Marcin Wrzosek nie kończy kariery: „Powiedziałem to pod wpływem środków wyskokowych i skrajnych emocji.”

06 Czerwiec 2018
1

Kilka dni po odchorowaniu kontuzji, porozmawialiśmy z Marcinem Wrzoskiem o dyskwalifikującym go urazie z walki z Kleberem Koike na KSW 44,  gdzie przez moment pełen emocji rozważał nawet zakończenie kariery:

Powiedziano mi, że mam się kurować i szykować na Londyn. Jeżeli gala (w październiku) wypali, to ja będę gotowy. To co oczywiście napisałem na mediach społecznościowych o zakończeniu kariery, to było pod wpływem środków wyskokowych i skrajnych emocji. Takie połączenie, to jest bardzo zły doradca. Tutaj chciałbym oficjalnie powiedzieć, że tak łatwo się mnie nie pozbędziecie.

W międzyczasie, doszło do mocnego zwrotu akcji, bo w jego miejsce zaangażowano mistrza PLMMA i zawodnika FEN – Mariana Ziółkowskiego, który ma szansę namieszać u nowego pracodawcy:

Jestem fanem Mariana i niech wygra lepszy. Nie mam również nic do Klebera i szczerze, to byłoby lepiej gdyby to on wygrał, bo czuję w sercu, że mam mu coś do udowodnienia. To jest tylko biznes i nie miałbym bólu serca, gdyby to jednak Marian był moim kolejnym rywalem w pojedynku o pas. Na pewno nie będzie mu łatwo zbić dodatkowych kilogramów do 68, ale Kleber też musi zbijać parę dobrych kg.

Charakterystyka urazu, z miejsca przypomniała nam historię innego zawodnika z Łodzi – Marcina Bandela i rzeczywiście. Panowie korzystają zresztą z usług tego samego fizjoterapeuty:

Cała ta kontuzja to jest zerwanie połowy mięśnia piersiowego i z tego co rozmawiałem z fizjoterapeutę, nie jest potrzebna operacja. To są tylko względy estetyczne, bo że tak powiem „cycek mi się trochę zwinął”. Zwinęła się część włókien i pozostała taka dziwna dziura między barkiem a klatką piersiową. Wygląda to dość dziwnie. Gdy już się trochę zrośnie, to mięsień będzie trochę słabszy ale z czasem siła wróci. Gdybym zdecydował się na operację, to miałbym przynajmniej pół roku przerwy, a bez tego około 6 tygodni. Już minęły 3 tygodni, więc pozostało drugie 3, podczas których biegam i staram się nie spaść jak świnia. Liczyłem, że będę jednak walczyć ale kontuzja z czasem się pogorszyła i czułem jakby cycek pokąsały mi osy. Nie polecam.

Podziel się ze znajomymi
  • 48
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  

Waszym zdaniem

Dodaj komentarz

avatar
  Subscribe  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
Autoinformator.pl
Gość

…a ile Jon Jones nie walczy albo Josh Barnett. Jasne, że nie ma co kończyć.