TFL kusi powrotem mistrza „3 lata po zawale”. Piesiewicz dementuje: „To nie ma sensu.”

07 Lipiec 2021
0
TFL kusi powrotem mistrza „3 lata po zawale”. Piesiewicz dementuje: „To nie ma sensu.”

Kariera Jakuba Piesiewicza (5-2-1-1NC) co prawda nie zdążyła się rozkręcić poza lokalny poziom Lubelszczyzny/Mazowieckiego, ale w tamtym rejonie kategoria 61 kilogramów należała właśnie do niego. Do czasu 31 urodzin, bo trzy lata temu powstrzymał go zawał serca! Brzmi dosadnie, ale takie są realia i wokół nich kręci się dzisiejszy news.

Wczoraj organizator TFL Jacek Sarna, dla której „Zacięty” stoczył siedem pojedynków, wrzucił informację w której kusił fanów i samego zawodnika, opcją powrotu do zawodowych startów:

Od 2013 roku trwa nasza sportowa przyjaźń z Jakubem Piesiewiczem – mistrzem Thunderstrike Fight League. Żyjemy w podobnych światach, mamy podobne marzenia i wspólnie je realizujemy w różnych rolach. Kuba zawiesił rękawice na kołku ale nie powiedział ostatniego słowa… Były wzloty i upadki. „Zacięty” to wyjątkowy sportowiec, wychowawca, nauczyciel i człowiek dla którego mam wyjątkowy sentyment i nie jestem w tym przekonaniu sam. Dziękuję za miłą pogaduchę CHAMP w rodzinnym Garwolinie. Walczymy dalej i dalej zwyciężamy! Do zobaczenia wkrótce…

W zasadzie poza informacją o złym stanie zdrowia, który powstrzymał jego dalszą ekspansję w MMA, niczego więcej nie wiedzieliśmy. Po powyższej informacji chwyciłem za telefon i wykręciłem numer do Jakuba, który bez ogródek opowiedział co było przyczyną przerwania kariery:

To był zawał serca, którego dostałem za zawodach w Luboniu. Startowałem tam w kategorii czarnych pasów. Na początku myślałem, że to mógł być kręgosłup (red. może mieć podobne objawy). To się stało po tym jak w trakcie walki rywal podociskał mnie z góry. Nagle zabrakło mi gazu, pojawił się ból. Później zrobili mi EKG, a w szpitalu powiedzieli mi, że doszło do zawału. Wstawili mi stenta, który udrożnił prawidłowy dopływ krwi. Powiedziano mi, że doszło do uszkodzenia mechanicznego.

W zasadzie naprawili to, co było uszkodzone i od tamtej pory nie mam więcej problemów. Później zostałem jeszcze dokładnie przebadany i wychodzi na to, że więcej uszkodzeń nie ma. Lekarz powiedział mi, że na 95% to było spowodowane sportem, który uprawiam. Jednoznacznie jednak nie dało się określić dlaczego doszło do tego, co miało miejsce. Czy to było zbijanie wagi, uderzenia, treningi. Nie wiadomo na pewno.

Wracając jednak do początku newsa, czyli sugerowanego powrotu do startów, Jakub wykluczył taką ewentualność. Choć ze zrozumiałym sentymentem i poszukiwaniem sensu takiego działania:

Jacek Sarna regularnie próbuje mnie nakłonić do powrotu i wrzuca podobne informacje. Może gdybym z tego żył, zarabiał duże pieniądze, wówczas mógłbym dywagować. Najciężej to byłoby mi teraz przekonać swoją rodzinę. Poza tym, że jestem nauczycielem, to trenuję innych, prowadzę ich i z nimi mogę sobie powalczyć. To już inna presja.

Ludzie są dalecy od tego jak to naprawdę wygląda w tym sporcie. Widzą jedynie 15 minut walki, a to znacznie więcej. Trening, przygotowania, robienie wagi, dopasowanie całego życia. Mając 34 lata, mógłbym spróbować wrócić. Ale po co, na jeden raz? To się mija z celem. Przy moim bagażu doświadczeń i wieku, dłuższej perspektywy w zawodowym MMA sobie nie wróżę.

Kategoria 61 kg wciąż pozostaje bez mistrza. Mimo, że tytuł został przez Piesiewicza swego czasu zwakowany, dywizja kogucia nie ma jeszcze godnego następcy.

Podziel się ze znajomymi
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  

Waszym zdaniem

0 0 votes
Article Rating
Subscribe
Powiadom o
guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments
0
Would love your thoughts, please comment.x
()
x