CWFC 78: Mohsen Bahari wygrał przez gilotynę, Mickael Lebout przegrał przez decyzję, Jason Ponet odklepał duszenie

10 Wrzesień 2016
CWFC 78: Mohsen Bahari wygrał przez gilotynę, Mickael Lebout przegrał przez decyzję, Jason Ponet odklepał duszenie

mohsen-bahari-gilotyna-cage-warriors78

Po półtorarocznej przerwie od czasu przegranego pojedynku z mistrzem KSW Borysem Mańkowskim, Mohsen Bahari (9-3) przyjechał do Liverpoolu gotowy i zmotywowany. Tym razem potrzebował jedynie 4:04 minuty z pierwszej rundy, by powrócić na ścieżkę wygranych.

Jego znacznie bardziej doświadczony rywal Ali Arish (21-5) od samego początku wykorzystywał swoje zapaśnicze umiejętności, by klinczować, kontrolować i próbować obaleń. Dwukrotnie ten wyczyn niemal mu się udał, choć Mohsen cały czas przytomnie odpowiadał przetoczeniem lub szybką ucieczką. W czwartej minucie zauważył jak jego przeciwnik oddał szyję podczas obalenia i nawet nie oporował przy obaleniu, chwytając od razu za szyję i wyciągając duszenie gilotynowe, które zadziałało błyskawicznie.

Chwilę po wygranej, szczęśliwy reprezentant Norwegii powiedział:

Trenowaliśmy sporo z trenerem od grapplingu nad tą akcję. Mój rywal to bardzo doświadczony zapaśnik i wiedziałem, że będzie obalał i ewentualnie trzeba będzie bronić sprowadzenia. Jeżeli już miało mu się udać, to miałem przetaczać lub dążyć do skończenia. Na szczęście udało mi się złapać go na dobre poddanie. Trenowałem ciężko każdego dnia, więc w sumie to był roczny okres przygotowań. Udowodniłem, że jestem dzisiaj jeszcze lepszym zawodnikiem.

Chwilę później mogliśmy podziwiać bardzo ciekawy pojedynek powracającego po przygodzie z UFC, a później GMC Mickaela Lebout (14-7-1-1NC), który w swoim czasie dosłownie przejechał się przez dywizję polskiej kategorii 77 kg. Tutaj walczył jednak w wadze lekkiej, a jego rywalem był Tim Wylde (9-2).

Pierwsza runda zdecydowanie należała do Francuza, który udanie mieszał uderzenia z obaleniami, kontrolując środek w stójce, a później Tima w parterze. Gdyby miał więcej czasu, prawdopodobnie poddałby swojego rywala, ale zegar mierzący czas był nieubłagany. W drugiej i trzeciej rundzie Wylde jakby odżył, bo był szybszy, bardziej agresywny i co rusz częstował Mickaela efektownymi ciosami. W pewnym momencie francuski fighter miał już mocno rozcięty nos i wyraźne oznaki zmęczenia. Sędziowie nie mieli wątpliwości, wskazując Tima Wylde jednogłośnym zwycięzcą, punktując 29-27, 29-27, 29-28 na jego korzyść.

Ostatni pojedynek z wątkiem polskim tego wieczoru, to starcie Jasona Ponet z Chrisem Fishgoldem. Francuz bardzo szybko dał się złapać w duszenie gilotynowe w stójce i ostatecznie postanowił położyć się, co ostatecznie było dla niego zgubnym rozwiązaniem. Choć kamera nie kłamała, Ponet twierdzi że nie odklepał techniki kończącej. Anglik krótko podsumował wygraną:

Mam najlepszą gilotynę w Europie, a może i na świecie. Jak cię duszę, to klepiesz albo idziesz spać.

pimblett-fishgold

Komentarze