Łukasz Chlewicki zostaje w 66 kg: „Walka z Kornikiem nie odpowiedziała na żadne z moich pytań.”

29 Kwiecień 2017
Łukasz Chlewicki zostaje w 66 kg: „Walka z Kornikiem nie odpowiedziała na żadne z moich pytań.”
foto.: kswmma.com

Już od kilku dni nosiło mnie z zamiarem skontaktowania się z Łukaszem Chlewickim (14-6-1) aby podsumować, tudzież wysłuchać co dalej w przypadku „Saszy”, którego ostatni pojedynek z Arturem Sowińskim na KSW 38, miał być przełomowym punktem jego kariery, a zakończył się w dość zaskakujący dla niego sposób. Okazja nadarzyła się akurat, gdy „Sasza” był w drodze na międzyklubowe sparringi do Łodzi.

Walka nie była po mojej myśli, ale przygotowania i redukcja wagi, poszły świetne. Niczego nie odpuściłem sobie na treningach, cały team włożył w to ciężką pracę i samemu również mocno się poświęciłem. W wywiadach przed walką odpowiadałem na kwestie, czy to jednorazowy pojedynek w 66 kg czy może na dłuższy etap. Jeżeli do tego nawiązujemy, to ta walka nie pokazała niczego jakie miałyby być moje predyspozycje w kategorii piórkowej i nie dała mi odpowiedzi czy to było OK czy nie. Aczkolwiek, na pewno dała mi odpowiedź, że te 66 kilogramów przyszło mi bez problemu. Czułem się rewelacyjnie, na rozgrzewce przed walką była dynamika i szybkość. Na wynik mogło wpłynąć wiele czynników, jednak rezultat walki umacnia mnie w przekonaniu, że muszę po prostu zrobić więcej pojedynków w kategorii piórkowej. Paradoks polega na tym, że ja i wszyscy na około, media czy osoby w kręgu uważali, że walka w 66 kg będzie dla mnie idealnym miejscem, a na przekór wszystkiemu, starcie to trwało krócej niż moje wcześniejsze pojedynki. Brakowało tego wszystkiego, co można było zaobserwować w każdej mojej walce, czy to wygranej czy też przegranej. No może poza charakterem, który pokazałem po tym „podłączeniu” lewym sierpem, bo to on zrobił robotę i ustawił wynik na końcowy.

Do czasu KSW 38, Łukasz tylko jeden raz w karierze został poddany i było to w 2005, gdy dźwignią złapał go parterowy fenomen Demian Maia. Nic jednak nie wskazywało na powtórkę wydarzeń z Finlandii, gdy wspomniany sierp Sowińskiego, był dla Chlewickiego początkiem końca kwietniowych wydarzeń w warszawskim studio filmowym.

Po sierpie, ciosy Artura w parterze gdzieś tam docierały, ale nie na brodę i nie na tyle mocno, żeby mnie odcięły. A po tym jak go przetoczyłem i znalazłem się na górze, czułem jak cały czas wariuje mi jeszcze błędnik. Zabrakło mi jakieś 20 lub 30 sekund, żeby uspokoić głowę i to wszystko co się wtedy działo. Przetrwałem nawałnicę, a gdybym przetrwał jeszcze i to, to podejrzewam, że wtedy byłoby przełamanie na moją stronę. Ale poszło tak jak poszło. Sierp sprawił, że przez ten cały czas działałem już na instynkcie niż na świadomości tego co się dzieje. Szukałem możliwości doklejenia się do niego, ruszałem się na boki, żeby unikać ciosów z góry. Po przetoczeniu nie wiem jak, ale się wpakowałem z powrotem w gardę i trójkąt, gdzie powinienem był pójść tam za pierwszym ruchem, gdzie wybroniłem. Właśnie przez ten błędnik ja nie wiedziałem gdzie jestem. Po walce kucałem i zastanawiałem się co się stało. Nie nad tym dlaczego tak się stało, lecz nad sytuacją w której ja jestem. Najgorsze jest być trafionym mocno właśnie na początku walki, zanim jeszcze zdołasz się rozkręcić. Bo w ferworze starcia, gdy Twoje ciało, psychika i szczęka są już opanowane, a ja jeszcze nie byłem dobrze wkręcony w walkę. Przekornie, na treningu ćwiczyliśmy obrony przed trójkątem, balachą, itp. ale ewidentnie błędnik przeszkodził mi w tym co robię.

Komentarze

  • Zawodnik32

    Do boju Saszka, jedziesz dalej.

    • moon

      Spoko koleś tylko coś mi sie wydaje ze jest na tzw granicy progresu. Gdyby miall z 5-7 lat mniej to byloby super, niestety czas ucieka ale moze jeszcze da kilka fajnych walk.

  • Jarosław Mikołajczak

    walki w mma przypominają obecnie walki anorektyków. już czas na zrobienie widełek i zakazanie zawodnikom o danym wzroście występowanie w nienaturalnych kategoriach wagowych.