Tymex Boxing Night 9: Pierwsza porażka Wierzbickiego, niepewne zwycięstwo Brodnickiej + komentarz Najmana

07 Październik 2019
6
Tymex Boxing Night 9: Pierwsza porażka Wierzbickiego, niepewne zwycięstwo Brodnickiej + komentarz Najmana
foto.: facebook.com/Tymex Boxing Promotion

Za nami dziewiąta odsłona Tymex Boxing Night. Gala w Częstochowie przyniosła kibicom dużo emocji i organizatorzy mogą zaliczyć ją do udanych. Niestety – jak to w sporcie bywa – nie wszyscy mogą zaliczyć dzisiejszy dzień do udanych.

Zacznijmy analizę od samego końca czyli walki wieczoru. Starcie Roberta Parzęczewskiego (24-1, 16 KO) z Patrickiem Mendy’m (18-15-3, 1 KO) wydawał się mieć znaczącego faworyta w osobie Polaka. Chociaż z wcześniejszych walk zawodnika z Gambii można było się spodziewać twardej postawy – pomimo słabego rekordu tylko jedna walka przegrana przed czasem – to chyba nikt nie spodziewał się tak zaciętego pojedynku. Oboje zaczęli agresywnie i dynamicznie. Mendy nastawił się na ataki z kontry i często atakował z odchylonej pozycji. Wydaje się, że Robert zaczął bardziej nerwowo ale na początku mocno trafił przeciwnika hakiem, kiedy ten obniżał pozycję. W późniejszym etapie Polak zwolnił tępo i próbował trafiać lewym. „The Tiger” jednak nie odpuszczał i szukał miejsca na potężne lewe, które często wchodziły nieczysto. Przełomowa okazała się 5 runda gdzie niewiele brakowało aby pięściarz z Częstochowy kanonadą ciosów między innymi na tułów znokautował swojego przeciwnika. Rywal przetrwał jednak trudny okres i już w następnej rundzie wrócił dosyć stabilnie. Owa szarża kosztowała „Mr KO” sporo sił co szczególnie było widać w rundzie 7 gdzie niewiele brakowało aby Patrick ustrzelił Polaka. Parzęczewski dał sobie narzucić walkę w krótkim dystansie co widocznie pasowało rywalowi, którego ciosy – szczególnie na korpus – były bardzo niebezpieczne. Po mocno wyrównanej końcówce sędziowie punktowali : 96-94, 97-93, 97-94 na korzyść Roberta Parzęczewskiego, który tym samym obronił tytuł interkontynentalnego mistrza Polski wagi super-średniej. Następna walka „Araba” już za dwa miesiące na gali MB w Dąbrowie Górniczej. Rywal nie jest jeszcze znany.

Starcie poprzedzające wydarzenie wieczoru – czyli walka Łukasza Wierzbickiego (18-1, 7 KO) z Louisem Greene (11-1, 6 KO)-przyniosło nam największą sensację na gali w Częstochowie i prawdopodobnie jedną z największych sensacji w polskim boksie w tym roku. Panowie rozpoczęli bardzo energicznymi uderzeniami, które robiły spore wrażenie. Wierzbicki przyjął kilka bardzo niewygodnych ciosów na tułów jednak od razu skontrował rywala. „The Medway Mauler” trafił jednak Łukasza niczym snajper i wywołał rozcięcie, które urosło później do bardzo pokaźnych rozmiarów. Runda druga okazała się niestety ostatnią dla Wierzbickiego. Polak zaczął kilkoma świetnymi unikami i trafieniami z kontry. Prawdopodobnie rozochociło to Łukasza gdyż wdał się w szaloną wymianę z Brytyjczykiem, który trafił kilkoma potężnymi prawymi co posłało naszego reprezentanta na deski. Dalej mogliśmy oglądać egzekucję pięściarza z Warszawy, którą sędzia był zmuszony przerwać. Luise Greene zaskoczył całą arenę i nie tylko – co ciekawe został doceniony i nagrodzony oklaskami. Łukasz Wierzbicki mocno przeżył swoją pierwszą zawodową porażkę, która również wyeliminowała go ze startu na gali w Dąbrowie Górniczej. Miejmy nadzieje, że był to tylko wypadek przy pracy i nasz reprezentant rychło powróci na ringi zawodowe. 

Udaną obronę mistrzostwa WBO w wadze super piórkowej zanotowała Ewa Brodnicka (18-0, 2 KO) pokonując przez niejednogłośną decyzję Edith Soledad Matthysse (16-11-1, 1 KO). Walka niestety nie należała do najciekawszych. Mogliśmy zobaczyć dużo klinczu i brudnych zagrywek. Panie wymieniały cios/dwa i przerywały boks „łapiąc” się nawzajem. W trakcie przepychanek Ewa często ściągała w dół swoją rywalkę gdzie ta próbowała zadawać bezsilne kombinacje na korpus, które tym bardziej nie robiły wrażenia na dobrze przygotowanej fizycznie Polce. Brodnicka o wiele lepiej poruszała się po ringu i jej lewy prosty czy też sierpowy robił dobrą robotę, niestety takich akcji było jak na lekarstwo. Na większym dystansie „Tygrysica” stanowiła większe zagrożenie dla Argentynki dlatego dziwi uciekanie się do półdystansu. Najciekawsze była runda 10 – czyli ostatnia – gdzie panie próbowały wynagrodzić nam wszechobecną nudę całkiem niezłymi kombinacjami i dynamiką chociaż były widocznie zmęczone. Sędziowie niejednogłośnie – (95-96, 96-94, 97-93) – punktowali na korzyść Ewy Brodnickiej dzięki czemu dokonała ona już trzeciej obrony mistrzowskiego tytułu. Tym samym po odebraniu pasa WBC Ewie Piątkowskiej (13-1, 4 KO) przesz federację, Brodnicka stała się jedyną polską mistrzynią świata w boksie zawodowym. Walkę pięściarki z Warszawy skomentował Marcin Najman, któremu walka delikatnie mówiąc, nie przypadła do gustu.

Właśnie takie werdykty niszczą boks zawodowy… Brodnicka, pomimo iż jej rywalka o głowę niższa, przegrała. Ale dostała od sędziów (na szczęście nie wszystkich) prezent.

Swoje już dwudzieste zawodowe zwycięstwo zanotował Marcin Siwy (20-0, 8 KO) jednogłośnie pokonując Kostiantyna Dovbyshchenko (6-5-1, 3 KO). Walka nie była czysta i dobra z technicznego punktu widzenia. Najbardziej przypadła do gustu publiczności zgromadzonej na Hali Sportowej Częstochowa gdyż dostali oni 8 rund bijatyki. Początek bezdyskusyjnie należał do Siwego, który nieźle skracał dystans i uderzał kombinacjami. Kilkukrotnie trafiał rywala lewym, był niebezpieczny przy linach oraz widocznie polował na potężny prawy. Sytuacja zaczęła się zmieniać w połowie walki kiedy to Polak stracił sporo sił. Ukrainiec jakby uwierzył w siebie i kilka razy trafił na szczęście niezbyt mocnymi ciosami. Dalej oglądaliśmy coraz większy kryzys kondycyjny Marcina – ręce powędrowały w dół i widocznie szukał oddechu – co Kostiantyn potrafił wykorzystać. Mogliśmy oglądać zrywy to jednego to drugiego pięściarza obfitujące nawałnicą ciosów – zazwyczaj niewielkiej skuteczności. Ostatnia runda należała dla naszego zawodnika, który trafiał częściej czystymi ciosami prostymi i hakami chociaż Dovbyshchenko również nie odpuszczał. Marcin Siwy wymęczył jednogłośną decyzję sędziów – (75-78, 75-78, 74-78) – i odniósł kolejne zwycięstwo jednak z rywalem z niskiej półki. Liczymy na poprawę kondycji Polaka i większe sportowe wyzwania póki jest jeszcze na nie czas.

Cieszyć powinien również udany powrót Patryka Szymańskiego (20-2, 10 KO) po dwóch porażkach z rzędu. Polak zdeklasował na punkty pasywnego Denisa Kriegera (14-9-2, 9 KO). Dwie pierwsze rundy przebiegły pod dyktando Szymańskiego, który był o wiele bardziej aktywny i mobilny od swojego rywala. Pracował głównie lewym prostym co jakiś czas poprawiając prawym. Niebezpiecznie zrobiło się w rundzie trzeciej gdzie Krieger dał upust swojej niemocy i kilkukrotnie trafiał pojedynczymi lecz silnymi ciosami. Mołdawianin jednak leniwie pracował na nogach i opierał się na atakach z kontry. Szczególnie niebezpieczna był jego prawy sierpowy na którego Polak kilkukrotnie nadziewał się w półdystansie i uderzenia na korpus robiące na Patryku niemałe wrażenie. Groza zajrzała w oczy pięściarza pochodzącego z Konina na dziesięć sekund przed końcem 7 rundy gdzie Denis Titomir Perdinschii nadział naszego pięściarza na niebezpieczny prawy sierp, który go zamroczył jednak gong uratował sytuację. Momenty Denisa Kriegera chociaż niebezpieczne, występowały rzadko i o wiele bardziej aktywny i techniczny Patryk Szymański zanotował zwycięstwo poprzez jednogłośną decyzję –  (79-73, 78-74, 80-72). Powrót jak najbardziej cieszy i z niecierpliwością można czekać na następne kroki w karierze Patryka.

Na kilka ciepłych słów zasługuje również debiut na polskim terytorium Sebastiana Ślusarczyka (6-0, 4 KO), który w dobrym stylu znokautował Tomasza Gromadzkiego (10-3-1, 3 KO). Panowie od samego początku narzucili intensywne tępo – co w końcówce starcia odczuli oboje – i bombardowali się gradem ciosów. Pod koniec 1 rundy prawie doszło do nokdaunu po świetnym lewym sierpie Ślusarczyka jednak sędzia błędnie uznał, że „Zadyma” się potknął. W dalszej części walki zaczął przeważać Sebastian, który górował gabarytami i często karał rywala za zbyt niskie trzymanie prawej ręki mocnymi lewymi sierpami. Gromadzki odczuwał te ciosy, które również spowodowały rozcięcie, jednak starał się nie odpuszczać i w miarę możliwości nacierać z dynamicznymi kombinacjami. Lecz już w 4 rundzie nieszczelna garda spowodowała dojście kolejnego lewego sierpa na szczękę Tomasza co zaowocowało nokdaunem. Sebastian nie wypuścił okazji z rąk i kończył rywala aż sędzia słusznie zatrzymał pojedynek. 22-letni Sebastian Ślusarczyk zaprezentował się iście interesująco i zasługuje na to aby śledzić jego następne posunięcia z niemałą uwagą.

W trakcie gali odbyły się jeszcze dwa zawodowe pojedynki. Oskar Wierzejski (2-0, 0 KO) pokonał przez niejednogłośną decyzję sędziów – (39-37, 37-39, 40-36) – Igora Pylypenkę (5-46-2, 1 KO) oraz Aleksander Jasiewicz (1-0, 0 KO) jednogłośnie odprawił Mateusza Orynka (0-2) – (40-35, 40-36, 40-35).

Pomiędzy głównymi walkami do ringu wszedł również syn emerytowanego pięściarza – Grzegorza Proksy (29-4, 21 KO) – Artur Proksa. Młodzieniec stoczył walkę pokazową na zasadach amatorskich i zaprezentował się całkiem obiecująco. Miejmy nadzieje, że jeszcze usłyszymy o młodym pięściarzu a jego talent okaże się jeszcze większy niż zasłużonego już w sportach walki ojca.

Tymczasem mamy już zapowiedź „Tymex Boxing Night 10”, która odbędzie się w Łomiankach.

Podziel się ze znajomymi
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  

Waszym zdaniem

avatar
 
Photo and Image Files
 
 
 
Audio and Video Files
 
 
 
Other File Types
 
 
 
2 Comment threads
4 Thread replies
0 Followers
 
Most reacted comment
Hottest comment thread
3 Comment authors
DawacsianoPrimoPrzemek Recent comment authors
  Subscribe  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
Dawacsiano
Gość
Dawacsiano
Offline

Najman ma zdecydowana racje. Wstyd jest ogladac takie werdykty. Niestety boks przestal byc sportem, a stal sie biznesem (WWE?).
Komenatrze typu, ze trzeba zdecydowanie pokonac mistrza sa smieszne i zalosne, czyli nie wystarczy byc po prostu lepszym?
Trzeba by bylo zmienic sedziowanie na bardziej matematyczne – statystyka ciosow, knockdownow plus dodatkowe parametry.
Na pewno boks stalby sie ciekawszy i zarazem sprawiedliwy.

Primo
Gość
Primo
Offline

Dla ostudzenia emocji dodam tylko , ze gdyby walka toczyla sie na terenie wroga i sytuacja w walce bylaby odwrotna , to werdyk bylby ten sam dla zwyciezczyni i przegranej. KRotko mowiac ,tak dzieje sie na calym swiecie , nie tylko w Polsce. Ba , w Polsce to i tak jest pikus , bo tak samo ostatnia swoja wygrana walke , przegral nijaki Damian Jonak z Andrew Robinsonem, ktory dodatku mial 0 w porazkach. W srodowisku mowi sie nawet , ze Polacy lubia robic prezenty zagranicznym zawodnikom , ktorzy przyjezdzaja do nas. Wiec Polska na skale swiatowa jest „dosyc” uczciwa,… Czytaj więcej »

Dawacsiano
Gość
Dawacsiano
Offline

Łatka „bardziej uczciwego” zlodzieja to nie powod do dumy.

Primo
Gość
Primo
Offline

A gdzie zes sie tam dumy doszukal ? Mowie tylko , ze takie zjawiska wystepuja na calym swiecie i tyle, a fakt z Jonakiem podalem jako ciekawostke :).

Dawacsiano
Gość
Dawacsiano
Offline

To bylo porowanie – prosciej tego nie umiem wytlumaczyc.

Przemek
Gość
Przemek
Offline

Tak zgadzam się z Najmanem!