„Zorganizujemy kolejne edycje gali Slugfest.” – Łukasz Bosacki podsumowuje organizacyjny debiut w Witkowie

08 Kwiecień 2014
„Zorganizujemy kolejne edycje gali Slugfest.” – Łukasz Bosacki podsumowuje organizacyjny debiut w Witkowie


Autoocena jest z reguły mało pożądanym pytaniem w polskim MMA, ale nie omieszkaliśmy poprosić o nią jednego ze współorganizatorów pierwszej gali Slugfest w Witkowie, która odbyła się w minioną sobotę. I tak, Łukasz Bosacki opowiedział o nowym, wielkopolskim produkcie, stworzonym przy udziale Vahagna Petrosyana i Krzysztofa Skrzypka.

Oceń proszę jak udała się gala.
– Ja jestem bardzo zadowolony. Zarówno od strony organizacyjnej, fanów i widowiska jak i sportowej. Tym bardziej, że trzech naszych zawodników wygrało. Organizacyjnie wszystko było super, obsługa gali się sprawdziła, walki były bardzo dobre, można być tylko szczęśliwym z tego powodu.

Czy teraz po czasie widzisz co trzeba zmienić, poprawić?
– Było kilka małych rzeczy, na godzinę przed galą była nerwówka, ale potem wszyscy byli w gotowości. Wszyscy się spięli, sprawdzili i robili swoją robotę. Wiadomo, że jakieś małe poprawki będą, ale z większością spraw udało nam się poradzić. Jest lista plusów/minusów i będziemy je poprawiać w najbliższych dniach.

Na gali był komplet z tego co słyszałem.
– No można powiedzieć, że był komplet.

Co Twoim zdaniem jest kluczem do sukcesu przy zapełnianiu hali?
– Kluczem jest okoliczny klub MMA, nawet amatorski. Taki, który ma swoich zawodników, fanów i nawet znajomych z okolicy. My mieliśmy takich zawodników sześciu: trzech z Gniezna i trzech z Witkowa. Myślę, że oni byli takim magnesem na fanów ale również zawodnicy przyjezdni z Piły, Poznania i Konina. Dla nich również przyjechało bardzo wielu fanów. Trzeba się skupić na okolicznym rynku a nie ściągać zawodników z drugiego końca świata czy Polski. Dlatego przy tych małych galach myślę, że kluczem do sukcesu jest skupienie się na zawodnikach z okolic i rzeczywiście lokalna promocja. Globalna reklama da bardzo mało. Za to lokalna gazeta, radio, telewizja, plakaty, bilboardy, to pomaga.

Skoro robicie podsumowania, to znaczy, że druga gala będzie?
– Tak. jasne. Druga gala będzie, tylko jeszcze nie wiemy kiedy. Musimy sprawdzić okoliczne sale, bo nie chcemy się zamykać tylko tutaj w Witkowie. Chcemy podróżować po okolicznych miastach. Musimy sobie tę galę podsumować i pomyśleć co robimy dalej, bo na sto procent chcemy organizować eventy pod nazwą Slagfest.

Jakie były aspekty organizacji tej gali poza finansowym?
– Głównym celem była promocja tego sportu tutaj w okolicach, w Wielkopolsce. Z tego co widzimy, w naszym rejonie niewiele się dzieje, jeżeli chodzi o MMA. Klubów mamy dużo, gal mamy mało, dlatego chcemy wypełnić tą lukę i chcemy promować tej sport tutaj. Przy okazji cieszę się, że jest to dodatkowa promocja mojego klubu, który był głównym organizatorem. Wszystko się zazębia i z tego powodu bardzo się cieszymy. Nie dość, że promocja klubu, to jeszcze miasta, władz i tego sportu. W Witkowie nikt nie wiedział co to jest MMA a myślę, że od ostatniej soboty już dużo osób wie z czym się ten sport je.

Jak Ci się współpracowało na spółkę z Vahagnem oraz Krzysztofem? W jaki sposób połączyliście trzy różne wizje i opinie?
– Współpraca była bardzo dobra, bo każdy miał podział swoich obowiązków. Krzysztof Skrzypek wziął na siebie media, Vahagn Petrosyan zajmował się sponsorami, a ja byłem od strony sportowej. Dlatego raczej nie wchodziliśmy sobie w paradę. Każdy robił swoją robotę bardzo dobrze. Wiadomo, że były jakieś tam zgrzyty i części wspólne w tej całej układance, ale jak widać po gali, udało nam się to wszystko dograć do końca i zgodzić w spornych kwestiach. Bardzo się cieszę, ze udało nam się dogadać i wszystko zorganizować. Myślę, że efekt końcowy był bardzo zadowalający.

Komentarze