Jan Błachowicz złamał żebro podczas sparringu z Arturem Szpilką

30 Kwiecień 2018
3

Trzy mocne pojedynki i awans na #5 pozycję w wadze półciężkiej to spory sukces Jana Błachowicza w ciągu ostatnich miesięcy, ale pamiętajmy iż każde osiągnięcie ma swoją cenę. Mimo okresu roztrenowania w którym teoretycznie organizm powinien odpoczywać, „Cieszyński Książę” doznał kontuzji żebra. Z reguły są to jedne z najbardziej bolesnych i dokuczliwych, bo uniemożliwiają jakikolwiek ruch. Tutaj jednak dodatkowo interesujące są okoliczności w jakich Janek został kontuzjowany:

Piątek, sparring. Artur Szpilka poprosił mnie, żebym pomógł mu wejść na obroty. Trafił mnie na żebro, strzeliło i poczułem że coś jest nie tak. Pojechałem na prześwietlenie i wyszło to czego się obawiałem, że jest złamane. Lekarz powiedział, że do 7 maja mam następną kontrolę i do tego czasu powinno być dobrze. Nie mogę nawet uderzyć w worek, czy na tarcze. Chodzić mogę, ale szybszy bieg nie wchodzi w grę.

Tak jak wcześniej Błachowicz zapowiadał, kilkumiesięczny rajd to dobry moment, żeby zaleczyć rany i pozwolić sobie na solidny relaks. Tym bardziej, że dodatkowe okoliczności raczej go wymuszają. Nie przeszkadza mu to jednak snuć plany na najbliższą przyszłość:

Chciałbym walczyć po wakacjach, ale to też może się leczyć dłużej niż powiedział mi doktor. Najpierw jednak żebra, żeby nie przeszkadzały mi w przygotowaniach na wrzesień.

Podziel się ze znajomymi
  • 174
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  

Waszym zdaniem

avatar
 
Photo and Image Files
 
 
 
Audio and Video Files
 
 
 
Other File Types
 
 
 
1 Comment threads
2 Thread replies
0 Followers
 
Most reacted comment
Hottest comment thread
2 Comment authors
Eksporter ZłaW.Mrozowski Recent comment authors
  Subscribe  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
Eksporter Zła
Gość
Eksporter Zła
Offline

Dobra wymówka dla żony czemu po imprezie nie może iść na trening teraz 😀

Eksporter Zła
Gość
Eksporter Zła
Offline

czasami nie i nie mogę znaleźć wzorca wedle jakiego się to odbywa. Kiedyś myślałem, że wina może leżeć po stronie mojego pracodawcy i jego bardzo restrykcyjnej polityki bezpieczeństwa w jakiś sposób ograniczającej ich obsługę. Jednak czasami banuje mi nawet emotikony powszechnie przecież używane w korpokorespondencji. Ten fakt też spowodował, że drugie podejrzenie wzięło w łeb: ma to coś wspólnego z koniecznością akceptacji niektórych moich postów przez administrację.