Wielka wojna w Londynie. Price i Whyte zwyciężają

21 Lipiec 2019
0
Wielka wojna w Londynie. Price i Whyte zwyciężają
foto.: www.standard.co.uk

Eddie Hearn po raz kolejny pokazał, że gale boksu organizowane na wyspach poziomem nie odstają tym organizowanym w Stanach. Dostaliśmy świetne wydarzenie, które trzymało w napięciu do samego końca. Wszystkie pojedynki były interesujące i przyjemne do oglądania dla fanów boksu

Tuż przed pechową walką Artura Szpilki z Dereck’iem Chisorą odbyły się dwa starcia ciekawych prospektów wagi junior ciężkiej. Lawrence Okolie (13-0, 10 KO) w 7 rundzie odprawił przez TKO Mariano Angela Gudino (13-3, 8 KO) a Richard Riakporhe (10-0, 8 KO) po dużo cięższej przeprawie niejednogłośnie na punkty pokonał Chrisa Billama-Smitha (9-1, 8 KO). Na pewno jeszcze usłyszymy o dzisiejszych zwycięzcach.

Jeśli mowa o wygranych wieczoru na pewno warto pogratulować Davidowi Price’owi (25-6, 20 KO), który pokonał mocno faworyzowanego Davida Allena (17-5-2, 14 KO). „The White Rhino” zaczął dosyć spokojnie, prowokując rywala nisko trzymaną gardą. „Pricey” szybko „upomniał” przeciwnika potężnym prawym, który znokautowałby nie jednego ciężkiego. Allen zreflektował się i próbował skracać dystans do olbrzyma z Liverpool’u. Price cały pojedynek przeboksował bardzo spokojnie czyniąc użytek ze swojego zasięgu – rozbijał imiennika mocnym lewym prostym. Na początku Allen specjalnie nie odstawał kontrując ciosami na korpus, niebezpiecznymi podbródkowymi czy mniej wyszukiwanymi kombinacjami. Jednak czym dłużej trwał pojedynek tym twardo realizowana taktyka Prica niszczyła rywala – w szczególności mocno zapuchnięte oko. David Allen wraz z narożnikiem zdecydował się nie wyjść do 11 rundy czyniąc Davida Price’a zwycięzcą. Droga do kolejnych głośnych pojedynków stoi otworem.

Wydarzenie wieczoru czyli walka Dilliana Whyte’a (26-1, 18 KO) z Oscaraem Rivasaem (26-1, 18 KO) skradło jednak show. Początek walki należał dla Oscara, który przeprowadzał śmiałe ataki na Brytyjczyka mającego małe problemy z wyczuciem dystansu. Lecz już w drugiej rundzie „The Villain” przypomniał dlaczego zajmuje pierwsze miejsce w rankingu federacji WBC. Trafił potężnym prawym co mocno wstrząsnęło Kolumbijczykiem, który dzięki serii niesamowitych zwodów dotrwał do końca rundy. Później Whyte wyczuł dystans i rozpoczął punktować rywala mocnymi lewymi i ciosami na korpus. Rivas zaczął odstawać i widocznie liczył na mocny cios w nagłych atakach przeprowadzanych co jakiś czas. Panowie nie żałowali zdrowia w tym pojedynku. Kiedy schodzili do półdystansu i wymieniali prawy na prawy – nokaut wisiał w powietrzu. „Kaboom” zadziwił wszystkich w dziewiątej rundzie kiedy zepchnął rywala pod liny i kombinacją – prawy podbródkowy i lewy huk na głowę – posłał Dilliana na deski. Brytyjczyk przetrwał jednak kryzysową rundę i w następnych poszedł na wojnę z przeciwnikiem. Żaden z panów nie odstawiał rękawicy. Walka porwała publiczność. Mocno zapuchnięte oko Kolumbijczyka dało jednak Whyte’owi podstawy do narzucenia swojego stylu. Lewe proste zrobiły tu kawał dobrej roboty. Sędziowie punktowali 116:111 i dwa razy 115:112 na korzyść Dilliana Whyte’a, który stał się posiadaczem pasa WBC interim wagi ciężkiej oraz obowiązkowym pretendentem do pełnoprawnego tytułu mistrza świata.

Dillian Whyte będzie jednak musiał poczekać na mistrza – Deontaya Wildera (41-0-1, 40 KO). Zdaniem wielu Brytyjczyk już jakiś czas temu zasłużył na konfrontacje z mistrzem. Ostatnio jednak „The Bronze Bomber” zawalczył z  Dominiciem Breazeale (20-2, 18 KO). Następną walkę stoczy zaś z Luisem Ortizem (31-1, 26 KO) po czym najprawdopodobniej dojdzie do rewanżowej walki z Tysonem Furym (28-0-1, 20 KO), z którym po ciężkiej walce zremisował. Jedyne co pozostaje Whyte’owi to czekanie na swoją kolej lub ewentualne wypadnięcie z walki przyszłych rywali mistrza.

Podziel się ze znajomymi
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  

Waszym zdaniem

avatar
 
Photo and Image Files
 
 
 
Audio and Video Files
 
 
 
Other File Types
 
 
 
  Subscribe  
Powiadom o