Michał Oleksiejczuk chce stoczyć drugą walkę UFC z Gokhanem Saki

11 Styczeń 2018
Michał Oleksiejczuk chce stoczyć drugą walkę UFC z Gokhanem Saki

W ostatnim MMAnews Live #45 nie mogło zabraknąć Michała Oleksiejczuka, który był ostatnim z polskich bohaterów zamykających zeszły rok za granicą. Mocne, jednogłośne zwycięstwo z Khalilem Rountree na UFC 219 nie uszło oczom wytrawnych fanów i wymagało solidnego podsumowania:

Tu nie można za żadne skarby pękać i trzeba było tę jego ofensywę zatrzymać. Przygotowywaliśmy pod niego mocną stójkę, jej różne warianty, sporo pracy nad kontrami i obroną, co zdało egzamin. Większość jego ciosów, gdzie był szybki i jakąś krzywdę większa lub mniejszą robił, ale jednak dużo uderzeń amortyzowałem przyjmując je na ręce lub barki, chodząc na boki i z tego bardzo się cieszę.

Tam gdzie wielkość ma znaczenie, tutaj akurat muskulatura jego rywala nie wyszła Khalilowi na dobre, co skrzętnie wykorzystał polski „Lord”:

Mięśnie trzeba dotlenić i ja zdaję sobie z tego sprawę. Ja mam sylwetkę jaką mam i staram się nad tym pracować. Mam dopiero 22 lat i czuję, że jeszcze się rozwijam. Jakąś siłę już mam, choć ciężko mi to porównać, gdyż wolę porównywać się z najlepszymi, a z tymi jeszcze nie walczyłem. Ja preferuję mieć żelazną kondycję. Może i Khalil był ode mnie silniejszy, ale odczuwałem to przez minutę lub dwie, a później się wypompował. Moim największym atutem jest kondycja i nad tym pracowałem w zasadzie od dziecka, bo od małego trenuję różne sporty i ta jest u mnie na wysokim poziomie. Mogłem to jeszcze lepiej rozegrać, ale może przez to że się pochorowałem, nie mogłem tego zrobić. Zadyszki nie miałem, bardziej ból w mięśniach gdzie złapał mnie ból w rękach, plecy i dlatego miałem takie przestoje. Jestem przekonany, że będę walczył na jeszcze wyższym poziomie.

Standardowo wątek jego wagi poruszył nawet komentujący galę Joe Rogan, Michał jednak pozostaje przy swoim:

Na razie nie myślę, żeby zrzucać do 84 kg. Byłoby mi ciężko. Wygrałem 10 walk w półciężkiej, jedną w UFC, siłowo nie odbiegałem, kondycja też dobrze i nie będę póki co tego zmieniał. Zobaczę jak to będzie w innych pojedynkach. Zacząłem też robić zapasy z Robertem Roszkiewiczem zapasy pod MMA i widać było, że mam więcej siły. Ja bardzo rzadko obalałem w swoich walkach, ale teraz poczułem się mocno w tej płaszczyźnie i czuję, że jestem coraz mocniejszy. Mam 10 wygranych z rzędu, zawodnicy byli różnego kalibru, ja się nie obawiam 93 kg i mam tu swoje atuty. Wygląd nie walczy. Cormier jest niski na swoją wagę, Velasquez czy Hunt też nie mają warunków na ciężką. Jest wielu takich fighterów i świetnie sobie radzą. Pytanie czy czułbym się w 84 kg dobrze, bo ja ważę na co dzień ponad 100, do 105 kg?

Co słusznie zauważył manager Paweł Kowalik, a co było widać zawsze również na pojedynkach Oleksiejczuka w Polsce, reprezentant Lubelszczyzny zachowywał się przed i w trakcie walki, jakby w UFC był od dawna:

Na pewno coś w tym jest. Biorąc już tę walkę, nie obawiałem się bo nie miałem niczego do stracenia, a wręcz mogłem tylko zyskać i taka jest prawda. Co mógłbym stracić? Jeżeli dostałbym nokaut to wiadomo, że gdzieś się to na zdrowiu odbija. Nie martwię się o to, wiem z czym to się je. Ja lubię jednak walczyć, będę walczył i jak mówię, nikogo się nie obawiam. Oczywiście, że stres jakiś był i różne myśli, bo to walka dużego kalibru ale jak już wszedłem do klatki, to wszystko minęło. Po prostu trzeba było się bić i tyle, nie było innego wyjścia. Moja walka była najbardziej oglądana z całej karty wstępnej, więc to też mnie cieszy. Wszystko się na razie układa, trzeba dalej pracować, za kilka dni wracam na matę i poprawiam to co jest do poprawienia.

Sprawy na pewno nie ułatwiała choroba, z którą wylatywał już z kraju, a która miała wpływ na jego dyspozycję w trakcie walki w Las Vegas:

W dzień wylotu do USA miałem 39 stopni gorączki. To była grypa po prostu, bo gdy dotarłem do Las Vegas to te pierwsze 3 dni przespałem. Starałem się kurować, było ciężko. Nie można było jednak patrzyć na to i zwyczajnie trzeba było walczyć. Nie było wyjścia.

Za rogiem gala UFC w Londynie, a więc smakowity kąsek nie tylko dla Michała ale również dla jego fanów, którzy mogliby go oglądać na żywo:

Moim zdaniem marcowa gala w Londynie to za wcześnie. Potrzebuję więcej czasu do poprawy, a muszę jeszcze trochę odpocząć, bo moje przygotowania trwały około 4 miesięcy po tym, jak przenieśli mi nie odbyty pojedynek z Cutelabą. W wakacje też już trenowałem, licząc na walkę w FEN-ie.

Skoro nie marzec, to może chociaż potencjalny rywal? Tutaj Michał miał ściśle sprecyzowane plany w postaci kickbokserskiego fenomenu Gokhana Saki. Ten również dopiero niedawno zadebiutował w UFC i ma zaledwie dwa pojedynki MMA na koncie, ale w zanadrzu wspomniane umiejętności w stójce i dużą rozpoznawalność:

Mój manager Paweł będzie się o to starał i mam nadzieję, że do tego dojdzie. Czy wygram to nie wiem, bo to jest MMA, ale to jest rywal wysokiego kalibru jeżeli chodzi o stójkę. Ja się jednak rozwijam i dlatego się nie obawiam, co było widać. To by była walka na wysokim poziomie sportowym, ale jeżeli chodzi o rozgłos myślę, że byłby to strzał w dziesiątkę. Gokhan jest w Stanach bardzo rozpoznawalny, każdy go zna. On jednak też ma swoje wady i dlatego nie skreślałbym swoich szans. Jestem młody, chłonę wiedzę i rozwijam się, ucząc się od bardzo dobrych trenerów.

Komentarze

  • moon

    Bardzo fajny gosc kibicuje mu i mam nadzieje ze bedzie sie piął do gory.

  • Bolo78

    Tylko tak dalej, ciezka praca, zajebiste cardio… tylko sie rozwijac i jeszcze ciezej trenowac a wyniki przyjda same. Jestem twoim fanem!!!