na pewno kolejne propozycje już na Ciebie czekają?
– Tak, plan jest taki żeby zawalczył w czerwcu. W pierwszej kolejności, chciałbym jeszcze zawalczyć na MP w Szczecinie.

Dziękuję serdecznie za poświęcony czas.
– Również dziękuję.

Komentarze

  • Pako

    I tak powinna wyglądać organizacja gal!!! Fajnie że jest zadowolony ze współpracy z IRFA

  • VitorBelfort

    Bardzo fajny wywiad. Powodzenia Oskar w następnych walkach. Szacunek dla kibiców.

  • Cain

    zajebisty wywiad i aż gęba się cieszy na takie wieści o cywilizacji. dobra organizacja i mega fajna postawa kibiców. zajebiście

  • igor

    W czym te Mistrzostwa Świata ze sie tak zapytam?

  • Gruby

    Igor najpewniej w ADCC gdzie Oskar ma wiele tytułów… Jeśli się mylę niech mnie ktoś poprawi. Dobry wywiad!

  • W. Mrozowski

    Tak, ADCC. Pisaliśmy, że będą to zawody połączone tym razem z Pucharem Areny Berserkerów.

  • igor

    Wiem o Mistrzostwach Polski 26 kwietnia.

  • W. Mrozowski

    Oczywiście chodziło o Mistrzostwa Polski 😉